Semyon Bychkov realizował swój cykl symfonii Gustava Mahlera w latach 2018-2025. Na rynku ukazały się już wydania Pierwszej, Drugiej, Czwartej i Piątej, realizacje pozostałych dzieł ukazały się dopiero w tym boxie. Orkiestra Filharmonii Czeskiej ma wspaniałe tradycje jeśli chodzi o dzieła austriackiego kompozytora. Wzięli udział w prawykonaniu Siódmej pod batutą samego twórcy w 1908 roku, a później wielokrotnie nagrywali jego utwory, m.in. z Johnem Barbirollim, Karelem Ančerlem czy Václavem Neumannem. To znakomita orkiestra, która wielokrotnie już udowadniała, że znakomicie czuje idiom dzieł Mahlera. Jedyne czego jej trzeba to natchniony dyrygent, który porwie ją do jak najlepszej gry.
Czy takim artystą jest obecny szef artystyczny orkiestry?
To pytanie towarzyszyło mi podczas słuchania nagrań ujętych w niniejszym albumie.
Pierwsza
Pisałem już o niej (link TUTAJ), więc będzie krótko. Pierwsze trzy części – zachwycające! Nie satysfakcjonuje jedynie część czwarta, w której brak rozmachu. Ogólna ocena: 8,5/10.
Druga
O niej też pisałem (link TUTAJ). To nagranie ma wiele zalet. Części środkowe są kapitalnie zrobione, ale w skrajnych brakowało mi jednak napięcia i dramatyzmu. Tam musi być ogień. Ogólna ocena: 7/10.
Trzecia
Najlepiej wypadają ogniwa wolne, czwarte i szóste. Reszta? Nudna, ciężka i flegmatyczna. Przyznajcie sami, sprawić, aby Orkiestra Filharmonii Czeskiej w nudny sposób grała pełną życia i rozmachu polkę – to też trzeba mieć talent! Ogólna ocena: 5/10.
Czwarta
Był to pierwszy album z tej serii, który ukazał się na rynku. Słuchałem tej interpretacji z zachwytem (link TUTAJ). Mój entuzjazm dla tego wykonania utrzymał się. Nadal uważam, że jest to jedna z najlepszych Czwartych zarejestrowanych w XXI wieku. Kilka detali orkiestracji mogłoby zostać bardziej podkreślonych, ale to drobiazg. Ogólna ocena: 9,5/10.
Piąta
Także już omówiona (odsyłam TUTAJ). Ponowne wysłuchanie tego nagrania nie dało pozytywnych rezultatów. Bychkov wynudził mnie solennie. Z tej muzyki da się wydobyć zdecydowanie więcej emocji! Ogólna ocena: 5/10.
Szósta
Ta interpretacja jest zdecydowanie za lekka, a przez to pozbawiona mocy. Co ciekawe, dotyczy to nawet części wolnej. Dopiero finał nabiera rumieńców, ale nie jest to interpretacja tak katartyczna jak można by się spodziewać. Słyszałem Bychkova w Szóstej na żywo i to co zaprezentował podczas koncertu w Rudolfinum było o wiele ciekawsze niż to, co ostatecznie znalazło się na płycie. Szkoda! Ogólna ocena: 6,5/10.
Siódma
Bardzo przyzwoita interpretacja. Nie ma w niej może jakichś szaleństw, idiosynkrazji czy charakterystycznych elementów, ale jest bardzo solidna. Jest też dość lekka, co w przypadku tego dzieła za bardzo nie przeszkadza, tym bardziej że kolorystyka jest dobrze podkreślona. Ogólna ocena: 7/10.
Ósma
Głównym zadaniem dyrygenta w Ósmej jest pilnowanie, aby cała wielka konstrukcja się nie rozpadała. Z tego zadania Bychkov wywiązał się bardzo dobrze. Wszystkie jest zagrane i zbalansowane znakomicie. Tempa dość umiarkowane, ale nie nazbyt powolne, poziom wokalny bardzo wysoki. Dźwięk naturalny i przestrzenny, co zaskakuje in plus, Rudolfinum nie jest bowiem salą o dużej kubaturze. Soliści są przeciętni, tenor beznadziejny. Ogólna ocena: 8/10.
Dziewiąta
Niestety, nie jest to najlepsza interpretacja tego dzieła. Brakuje jej emocjonalnej głębi i ostrości. Kulminacje w pierwszym ogniwie przechodzą bez echa, są niedograne, a ważne przecież partie perkusji (tam-tam!) są praktycznie niesłyszalne. Względnie dobrze wypadają ogniwa środkowe, ale trwające 28 minut finałowe Adagio dłuży się niemiłosiernie. Brak w nim koncentracji i umiejętności utrzymania uwagi słuchającego w napięciu. Nie każdy jest Bernsteinem, który wiedział, jak takiej sztuki dokonać. Jednym słowem: rozczarowanie. Ogólna ocena: 5/10.
Ogólna średnia: 6,83.
Poziom gry orkiestry jest bardzo wysoki. Prawdziwym problemem jest zbytnia ostrożność i małe zaangażowanie emocjonalne ze strony dyrygenta. Są przecież w tych dziełach momenty, w których trzeba puścić hamulce i pozwolić muzyce płynąć swobodnie. Tutaj kulminacje nie porywają, często grane są zbyt powoli, są zbyt zahamowane. Wykonania Bychkova oceniam jako mało charakterystyczne, pozbawione ostrości, a przez to względnie mało interesujące. Słuchając ich nie przeżyje się katharsis jak w przypadku interpretacji Bernsteina czy Tennstedta. Szkoda, bo orkiestra jest pierwszorzędna i byłaby w stanie wypaść o wiele lepiej niż to dzieje się tutaj. Jeśli o Bychkova idzie – to słuchając go w różnym repertuarze nie miałem nigdy poczucia, że jest w czymś szczególnie dobry. Zazwyczaj był po prostu poprawny. Tak też dzieje się tutaj, a wyjątkiem potwierdzającym regułę jest wspaniała Czwarta. Polecam też Pierwszą i Ósmą. Resztę spokojnie można pominąć i nic się przez to nie straci. Ten komplet jako całość jest po prostu przeciętny i niczym szczególnym się nie wyróżnia.
Kiedy piszę przewodniki po nagraniach symfonii Mahlera to zdarza mi się czasem słuchać nawet trzech nagrań tej samej symfonii. Nie zawsze zdarza się, że pierwsze nagranie jest najlepsze, czasem najlepsze jest trzecie. Styki powinny być wówczas przepalone, a możliwości percepcyjne wyczerpane. Otóż nie, bywało, że słuchając, powiedzmy, trzeciej Piątej danego dnia, dopiero wówczas miałem ciarki na plecach, dopiero wtedy czułem się zaangażowany. Tutaj nie miałem ich praktycznie ani razu. To też mi coś mówi.
Gustav Mahler
Symfonie I-IX
Orkiestra Filharmonii Czeskiej
Semyon Bychkov – dyrygent
Pentatone
Podoba Ci się to co robię? Chcesz wesprzeć moją pracę? Odwiedź profil Klasycznej płytoteki w serwisie Patronie.pl
