Neeme Järvi dyryguje Alfvénem i Rautavaarą

Pokłosiem październikowych koncertów Neeme Järviego z Gothenburg Symphony Orchestra w 2024 roku jest płyta, która właśnie trafiła na rynek. Estoński dyrygent był szefem tego zespołu w latach 1982-2004, od tego czasu wraca też regularnie do szwedzkiej orkiestry. Album zawiera dzieła dwóch kompozytorów, zarejestrowane podczas tego wydarzenia. Pierwszym z tych twórców jest Hugo Alfvén, drugim Einojuhani Rautavaara.

Chyba najbardziej znanym dziełem Alfvéna jest pogodna I Rapsodia szwedzka o podtytule Midsommarvaka. Ale na płycie Järviego znalazły się dwie inne jego kompozycje. Festspel op. 25 to dzieło z 1907 roku, napisane z okazji inauguracji działalności nowego budynku teatru w Sztokholmie. Nie ma tam jednak wątków z muzyki szwedzkiej, są za to wątki… polskie, całość jest bowiem przebojowym, barwnie orkiestrowanym polonezem. Utwór ma prostą trzyczęściową budowę, a odcinki taneczne przedzielone zostały liryczną, łagodniej brzmiącą sekcją, przywodzącą na myśl brzmienie utworów Czajkowskiego. Kompozytor zaczerpnął inspirację z powieści Karolińczycy Vernera von Heidenstama. Jej akcja rozgrywa się w XVIII wieku, w okresie rządów Karola XII, w czasie kiedy Szwecja toczyła wojnę z Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Utwór jest barwny, przystępny, a melodie chwytliwe. Wpadają w ucho i już tam zostają.

Gwoździem programu była jednak rozbudowana i barwna suita opracowana przez szwedzkiego kompozytora na podstawie muzyki scenicznej do sztuki Gustav II Adolf autorstwa Ludviga Nordströma. Dzieło powstało w 1932 roku, w trzechsetną rocznicę śmierci monarchy, który poległ podczas bitwy pod Lützen. Suita składa się z sześciu (a w zasadzie z ośmiu) ogniw. Rozpoczyna ją uroczysty wstęp, Vision, oparty na temacie hymnu luterańskiego Ein feste Burg. Energiczne fugato (Intermezzo) obrazuje mobilizację wojsk przed bitwą. Kolejne ogniwo, W królewskiej kaplicy cesarza Ferdynanda, jest uroczystym obrazem błogosławieństwa, jakie przed bitwą otrzymał habsburski monarcha. Uwagę zwraca zastosowanie przez kompozytora czelesty oraz piękne, elegijne solo wiolonczeli, dobarwione cichymi uderzeniami tam-tamu. Kolejne ogniwo to trzy stylizacje barokowych tańców: dostojna Sarabanda na smyczki, humorystyczne Bourrée przeznaczone na 3 fagoty oraz żywy, ale jednocześnie majestatyczny Menuett. Elegia to chwila refleksji przed nadchodzącą bitwą. Stanowi ona efektowne zwieńczenie całej suity, choć nie obrazuje starcia pod Lützen, ale pod Breitenfeld, które zakończyło się zwycięstwem Szwecji. W sumie ciekawy utwór, stanowiący uzupełnienie muzycznych obrazów bitew autorstwa Bibera, Kurpińskiego, Beethovena, Liszta czy Prokofiewa. Jest jednak trochę rozwlekły i nie ma tej porywającej barwności i sugestywności, co dzieła niektórych z wymienionych przed chwilą kompozytorów. We wszystkich ogniwach słychać, że Alfvén dobrze czuł orkiestrę, pisał barwnie i ciekawie, a warsztat miał świetnie opanowany. Neeme Järvi zarejestrował już w przeszłości komplet jego pięciu symfonii, więc powrót do jego dzieł był wyborem naturalnym.

Cantus Arcticus Rautavaary to kompozycja, która prawykonana została już ponad pół wieku temu. Wydaje mi się, że czas i kolejne odczytania zweryfikowały już jej wartość. To jedno z arcydzieł drugiej połowy XX wieku, choć trzeba uczciwie przyznać, że muzyki nie ma w tym dziele za dużo. Osią narracji są bowiem nagrania śpiewu ptaków, częściowo zarejestrowane przez samego kompozytora. Orkiestra jedynie oszczędnie dopowiada to, co prezentują dźwięki natury. Nie jest to więc orkiestrowy fajerwerk, ale jest to na pewno rzecz ujmująco nastrojowa, melancholijna i, pomimo zastosowania awangardowych technik (w rodzaju ćwierćtonów czy aleatoryzmu) mocno romantyczna w wyrazie, ciepła i liryczna. Chociaż w każdym wykonaniu (i nagraniu) stosowane są te same taśmy z nagraniami odgłosów ptaków, to różnice w tempach pomiędzy poszczególnymi nagraniami są momentami dość znaczne, chociaż to orkiestra musi dostosować się do już istniejącego materiału dźwiękowego. Pomimo tego, że orkiestra nie ma tu wiele do roboty, to nagranie pod batutą Järviego wyróżnia się na plus w stosunku do realizacji Leifa Segerstama czy Hannu Lintu. To przede wszystkim kwestia rewelacyjnej jakości dźwięku. Bogaty, ciepły, nasycony, selektywny, zmysłowy – wszystkie te elementy sprawiają, że najdrobniejszy nawet szczegół (w postaci cichych i szybkich przebiegów harfy czy czelesty) nabiera znaczenia. To po prostu niezwykle piękne nagranie, chociaż także dwie pozostałe wymienione przeze mnie interpretacje są więcej niż solidne.

To kolejna świetna i niebanalna płyta w dorobku Neeme Järviego, prezentująca repertuar pozostający poza kanonem (choć w przypadku Rautavaary można mieć co do tego wątpliwości). Wykonania obu kompozytorów są plastyczne, dopracowane i znakomicie zrealizowane pod względem dźwięku.

 

Hugo Alfvén
Festspel op. 25
Gustav II Adolf op. 49

Einojuhani Rautavaara
Cantus arcticus op. 61

Gothenburg Symphony Orchestra
Neeme Järvi – dyrygent

Chandos

 

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Podoba Ci się to co robię? Chcesz wesprzeć niezależną krytykę? Odwiedź mój profil w serwisie Patronie.pl i zostań mecenasem Klasycznej Płytoteki:

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.