Adès conducts Adès

Urodzony w marcu 1971 roku kompozytor Thomas Adès jest jedną z czołowych postaci angielskiej sceny muzycznej. Występuje także jako dyrygent i pianista, a w repertuarze ma zarówno swoje własne, jak i cudze utwory: ostatnio razem z Ianem Bostridgem zarejestrował Winterreise Franza Schuberta. Niniejszy album zawiera natomiast dwie kompozycje samego Adèsa, zarejestrowane podczas koncertów z Boston Symphony Orchestra. Oba dzieła mają tu swoje premiery fonograficzne, co zdecydowanie podnosi wartość wydawnictwa.

Trzyczęściowy, trwający niewiele ponad 20 minut Koncert fortepianowy napisany został w roku 2018, zaś jego nagranie, będące też prawykonaniem dzieła, zarejestrowano w marcu 2019 roku. Solistą jest Kirill Gerstein. Utwór ten powstał na zamówienie Boston Symphony Orchestra i jest już drugim, po Concerto Conciso z 1997 roku, koncertem na ten instrument w dorobku Adèsa. Jako że nowe dzieło przeznaczone jest dla amerykańskiego zespołu, kompozytor już na samym początku puszcza do słuchacza oko: w głównym temacie pobrzmiewają wątki z piosenki I Got Rhythm Georga Gershwina, który jest jednym z ulubionych twórców Gersteina. W ogóle nawiązań do przeszłości jest tu dużo – tu pobrzmiewa Ravelem, tu Bartókiem, a jeszcze tam Prokofiewem. Rytmika jest nieregularna, a koślawe, łamane rytmy sprawiają, że utwór stanowi dla wykonawców spore wyzwanie. Jest jednak efektowny i brzmi dobrze, a dopełnia tego wrażenia barwna orkiestracja z obszernie wykorzystanym instrumentarium perkusyjnym. Część wolna jest liryczna, ale jednocześnie chłodna w wyrazie i zdystansowana emocjonalnie. Finał utrzymany jest w szybkim tempie. Ponownie odzywają się echa muzyki rozrywkowej, ponownie dużo tu perkusji, a wirtuozowsko napisana partia solowego instrumentu nie pozostawia wątpliwości, że napisał ten Koncert ktoś, kto zna się na rzeczy i wie jak napisać utwór efektowny, przystępny i dobrze brzmiący. Gerstein wywiązuje się ze swojej roli znakomicie, gra błyskotliwie i dobrze podkreśla charakter tej trochę zimnej pod względem emocjonalnym muzyki. Zakończenie jest wręcz efekciarskie. Utwór ma potencjał, żeby spodobać się szerokiej publiczności, ale czy to czyni z niego arcydzieło na miarę, powiedzmy, Koncertu F-dur Gershwina? Śmiem w to wątpić.

Totentanz to już zupełnie inna kompozycja. Dzieło powstało na zamówienie Robina Boyle’a dla uczczenia pamięci Witolda i Danuty Lutosławskich. Po raz pierwszy zabrzmiało na Promsach w lipcu 2013 roku w londyńskiej Royal Albert Hall. Dwa miesiące później dzieło angielskiego kompozytora wykonano w Warszawie podczas koncertu wieńczącego festiwal „Warszawska Jesień”, gdzie zadyrygował nim Rafał Janiak. Byłem na tym koncercie i do dziś pamiętam jak silne wrażenie zrobił na mnie ten utwór. Adès wykorzystał w swoim dziele anonimowe teksty zamieszczone pod freskami w kościele Najświętszej Marii Panny w Lubece. Nieistniejące już potężne, trzydziestometrowej długości malowidło (zastąpione w XVIII wieku kopią, zniszczoną w czasie alianckich nalotów w 1942 roku) znane było jako Lubecki taniec śmierci (Lübecker Totentanz, całe szczęście zachowały się dostępne TUTAJ fotografie fresków). Przedstawiało reprezentantów różnych grup społecznych rozmawiających ze śmiercią (teksty te, pochodzące z XVIII wieku, także są anonimowe). Każdą z postaci – Papieża, Cesarza, Kardynała, Króla, Mnicha, Rycerza, Burmistrza, Lekarza, Lichwiarza, Kupca, Urzędnika, Rzemieślnika, Chłopa, Dziewczynę i na końcu Dziecko Śmierć zaprasza do tańca. Kostucha reprezentowana jest przez solo barytonu, wszystkie pozostałe postacie zaś przez sopran. Obsada tego trwającego 35 minut monumentalnego utworu jest ogromna. Mamy tu potrójne drewno, 4 waltornie, 3 trąbki, 3 puzony, tubę, rozbudowaną sekcję perkusji (m.in. japoński bęben taiko, klaskanki, guiro, kowadła, krotale, werble, bębny tenorowe i basowe, tamburyn, tam-tamy, bat, terkotka, gongi, dzwonki, dzwony, ksylofon, kości, wibrafon, marakasy, bambusowa miotła, kilka różnych rodzajów gwizdków), harfę, fortepian, czelestę i smyczki. Adès operuje tutaj znanym doskonale symbolem – śmierć reprezentowana jest przez cytat ze średniowiecznej sekwencji Dies irae. Faktura jest gęsta, a kompozytor hojnie szafuje wykorzystanym przez siebie instrumentarium. Totentanz orkiestrowany jest z rozmachem, co wystawia na ciężką próbę nie tylko umiejętności śpiewających w zasadzie non stop wokalistów, ale także słuchaczy. Momenty wytchnienia są tu nieliczne. Muzyka sprawia wrażenie rozszalałej ściany dźwięku, miażdżącej wszystko na swojej drodze i porywającej kolejne postacie w fatalistyczny wir. Akcja zwalnia dopiero w momencie, w którym śmierć spotyka Urzędnika, czemu towarzyszy dysonansowe migotanie smyczków. Od tego momentu muzyka staje się cichsza, co nie znaczy że mniej mroczna i mniej upiorna. Wszystko rozjaśnia się dopiero pod koniec, w momencie, w którym Śmierć zaprasza do tańca Dziecko:

Śmierć do Dziecka
Słodkie, małe, ciche dziecię,
Kosy ostrze prędko tnie cię.
Śpij tu zatem pocieszone,
Wszelkie troski twe skończone!

Dziecko
Śmierci, jak mam to rozumieć?
Mam tu tańczyć? Iść nie umiem.

Ten rozkołysany odcinek na moment staje się prawie liryczny, jednak nie do końca. Pod koniec soliści śpiewają razem, coraz ciszej, słowo „tanzen” (czyżby sarkastyczny ukłon w stronę Mahlera i jego „ewig” z Pieśni o ziemi?), aż do momentu, w którym je szepczą, czemu towarzyszy warczenie tub, kontrabasów i kontrafagotów. W następującym potem diminuendo słyszymy już tylko coraz cichsze dźwięki fortepianu, burczenie kontrafagotu powtarzającego w kółko krótką frazę i miarowe uderzenia bębna basowego – prawie ilustracyjny obraz znikającej w ciemniejącej dali wielkiej procesji prowadzonej przez Śmierć. Pobrzmiewają tu dalekie echa twórczości Albana Berga i Gustava Mahlera, z tego też powodu jedna z osób relacjonujących prawykonanie na Promsach określiła finał tego dzieła jako „bezczelnie banalny”. Cóż, styl to człowiek. Dla mnie ten finał jest zdecydowanie poruszający, mocno zapada w pamięć, jest szalenie wyrazisty. Partie solowe wykonali podczas bostońskiego koncertu Mark Stone i Christianne Stotijn (która śpiewała także podczas prawykonania). Wokaliści spisali się na medal. Adès sprawnie poprowadził ten rozbudowany i gęsto napisany utwór.

Płytę gorąco polecam głównie ze względu na Totentanz.To poważne i pełne rozmachu dzieło, które wpisuje się w listę muzycznych tańców śmierci zapoczątkowanych kompozycjami Liszta i Saint-Saënsa, jest jednak od nich zupełnie inaczej pomyślane i zdecydowanie dużo głębsze i bardziej mroczne. Motyw tańca śmierci pojawił się w kulturze europejskiej jako echo czarnej śmierci, która spustoszyła nasz kontynent w XIV wieku. Cóż, my mamy nasze własne zarazy i własne, aktualne tańce śmierci.

Adès conducts Adès

Koncert fortepianowy*
Totentanz**

Boston Symphony Orchestra
Kirill Gerstein – fortepian
Mark Stone – baryton
Christianne Stotijn – sopran
Thomas Adès – dyrygent

Deutsche Grammophon

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.