Mikhail Pletnev na Chopinie i jego Europie

Ostatni z „moich” koncertów w ramach Chopina i jego Europy był spotkaniem z dość niezwykłą, a momentami nawet dziwaczną sztuką wykonawczą Mikhaila Pletneva. Po raz ostatni artysta ten wystąpił w Polsce rok temu, inaugurując festiwal w Dusznikach swoimi wykonaniami koncertów Chopina. Wzbudziły one sporo zamieszania i protestów w naszym muzycznym światku, a ich kulminacją był dość komiczny wywiad Piotra Palecznego, w którym szef artystyczny dusznickiego wydarzenia odsadził kolegę po fachu od czci i wiary.

Tym razem Rosjanin rozpoczął od Johanna Sebastiana Bacha. Najpierw wykonał Preludium i Fugę D-dur z drugiego tomu Das Wohltemperierte Klavier, a następnie trzy pary preludiów i fug: g-moll BWV 861, G-dur BWV 884 i b-moll BWV 891. Dziwny był to Bach. Czuć było w grze Pletniova, że nie jest jeszcze rozegrany (uznał zresztą, że próba przed koncertem nie jest mu potrzebna). Miał co prawda ciekawe pomysły kolorystyczne, ale było to jakieś ciężkie i sztywne, mało przejrzyste, utopione w gęstym, quasi-romantycznym sosie.

Potem nadszedł czas na romantyzm sensu stricto. Tutaj Pletnev zaczął od Roberta Schumanna i jego Kreisleriany op. 16. Twórca zadedykował ten zbiór ośmiu fantazji Chopinowi, który jednak nie był nim zachwycony. Jego reakcja ograniczyła się do pochwalenia projektu okładki. Także Liszt nie przepadał za tym zbiorem, cenił go za to wyjątkowo sam twórca. Trudno powiedzieć na ile ceni go Pletnev, jego wykonanie było bowiem, ponownie, ciekawe i nieszablonowe pod względem barw, ale jednocześnie emocjonalnie zupełnie płaskie. To tak, jakby pianista stracił umiejętność (albo chęć) do budowania kulminacji. A to przecież muzyka pełna pasji, namiętna i rozwichrzona. Tutaj w ogóle nie była. Kreisleriana jako emocjonalne plateau nie sprawdza się w ogóle. Była po prostu niemiłosiernie nudna.

Na koniec przenieśliśmy się na Półwysep Skandynawski, Pletnev zdecydował się bowiem zakończyć rozbudowanym wyborem Utworów lirycznych Edvarda Griega. Były to kolejno Pieśń o ojczyźnie, Kołysanka, Motyl, Elegia, Melodia, Ptaszek, Strumyk, Nostalgia, Valse-Impromptu, Menuet babci, Minione dni, Letni wieczór, Scherzo, Samotny wędrowiec, NotturnoSkrzat. Zmiana w stosunku do pierwszej części koncertu była frapująca. Tutaj także pianista pokazał wielką finezję pod względem kolorystycznym, ale każda z miniatur była też znakomicie scharakteryzowana. Jednak Grieg to zupełnie co innego niż Schumann – nie ma tu wielkich, rozbuchanych emocji, jest za to dużo uroku i pięknej, śpiewnej melodyki. Ale pomimo tego czuło się chłód, dystans, a miniatury te sprawiały momentami wrażenie depresyjnych. I, co też w sumie ciekawe i warte podkreślenia, wcale nie gra się tych pięknych utworów zbyt często. Na pewno gra się je dużo rzadziej niż na to zasługują! Pianistę przyjmowano owacyjnie, a ten odwdzięczył się dwoma bisami: świetnie wykonanym Z karnawału z cyklu Sceny z życia wiejskiego op. 19 Griega i Nokturnem Es-dur op. 9 nr 2 Chopina. Drugi z tych utworów zagrany został bardzo specyficznie, na granicy parodii, z bardzo mocno wydłużonym trylem.

Pletnev jest dla mnie zagadką. Męczy, nudzi, momentami wręcz odpycha, a zaraz potem przyciąga i fascynuje. Podróżuje ze swoim własnym fortepianem, który przystosował do swoich potrzeb. Grał przy mocno przyciemnionych światłach (jak Sokolov), poruszał się bardzo wolno, flegmatycznie, a jego mimika zdawała się nie zdradzać żadnych emocji. Dziwny człowiek, dziwny artysta.

 

foto. Wojciech Grzędziński/NIFC

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Podoba Ci się to co robię? Chcesz wesprzeć moją pracę? Odwiedź profil Klasycznej płytoteki w serwisie Patronie.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.