Berlioz i Symfonia fantastyczna – część piąta

Witajcie w przedostatniej części przewodnika po nagraniach Fantastycznej. Dzisiaj przed nami interpretacje trzech dyrygentów – Daniela Barenboima, Leonarda Bernsteina i Sir Thomasa Beechama. Wszyscy trzej znani, cenieni, uwielbiani. Jak poradzili sobie z tym utworem? Cóż… nie wszystkim się udało. Zacznijmy od pewnej powszechnie znanej i cenionej postaci.

5169akY-bzL

 

Chodzi o Daniela Barenboima i jego dziwacznie nijakie nagranie, zarejestrowane na żywo podczas londyńskich Promsów. Ładne, eleganckie, ale takie we wszystkim „nie za bardzo”. Accelerando? Oczywiście, ale nie za bardzo. Ritardando – proszę bardzo, ale nie za bardzo. Akcent – no nie za ostry, aby przypadkiem komuś uszu nie pokaleczyć. Kulminacja? Ok, tylko aby nie za głośna. Spontaniczność? No bez przesady! Słychać, że czasem może i orkiestra chciałaby bardziej zaszaleć, ale Barenboim nie za bardzo jej na to pozwala. Coś interesującego się dzieje, kiedy pojawia się idée fixe – ciekawe eksperymenty z dynamiką, ale poza tym interpretacja jest emocjonalnie płaska:

 

Jeśli mi nie wierzycie, posłuchajcie jednej z kulminacji w trzeciej części:

 

Nadal powątpiewacie? To posłuchajcie fragmentu Marsza:

 

Słuchanie tej rejestracji przypomniało mi pewną sytuację. Otóż uczestniczyłem kiedyś w bardzo nudnym i rozwlekłym wykładzie. Kiedy prelekcja dobiegła końca, jeden z moich znajomych, towarzyszy niedoli, skwitował spotkanie słowami: „emocje jak na grzybobraniu”. Mam poważne obawy, że podobny los podzielą ci, którzy sięgną po niniejszą rejestrację.

 

Daniel Barenboim,West-Eastern Divan Orchestra, 2009, I – 14:58 (R), II – 6:18, III – 15:31, IV – 4:35, V – 10:17 [51:34], Deutsche Grammophon

 

51rshhClUSL

 

Zupełnie inaczej będzie z tymi którzy sięgną po nagranie Leonarda Bernsteina. Znowu francuska orkiestra, zagraniczny dyrygent i bardzo romantyczna interpretacja. Mam do tego nagrania gigantyczny sentyment – to była moja pierwsza Fantastyczna. Dlatego też obawiałem się jej słuchać… W końcu nie wiadomo, czy wspomnienia i wyobrażenia mogą mierzyć się z rzeczywistością. Okazało się jednak, że nie miałem się czego obawiać, a nagranie okazało się nawet lepsze, niż się spodziewałem. Jest całkowicie spontaniczne i naturalne, pełne ożywczej energii i pozbawione zmanierowania, w jakie popadają niekiedy wykonania Bernsteina. Posłuchajmy jednej z kulminacji w pierwszej części:

 

Walc jest niespieszny, lekki i pełen wdzięku:

 

Znakomicie i bardzo wyraziście brzmi perkusja, co świetnie pomaga budować klimat w trzeciej części:

 

Marsz wydał mi się trochę monotonny, chociaż i tutaj perkusja świetnie buduje klimat:

 

Sabat jest nierówny. Co mi się nie podobało? Mało dźwięczne, szczekliwe dzwony, Dies irae potraktowane nazbyt serio, momentami zamazany dźwięk:

 

Co mi się podobało? Spontaniczność w budowaniu napięcia, rewelacyjnie wydobyte szczegóły partii wiolonczel, kontrabasów i bębna basowego. Niby nic, ale te głuche łupnięcia brzmią naprawdę rewelacyjnie i wiele dają:

 

Dzika furia, z jaką Bernstein przedziera się przez ostatnie strony partytury jest naprawdę… Fantastyczna.

Leonard Bernstein, Orchestre National de France, 1976, I – 13:39, II – 6:51, III – 16:28, IV – 4:51, V – 10:05 [52:14], Warner

To nagranie z tego samego roku, orkiestra też jest ta sama, więc słuchajcie 😉

 

71uhuam5+xL._SL1500_

 

Prawdziwie imponujące jest pierwsze nagranie Bernsteina. Dźwięk orkiestry jest odmienny od brzmienia zespołów francuskich – cieplejszy, bardziej soczysty, a w przypadku tej rejestracji – wyśmienicie zarejestrowany – żywy i bezpośredni. Nie było tu też tego rozmazania szczegółów z poprzedniego nagrania. Balans pomiędzy grupami instrumentów jest naprawdę perfekcyjny. Jakość gry orkiestry Nowojorczyków również jest imponująca, a jeśli dodać do tego autentyczną świeżość i spontaniczność, z jaką grają pod batutą amerykańskiego maestro, to otrzymamy jedno z najlepszych nagrań, jakie można znaleźć na rynku. Rewelacyjnie wypadają dwie pierwsze części – rozmarzony, ale nie nazbyt powolny wstęp do pierwszej części, idée fixe, która jest zagrana naprawdę apassionato i naprawdę agitato, pełne i soczyste kulminacje:

 

Przepyszna, lekka i zwiewna scena na balu, doskonale podkreślone są rytmy – wszystkie te elementy sprawiają, że naprawdę świetnie się tego nagrania słucha:

 

Nie przepadam za tak powolnym tempem w trzeciej części, jakie zaproponował Bernstein, więc jego interpretacją odebrałem jako lekko monotonną:

 

Ale już Marsz jest o niebo lepszy od tego z poprzednio opisywanego nagrania:

 

Sabat mile zaskakuje doskonale uchwyconymi akcentami humorystycznymi. Bernstein oferuje chyba najlepszą parodię Dies irae, jaką słyszałem do tej pory – ostro akcentowaną, zagraną brzydkim dźwiękiem. Również dzwony są świetne! Blacha brzmi tu wyjątkowo szpetnie – ale to dobrze, o to w końcu chodzi! Ogółem – jedno z najlepszych nagrań Fantastycznej, jakie można znaleźć:

 

Leonard Bernstein, New York Philharmonic Orchestra, 1963, I – 13:18, II – 6:15, III – 17:14, IV – 4:49, V – 9:56 [51:28], Sony

81Uw-eVqnBL._SL1420_

 

Do jednego z najlepszych wykonawców muzyki Berlioza uważa się Sir Thomasa Beechama. Dużo by o jego wykonaniach utworów Berlioza opowiadać, dość jednak w tym momencie zaznaczyć, że Fantastyczną nagrał dwa razy, w 1957 i 1959 roku, w obu przypadkach z Orchestre National de la Radiodiffusion Francaise. Muzycy i współpracownicy Beechama wspominali, że dyrygent uwielbiał barwę brzmienia francuskiej orkiestry, zwłaszcza sekcji drewna. To właśnie gra owej sekcji robi tak wielkie wrażenie, kiedy się słucha tego pierwszego nagrania, które zarejestrowano jeszcze w mono. Wyczucie stylu i wszelkich subtelnych zawahań kolorów jest tu bezbłędne. Posłuchajmy vibrata waltorni we wstępie do pierwszej części:

 

Fragment Balu:

 

Tak frazują rożek angielki i obój na początku trzeciej części, zwróćcie też uwagę na barwę brzmienia:

 

Posłuchajcie sardonicznego chichotu fagotów w Marszu:

 

Beecham podchodzi do Fantastycznej w sposób mało sentymentalny i mało romantyczny. Tempa są szybkie, akcja toczy się wartko, ale nie sposób nie zauważyć, w jaki subtelny sposób dyrygent frazuje i zmienia tempo, dzieje się to jednak całkowicie naturalnie. Ataki orkiestry są ostre, orkiestra gra zawadiacko i z pazurem. Tempo zwalnia trochę w dwóch ostatnich częściach. Brzmi to tak, jakby Beecham nie mógł się zdecydować co do ich charakteru i chciał, aby zabrzmiały bardziej ponuro. Niemniej jednak i tutaj sporo jest groteskowych akcentów, takich jak gra drewna:

 

Czy to nagranie idealne? Nie – przeszkadza trochę dźwięk, mało momentami selektywny, i właśnie to dziwne niezdecydowanie w MarszuSabacie.

Sir Thomas Beecham, Orchestre National de la Radiodiffusion Francaise, 1957, I – 12:04, II – 5:56, III – 13:31, IV – 4:54, V – 9:55 [46:26], Warner
81NCdLbmexL._SL1417_

 

 

 

 

Pewnie dlatego Beecham zdecydował się nagrać Fantastyczną drugi raz, tym razem w stereo. Jakość gry orkiestry – tak samo dobra jak poprzednio, dźwięk – zauważalnie lepszy, interpretacja – bardzo odmienna… Podobnie do tej z poprzedniej rejestracji wypada pierwsza część – podobnie żarliwa i ognista:

 

 

Ale już Walc jest zupełnie odmienny – nie tak energiczny, wolniejszy, bardziej melancholijny, może nawet bardziej elegancki… ale też niestety –  przyciężki, zwłaszcza pod koniec:

 

Również trzecią część postanowił Beecham rozciągnąć, co z punktu widzenia kolorystyki jest jak najbardziej trafione (bo rożek i obój nadal grają świetnie!), ale z punktu widzenia dramaturgii to pomysł nietrafiony. Ja się w każdym razie wynudziłem. Posłuchajmy fragmentu, w którym po raz ostatni pojawia się idée fixe:

 

Nie wynudziłem się za to na dwóch ostatnich częściach. Beecham tym razem się zdecydował – zagrane są powoli i ciężko. Niewiele w nich energii, jednak oferują słuchaczowi coś więcej – ponurą, grobową atmosferę rodem z gotyckiego horroru. Mnóstwo tu smakowitych detali, a gra barwą budzi szczery podziw. Posłuchajcie tylko, jak brzmią smyczki, kiedy wprowadzają temat w Marszu – mistrzostwo świata!

 

A jęczące glissanda drewna na początku Sabatu?

 

A kontrabasy i fagoty? Warknięcia waltorni?

 

Choćby dla tych krótkich fragmentów warto poznać to nagranie – jest naprawdę wyjątkowe. I tylko dzwony brzmią słabo – są ciche i mają wysoki ton, który nie za bardzo mi w Fantastycznej odpowiada. Pomimo tych mankamentów jest w tej Fantastycznej coś naprawdę stylowego, niepodrabialna jakość i wyczucie.

Sir Thomas Beecham, Orchestre National de la Radiodiffusion Francaise, 1959, I – 12:44, II – 6:45, III – 16:57, IV – 5:18, V – 10:44 [52:29], Warner

Na tym kończą się, w zasadzie, moje nagrania Fantastycznej na współczesnych instrumentach. Pozostało już tylko kilka nagrań, o których chciałbym napisać – zupełnie odmiennych, bo tzw. historycznie zorientowanych. Przyznam, że perspektywa świeżego spojrzenia na Fantastyczną jest kusząca. Dzieło nie szokuje nas dziś już tak, jak z pewnością zszokowała paryską publiczność 180 lat temu. Inne mamy przyzwyczajenia, inne skojarzenia i do innych dźwięków przywykły nasze uszy. Niemniej jednak takie historycznie poinformowane wykonania to świetny sposób na odkurzenie Fantastycznej, na ukazanie jej w odmiennym świetne, często świeżym i pełnym nowego życia. Czy jednak zawsze tak się dzieje?… Posłuchajmy…

Related Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.