Lang Lang w Wiener Konzerthaus

Nie byłem nigdy jakimś szczególnym fanem Lang Langa. Kojarzył mi się z pianistą, który na pierwszym miejscu stawia własną popularność i efektowność estradowego wizerunku. Jego nagrania znam zresztą dość słabo, nie miałem więc wyrobionej opinii na jego temat. Kilka miesięcy temu słyszałem go jednak z Wiedeńczykami i Nelsonsem w III Koncercie fortepianowym Bartóka, gdzie zrobił na mnie dobre wrażenie. Postanowiłem więc posłuchać go solo i sprawdzić, jak wypada, kiedy ma całą estradę do wyłącznej dyspozycji.

Zaczął klasycznie, od Ronda D-dur KV 485 Wolfganga Amadeusa Mozarta, które zestawił z dwiema sonatami Ludwiga van Beethovena – c-moll op. 13 Patetyczną i późną As-dur op. 110. Pierwszy utwór wypadł osobliwie, głównie za sprawą nadmiarowych kontrastów dynamiczny