Thomas Adès, Dénes Várjon, Nicolas Altstaedt & ORF RSO Wien w Musikverein

Thomas Adès bardzo ciekawie rozplanował program swojego piątkowego koncertu z ORF RSO Wien. Rozpoczął od klasyki XX wieku, od The Unanswered Question Charlesa Ivesa, dzieła, w którym kompozytor w intrygujący sposób wykorzystał przestrzeń sali koncertowej. Wykonanie tej lakonicznej i tajemniczej kompozycji wypadło sugestywnie i było bardzo satysfakcjonujące – grające po prawej stronie smyczki brzmiały miękko, solo trąbki było retoryczne, a wtrącenia fletów dramatyczne.

Partie solowe w Koncercie podwójnym na fortepian, wiolonczelę i dwa zespoły kameralne op. 27 nr 2 György Kurtága wykonali Dénes Várjon i Nicolas Altstaedt. Sama kompozycja, prawykonana w 1990 roku, oparta jest na materiale tematycznym pieśni i utworów fortepianowych węgierskiego kompozytora, który w lutym tego roku obchodził jubileusz setnych urodzin. Muzycy wchodzący w skład obu zespołów zostali ulokowani po bokach sali, w lożach. Utwór okazał się tyleż ascetyczny, co bardzo wciągający. Kurtág nie jest twórcą, który mówi w swojej muzyce dużo – u niego każdy dźwięk ma znaczenie. Jego dzieła wymagają ogromnej koncentracji ze strony wykonawców, a od wiolonczelisty także zmiany instrumentu w trakcie trwania dzieła, bo w pewnym momencie musi celowo pierwszą wiolonczelę rozstroić. Wszyscy zaangażowani w wykonanie stanęli na wysokości zadania, tworząc kreację nie tylko skupioną, ale też pełną napięcia i emocji. Nie bez znaczenia był aspekt przestrzenny kompozycji, a także… wizualny, bowiem dyrygując zespołami w lożach, Adès odwracał się w stronę publiczności. Całość okazała się niezwykle intrygująca, niebanalna i frapująca.

Brytyjczyk poprowadził też swoją własną kompozycję, Lieux retrouvés (Odnalezione miejsca), w opracowaniu na wiolonczelę i orkiestrę (w oryginale to dzieło na wiolonczelę i fortepian). Dzieło składa się z czterech ogniw: Les Eaux, La Montagne, Les ChampsLa Ville – Cancan macabre. Ta muzyka miała w sobie coś onirycznego, była niezwykle barwna i komunikatywna. Adès orkiestruje pomysłowo i z wyobraźnią. Także partia solowa jest efektowna – dużo w niej efektów specjalnych w rodzaju flażoletów (zakończenie trzeciego ogniwa) i glissand (ogniwo czwarte), stosowanych jednak ze smakiem i wyczuciem. To muzyka wirtuozowska i efektowna, ale nie efekciarska. Wykonanie Altstaedta nie pozostawiało nic do życzenia. Jego ciepły, jędrny i ekspresyjny ton dobrze pasował do tego dzieła. Trudno oczywiście wyrokować i przewidywać przyszłość, ale wydaje mi się, że to jeden z tych utworów, które pozostaną w repertuarze. Ma w sobie to coś.

Zakończenie było mocno zaskakujące, Adès poprowadził bowiem dość rzadko dziś wykonywaną, a kapitalną fantazję Francesca da Rimini Piotra Czajkowskiego, jeden z utworów inspirowanych Boską komedią Dantego, a konkretniej piątą pieśnią Piekła, w której włoski poeta pisał:

Stanąłem w jamie ciemnościami głuchej,
Która jak morze w huraganie ryczy,
Gdy niem przeciwne wstrząsną zawieruchy.
Piekielny orkan puszczony ze smyczy
Dusze w gwałtownym ponosi upuście,
Szarpie i kole i ościeniem ćwiczy.
A kiedy lecą razem nad czeluście,
Jęk z jękiem gada, wrzask z wrzaskiem się kłóci,
Bluźnierstwom wolne otwierając uście
Przeciwko mocy bożej; tak rozsuci
Na wolę wiatrów boleją zmysłowi,
Co nad rozsądek wywyższyli chuci.

Centralny fragment fantazji stanowi skarga tytułowej bohaterki, która zdradziła męża z jego bratem, a ten, nakrywszy ich in flagranti, zamordował oboje. Dzieło Czajkowskiego ma łatwo uchwytną budowę – wstęp, epizod z piekielnym wichrem, lament Franceski, ponowny epizod z wichrem i krótkie zakończenie. To muzyka mroczna, momentami wręcz brutalna. Wykonanie pod batutą Adèsa było wstrząsające. Poprowadził ten utwór w wartkim tempie – była to interpretacja muskularna, plastyczna, barwna, pełna ogromnej energii i autentycznej pasji. Nie było w niej ani grama sentymentalizmu czy nadmiernego liryzowania muzyki przedstawiającej piekło – była upiorna, mroczna i autentycznie przejmująca do szpiku kości. Kulminacje okazały się porywające, orkiestra grała je na pełnych obrotach, a Adès znakomicie wydobył z brzmienia detale partii perkusji – wielkiego bębna, talerzy i, last but not least, tam-tamu. Środkowy epizod również został poprowadzony szybko, ale jednocześnie pojawiło się tam dużo subtelnego cieniowania dynamiki i stosowanego ze smakiem rubata. Jest to muzyka, w której trzeba umieć się zatracić, puścić wszystkie hamulce i pozwolić emocjom płynąć. Tak właśnie się stało. Rewelacja! Adès po raz kolejny pokazał wielką klasę – nie tylko jako kompozytor, ale też jako znakomity dramaturg całego wieczoru.

foto. Marco Borggreve

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Podoba Ci się to co robię? Chcesz wesprzeć moją pracę? Odwiedź profil Klasycznej płytoteki w serwisie Patronie.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.