Długosz gra Słowińskiego, Laksa & Pstrokońską-Nawratil

W moje ręce wpadła wydana już kilka ładnych lat temu płyta z dziełami trzech polskich kompozytorów. Jedno z nich przeznaczone jest na smyczki, dwa z kolei na flet i różne składy kameralne. Są to utwory dość mało znane, grywane dość rzadko, ale skoro wykonuje je solista tej miary co Łukasz Długosz, to coś musi być na rzeczy i płytą wypada się zainteresować. Soliście akompaniuje Orkiestra Kameralna Filharmonii Narodowej, prowadzona przez Krzysztofa Słowińskiego. Mamy tu dwie kompozycje neoklasyczne i jedną bardziej nowoczesną w brzmieniu.

Album otwiera Koncert na flet, orkiestrę, fortepian i perkusję, kompozycja autorstwa urodzonego w 1930 roku Władysława Słowińskiego (ojca Krzysztofa), napisany przezeń w okresie studiów, w latach 1956-1957. To dobry utwór na rozpoczęcie płyty. Lekki, łagodny, pogodny, dowcipny, z rytmicznymi, pastiszowymi fragmentami przywodzącymi na myśl Szostakowicza (na myśl przychodzi zwłaszcza Koncert c-moll). Utwór orkiestrowany jest lekko i przejrzyście, a umiejętne wykorzystanie ksylofonu nadaje muzyce lekkiego i trochę komicznego charakteru. Partia solowa jest lekka i melodyjna, a w pierwszej części kompozytor umieścił kadencję, w której flecista ma okazję popisać się nie tylko kunsztem, ale także poczuciem humoru. W części drugiej flet snuje melodię ponad oszczędnym akompaniamentem smyczków. Finał ponownie jest bardziej barwny, do solisty dołącza fortepian i ksylofon, odzywają się także ponownie dalekie echa muzyki Szostakowicza. Całość kończy się dialogiem fletu i kontrabasu, stopniowo dołączają smyczki i perkusja, a całość kończy dźwięk… trójkąta. Arcydziełem Koncert Słowińskiego nie jest, kompozytor Ameryki w nim nie odkrywa (żadnego innego kontynentu też nie), ale słucha się go przyjemnie.

Dzieła Szymona Laksa nie należą do łatwych w odbiorze. Wpływ na to miały traumatyczne przeżycia wojenne, które nadały im specyficznego, mrocznego zabarwienia. Słychać, że tę muzykę napisał ktoś, kto przeżył dużo paskudnych rzeczy, z którymi nie udało mu się uporać. Odbija się to także w neoklasycznej Symfonii na orkiestrę smyczkową. Układ części jest wręcz akademicki – Allegro, Andante, ScherzoAllegro. Część pierwsza jest surowa, ale też jednocześnie sucha i oschła emocjonalnie. Brak uczuciowości nadrabia Laks w ogniwie drugim, będącym passacaglią opartą na motywie Dies irae, który pojawiaj się w basie. Ogniwo to jest emocjonalnym rdzeniem kompozycji. Część trzecia i czwarta są utrzymane w szybkim tempie. Mnie osobiście muzyka Laksa nie porywa. Zbyt dużo w niej napięcia i pesymizmu.

Ostatni utwór na płycie to kompozycja napisana specjalnie z myślą o Łukaszu Długoszu: …como el sol e la mar…. z cyklu myśląc o Vivaldim (lato) autorstwa Grażyny Pstrokońskiej-Nawratil. Tytuł oznacza „jak słońce i morze”, a dzieło, zgodnie z relacją kompozytorki, jest muzycznym reportażem z podróży nad Zatokę Meksykańską. Dzieło składa się z trzech ogniw: la playa (plaża), la hondura (głębina) i el viento dorado (złoty wiatr). Prawdę mówiąc dziwi mnie trochę podtytuł, bo zamiast myśleć o Vivaldim kompozytorka wydawała się raczej myśleć o Debussym. Inaczej nie potrafię wytłumaczyć sobie koronkowości, kolorystycznego wyrafinowania, nastrojowości, kapryśności arabeskowej melodyki i zmysłowego czaru tej przepięknej muzyki. Ale czego innego moglibyśmy spodziewać się po uczennicy Messiaena (i Bouleza, czego tu całe szczęście nie słychać). Kompozytorka zróżnicowała też kolorystycznie wirtuozowską partię fletu, pewną jej część przeznaczając na altową odmianę tego instrumentu. Akompaniament jest barwy, ale jednocześnie oszczędny. Kompozytorka eksponuje w nim brzmienia szkliste i migotliwe, co przyczynia się do pogłębienia wrażenia koronkowości i delikatności. To muzyka napisana z potrzeby serca. Jest w niej coś głębokiego i bardzo autentycznego. Ten piękny, czarujący utwór to główna atrakcja płyty – prawdziwy gwóźdź programu.

Łukasz Długosz wykonuje partie solowe w dziełach Słowińskiego i Pstrokońskiej-Nawratil z wirtuozerią i polotem,  do których zdążył nas już przyzwyczaić. Orkiestra Kameralna Filharmonii Narodowej brzmi znakomicie, prowadzona jest przez Krzysztofa Słowińskiego z wyczuciem i precyzją. Nie rozczarowuje także jakość dźwięku. Czy zatem polecam tę płytę? Zdecydowanie tak! …como el sol e la mar…. Pstrokońskiej-Nawratil nie jest utworem, obok którego można przejść obojętnie. Trzeba je poznać. Zainteresowanych artystką odsyłam też do wywiadu z nią, zatytułowanego Słuchając gwiazd (link TUTAJ).

 

Władysław Słowiński
Koncert na flet z towarzyszeniem orkiestry symfonicznej, fortepianu i perkusji

Szymon Laks
Symfonia na orkiestrę smyczkową

Grażyna Pstrokońska-Nawratil
…como el sol e la mar….

Łukasz Długosz – flet
Orkiestra Kameralna Filharmonii Narodowej
Krzysztof Słowiński – dyrygent

DUX

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.