Symfonie Beethovena, Rattle & Berlińczycy

Wydawać by się mogło, że symfonie Ludwiga van Beethovena są już tak przez dyrygentów i orkiestry zgrane, że nie da się w tym repertuarze powiedzieć ani nic nowego, ani ciekawego. Tymczasem Sir Simon Rattle wespół ze swoimi Berlińczykami postanowił udowodnić, że jest inaczej. Jedno jest pewne – sposób wykonywania symfonii Beethovena uległ w ostatnich latach dużym zmianom. Nawet wielkie orkiestry nie będące przecież, jak Berlińczycy, zespołami historycznie poinformowanymi, zmieniły sposób gry. Dyrygenci narzucają szybsze tempa, większą wagę przykładają do niuansów rytmicznych niż do soczystych, rozlewnych melodii; uwypuklają środkowe głosów i niuanse kolorystyczne; mniej tu też emfatycznych, melodramatycznych gestów i pustej retoryki, tak skrzętnie wykorzystywanej przez wielu dyrygentów starej daty.
Wszystkie te rzeczy znajdziemy w nagraniach Rattle’a.  To Beethoven zaprezentowany w rześki sposób, grany szybko, ostro i całkowicie wyzuty z patosu i sentymentalizmu. Myliłby się jednak ten, kto zarzucałby tym kreacjom bezduszność czy brak wyczucia. Są tu momenty o ekspresji wręcz rozdzierającej – jak choćby marsz żałobny w Eroice czy druga część Siódmej. Jest tu mnóstwo zaangażowania, mnóstwo żywej, kipiącej wręcz energii, ale też wiele wyczucia na strukturę muzyki, na subtelne różnicowanie tempa i ekspresji. Rewelacyjnie wypadają lżejsze, bardziej klasycyzujące symfonie – Pierwsza, Druga, CzwartaÓsma. To trzeźwe podejście świetnie sprawdza się w Pastoralnej, którą tak łatwo utopić w lepkim i ciężkim sosie sentymentalizmu. Berlińczycy pod Rattlem w udany sposób balansują pomiędzy umiejętnym budowaniem struktury, a elementami programowymi. Kapitalnie wypada Siódma, żwawa, energiczna, z porywającym, zagranym w zawrotnym tempie finałem.
Czy wszystkie interpretacje są tu wobec tego tak samo interesujące? Nie do końca satysfakcjonuje finał Piątej. Niektóre pomysły – jak choćby wydobycie fletu piccolo w zakończeniu – są wręcz identyczne z pomysłami Stanisława Skrowaczewskiego z jego cyklu. Również Dziewiąta, choć oczywiście zagrana wyśmienicie, wydała mi się chłodna i bezosobowa, pozbawiona ognia i pazura.
Box jest wydany absolutnie przepięknie. Ten cykl jest oparty na edycji partytur opracowanej przez Jonathana del Mara i wydawanej w latach 1996 – 2000. Esej tego badacza jest też zresztą załączony do wydawnictwa i znacząco je wzbogaca. Polecam!

 

Ludwig van Beethoven

I Symfonia C-dur op. 21
II Symfonia D-dur op. 36
III Symfonia Es-dur op. 55 Eroica
IV Symfonia B-dur op. 60
V Symfonia c-moll op. 67
VI Symfonia F-dur op. 68 Pastoralna
VII Symfonia A-dur op. 92
VIII Symfonia F-dur op. 93
IX Symfonia d-moll op. 125*

Annette Dasch – sopran*
Eva Vogel – mezzosopran*
Christian Elsner – tenor*
Dimitry Ivaschenko – bas*

Rundfunkchor Berlin
Berliner Philharmoniker

Sir Simon Rattle – dyrygent

Berliner Philharmoniker Recordings

Related Post

2 thoughts on “Symfonie Beethovena, Rattle & Berlińczycy

  1. Witam, a czy udało się Maestro „powiedzieć coś nowego i ciekawego” w odniesieniu do siebie samego z porównywalnej klasy zespołem. Chodzi mi oczywiście o BOX z Wiener Philharmoniker dla EMI Classics. Można prosić o drobny komentarz, oczywiście jeśli miał Pan sposobność wysłuchania materiału porównawczego, o którym wspomniałem.

    1. Dzień dobry, bardzo chętnie bym taki komentarz zamieścił (podobnie zresztą jak w przypadku boxu Sibeliusa), ale niestety nie znam tego wydawnictwa. Pana pytanie jest jak najbardziej słuszne, zasadne, a udzielenie odpowiedzi byłoby na pewno ciekawe. Jeśli tylko będę miał czas posłuchać tych wcześniejszych nagrań – to podzielę się wrażeniami. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.