Pollini gra Chopina

W sposobie w jaki Maurizio Pollini wykonuje teraz późne dzieła Fryderyka Chopina jest coś apollińskiego. Włoski pianista zdecydował się zaprezentować tym razem jego dzieła od op. 55 do op. 58 włącznie, mamy tu zatem dwa nokturny, trzy mazurki, Berceuse i III Sonatę h-moll. Artysta kontynuuje tym samym rozpoczętą już bodajże dwa lata temu przygodę z późnymi dziełami kompozytora.

Kiedy słucha się jak Pollini prowadzi narrację w dwóch nokturnach, to trzeba dojść do wniosku, że jest w tym coś absolutnie właściwego, coś absolutnie na swoim miejscu. Jest tu oddech, jest śpiewność melodii, dbałość o barwę dźwięku, jest łagodne, wysmakowane rubato, jest spokój, godność i szlachetność. Nie trzeba prosić o więcej.

O ile więc nokturnami mnie Pollini już na wstępie zaczarował, o tyle mazurkom czegoś zabrakło. Pianista zagrał je z gracją, rzecz jednak w tym, że wydały mi się one trochę nazbyt sterylne, chociaż dzięki temu spójnie łączą się z poprzedzającymi je nokturnami. Muszę jednak zaznaczyć, że Pollini bardzo dobrze wydobył burdonowy akompaniament w basie w Mazurku C-dur. Na tym jednak kończy się podkreślanie przez niego elementów ludowych w tych, bądź co bądź, quasi-ludowych miniaturach.

Berceuse to dzieło rozkołysane i łagodne, zbliża się więc w typie liryzmu do nokturnów z początku płyty i jest też wykonane w ten sam sposób, co stanowi o dużej wartości interpretacji Polliniego. Tutaj również podejście pianisty jest kompletnie na miejscu i idealnie współgra z duchem muzyki.

Jest też, last but not least, Sonata h-moll. Wykonanie Polliniego jest całkowicie pozbawione ostentacji. Napięcie budowane jest powoli, ale naturalnie, z umiarem i szlachetnością. Zwraca uwagę przede wszystkim absolutnie przepiękna, nokturnowa część wolna – Largo, ale również pozostałe odcinki wypadają znakomicie, a w pamięć zapada zwłaszcza monumentalna część czwarta. Pianista gra dźwiękiem krystalicznie czystym, może czasem dość chłodnym, ale jakoś to tutaj nie przeszkadza.

To Chopin jesienny, szlachetny, oglądany z dystansu ze spokojem i zadumą. Jeśli miałbym (nieco na siłę) szukać jakichś analogii, to dość podobnie do niego grał Arturo Benedetti Michelangeli. Był w tym taki sam spokój i brak pośpiechu. Pomimo że Pollini żadną miarą nie prezentuje się tu jako pianista romantyczny, to jego wykonania, choć tak wytrawne i nieoczywiste, są głęboko poruszające. Piękna płyta, o której wszakże jakoś trudno mi pisać. Zdecydowanie lepiej jest tych wykonań po prostu posłuchać.

 

Fryderyk Chopin

2 nokturny op. 55
3 mazurki op. 56
Berceuse Des-dur op. 57
Sonata h-moll op. 58

Maurizio Pollini – fortepian

Deutsche Grammophon

8 thoughts on “Pollini gra Chopina

  1. Mam dość precyzyjnie wyselekcjonowane ulubione nagraniowe interpretacje muzyki Chopina, z wyjątkiem Mazurków i Sonat. Ciekawy jestem Pana opinii w tej kwestii, tj. zdaniem Pana najlepszego nagrania Sonat i Mazurków. Jeśli zechciałby się Pan do tego zagadnienia ustosunkować, to chodzi mi zdecydowanie o nagrania na współczesnym instrumencie koncertowym, nie na fortepianie z epoki (teraz mamy taką osobliwą modę na to) i nie historyczne (innymi słowy trzeszczące). Osobiście uważam, że o ile z sonatami jest prościej, to o znakomity cykl Mazurków dużo gorzej.

    1. Jeśli chodzi o mazurki – zdecydowanie się zgadzam. Rzecz w tym, że często zdarza się, że jakiś pianista nie nagrywa kompletu, ale nagrywa mazurki na wyrywki, bez oglądania się na to, czy z tego powstanie cały cykl. Chyba za najlepszy wybór uznałbym nagrania Rubinsteina. Co do sonat – II zdecydowanie albo Sokołow albo Pogorelich (ewentualnie Pollini), a III – chyba Pires. I, o dziwo, o zgrozo, Glenn Gould.

      Ale przyznam się, że lubię stare nagrania Chopina (Lipatti, Kapell, Cortot, Rachmaninow) i tak samo lubię nagrania na instrumentach historycznych.

  2. 1. Mazurki: tylko, czy nagranie Rubinsteina spełni także ważne oczekiwania dobrej inżynierii dźwięku ? Trochę mam wrażenie, że nadal jestem skazany albo na wizję polską – Barbara Hesse-Bukowska, albo europejską – Jean-Marc Luisada.

    2. Sonaty: a co Pan myśli o skandynawskiej interpretacji Leif Ove Andsnes’a ?

    3. Fortepiany z epoki: u zarania tego trendu, na początku lat ’90 minionego wieku, redaktor Piotr Wierzbicki poczynił interesujący felieton dowodzący, że do takowego fortepianu z epoki niezbędny jest takiż sam artysta (sposób kształcenia, obyczajowość, ogólnokulturowy kontekst, etc.) A oczywista niemożność spełnienia tego podstawowego warunku negatywnie rzutuje na sama koncepcję. Podzielam ten pogląd i to nie tylko w związku z przytoczoną argumentacją.

    4. Ciekawy jestem bardzo nowej płyty ścisłego finalisty XVII. Konkursu Chopinowskiego 2015 – Charles’a Richard-Hamelin’a. Właśnie nagrał dla Analekty oba koncerty fortepianowe Chopina z Orchestre Symphonique de Montréal pod dyrekcją Nagano. Na marginesie jego Sonata h-moll także była interesująca.

    1. Ad. 1. Co do jakości brzmienia rejestracji Rubinsteina to nie martwiłbym się na zapas. Oprócz starych nagrań do dyspozycji jest też całkiem spora liczba względnie nowszych nagrań (lata 50. i 60.), w których jakość dźwięku jest zupełnie do przyjęcia.

      Ad. 2. Nie znam akurat sonat Chopina w interpretacji Andsnesa. Podejrzewam że nudziłbym się słuchając tych wykonań. Może byłoby dobre, gdybym chciał posłuchać czegoś totalnie odhumanizowanego.

      Ad. 3. Każdy ma prawo do swojej opinii, pragnę jednak zauważyć, że wszystkie wykonania historyczne są tylko propozycją rozstrzygnięcia pewnego hipotetycznego problemu („jak brzmiała kiedyś muzyka?”). Ponieważ nie dysponujemy wehikułem czasu, nigdy nie dowiemy się jak było naprawdę i jak grał Chopin czy Liszt. Wydaje mi się jednak, że grali bardzo indywidualnie, nie bali się sprzeniewierzać partyturze. Możemy sobie tylko wyobrażać ich gę, mając do dyspozycji wspomnienia ludzi, którzy słyszeli ich grę bądź relacje prasowe. Moim zdaniem Wierzbicki nie ma racji i fakt, że nigdy nie będziemy mieć takiego pianisty nie umniejsza wartości dalszych poszukiwań, tym bardziej że rezultaty kolorystyczne potrafią być frapujące. Czy ten felieton Wierzbickiego jest gdzieś dostępny online?

      Ad. 4. Hamelin jest nie tylko świetnym pianistą, ale także świetnym muzykiem, a to, wbrew pozorom, dwie zupełnie odrębne sprawy. Na Pana miejscu byłbym na tak.

  3. Re: (Ad. 3) : Niestety, obawiam się, że nie. Felieton pochodzi z mojego ulubionego pisma z czasu absolutnych początków mojego zainteresowania muzyką klasyczną jako taką. Dokładnie z magazynu płytowego „Studio”, poświęconego niemal w całości Międzynarodowemu Konkursowi Chopinowskiemu (Nr 5, IX-X 1995).

    Pozdrawiam serdecznie.

    1. Szkoda! Wracając jeszcze na moment do kwestii autentyczności wykonań – wydaje mi się, że im nagranie starsze i im bardziej wykonawca podąża za swoją własną wizją (nie zawsze zgodną z tym co w partyturze), tym bliżej jesteśmy ducha, w jakiej ta muzyka była wykonywana. Dlatego warto zwracać się do starych nagrań. Potrafią bardzo zaskoczyć swoją odrębnością. Pozdrawiam!

  4. To jednak chcąc, nie chcąc wyraża Pan pośrednio tożsame przekonanie do redaktora Wierzbickiego, że do fortepianu z epoki potrzeba jeszcze odpowiednio stylowego pianisty. Ale ja, jako nieprofesjonalista muzyczny mam dwa inne zastrzeżenia. Ale też nie ostateczne i nie upieram się jako laik, że słuszne:

    1. Dla mnie brzmią te fortepiany trochę jak „wysłużone”. Ale jestem osłuchany oczywiście z tymi nowoczesnymi koncertowymi, więc to być może bezwładność słyszenia i pewien poznawczy schemat. Sam Chopin był niekwestionowanym innowatorem w swoich czasach, więc zakładam, że równie mocno można poszukiwać odkrywczych elementów w jego partyturach z udziałem nowoczesnych instrumentów.

    2. Dla mnie te stare fortepiany były salonowe (to ten ówczesny kontekst kulturowy). Dziś wstawia się je na scenę Opery Narodowej w Warszawie, która to jest ponoć tą największą zaraz po Operze Pekińskiej i „każe się” podziwiać ich rzekome niepowtarzalne brzmienie.

    Szanuję wszak odmienny pogląd. Może też kiedyś do niego dojrzeję.

    1. Wszystko zatem sprowadza się do starego jak świat: de gustibus… Zależy co mamy na myśli pisząc o stylowym pianiście. Myślałem raczej o wielkich indywidualnościach, których przecież i dziś nie brakuje, są tylko rzadsze (i konkursy też jednak rzadko wygrywają…). Ja kiedyś nie mogłem słuchać historycznie zorientowanych nagrań Bacha i Beethovena. W końcu się przekonałem. Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.