Berlioz i Symfonia fantastyczna – część druga

Witajcie w drugiej części przewodnika po nagraniach Symfonii fantastycznej Hectora Berlioza. W tej części przyjrzymy się rejestracjom Dimitri Mitropoulosa, Leopolda Stokowskiego i Constantina Silvestriego. Dwaj pierwsi panowie pozostawili po sobie kilka nagrań – studyjnych i koncertowych, trzeci tylko jedno studyjne. Jak poradzili sobie z dziełem Berlioza? Przekonajmy się 😉

 

51uyfWJISJL

 

Dimitri Mitropoulos sięgnął po Fantastyczną w 1957 roku i z tego też roku pochodzą oba jego nagrania. Pierwsza część studyjnego nagrania Mitropoulosa rozczarowuje. Dźwięk jest transparentny, a poszczególne głosy starannie wydobyte, ale jednocześnie brak tu mitropoulosowego pazura, napięcia i większych kontrastów. Wszystkie gwałtowne narastania napięcia, sforzata, crescendadiminuenda przemijają bez echa. Nawet przejście od początkowego Largo do Allegro agitato nie jest specjalnie zaakcentowane. Dopiero pod koniec części – przy temacie wprowadzanym przez obój napięcie na moment się podnosi, ale orkiestra dalej brzmi cienko i słabo:

 

Mitropoulos ignoruje zwolnienie pod koniec tej części, co akurat liczę na plus – muzyka nie ciągnie się niepotrzebnie. Ciekawiej wypada Bal – tutaj brzmienie zespołu nabiera ostrości, chociaż wszystkie zmiany tempa są zaznaczone bardzo subtelnie i raczej nie ma mowy o większych kontrastach. Miłe uchu przyspieszenie pod koniec:

 

Fragment z początku trzeciej części – Wśród pól. Mitropoulos zignorował przestrzenny aspekt muzyki, a obój gra tu tak samo głośno jak rożek angielski:

 

Niestety, dalej nie jest lepiej. Zdarzają się miłe momenty, jak choćby chichoczące przednutki w smyczkach w Marszu:

 

Dominuje jednak rozczarowujące wrażenie chłodu i braku sympatii do wykonywanej muzyki. Klarowność jest mile widziana, ale w tym wypadku to zdecydowanie za mało. Rzućmy jeszcze uchem na zakończenie piątej części:

 

Dimitri Mitropoulos, New York Philharmonic Orchestra, 1957, I – 13:45, II – 6:31, III – 14:53, IV – 5:09, V – 10:21 [50;37], Urania

 

515cyqK7rpLNagranie live Mitropoulosa jest praktycznie identyczne w kwestii temp i zasadniczej koncepcji. Ale o ile bardziej jest żywe, jak paląco intensywne, jak inspirujące, jak gorące! Niestety nie można mieć wszystkiego. Dźwięk jest nieciekawy – archaiczny, surowy, ostry i mało selektywny, a wysokie tony są nieprzyjemnie podbite. To nagranie jest pod wieloma względami podobne do tego Frieda – dźwięk przestaje się liczyć wobec intrygującej koncepcji. Nie ma tu mowy o chłodzie czy braku sympatii do dzieła. Słychać, że Mitropoulos jest zaangażowany w każdy takt tego utworu. Przejmująco wypadają kulminacje, świetnie stopniowane jest napięcie, a pomimo tego nie ma tu ani grama wystudiowania – muzyka płynie naturalnie i spontanicznie. Pięknie i intensywnie brzmi idée fixe, kulminacje są takie, jak być powinny – wybuchowe i ogniste:

 

Namiętnie płynie walc:

 

Scena na polanie frapuje intensywnością końcowej sceny burzy:

 

Marsz jest ostry, stanowczy i wybuchowy:

 

Sabat zawiera zdrową dawkę histerii, chociaż owa histeria jest czasem zbyt poważna, a wydaje mi się, że potraktowanie Dies irae z przymrużeniem oka byłoby tu jak najbardziej na miejscu. Dzwony są zbyt przytłumione, podobnie jak w wersji studyjnej, ale to, co teraz uprawiam to ukochana choroba krytyków – czepianie się na siłę. Nie przejmujcie się tym za bardzo, bo koncertowe wykonanie Mitropoulosa i tak gorąco polecam. Rzućmy jeszcze uchem za zakończenie Sabatu, żeby mieć porównanie z wersją studyjną:

 

Dimitri Mitropoulos, New York Philharmonic Orchestra, 1957, I – 13:40, II – 6:21, III – 14:54, IV – 5:01, V – 10:04 [49:55], Fabula Classica 

 

71f0GkcyMGL._SL1185_Wiele czasu minęło, zanim organizatorom legendarnych londyńskich Promsów udało się nakłonić Leopolda Stokowskiego do wykonania tam Fantastycznej. Amerykański maestro dyrygował tym dziełem po raz pierwszy w 1914 roku. Potem zniknęło z programów jego koncertów na kilkadziesiąt lat. Kiedy William Glock, jeden z producentów Promsów, zapytał Stokowskiego w 1964 roku, co sądzi o ponownym wykonaniu Fantastycznej – dyrygent odparł: „Monteux i Paray zrobią to lepiej niż ja”. Glock był jednak nieustępliwy i po czterech latach udało mu się namówić Stokowskiego do wykonania Fantastycznej. W 1968 roku nagrano dwie wersje – koncertową (w czerwcu) i studyjną (w listopadzie). Jedno jest pewne – to niepowtarzalne kreacje. Przyjrzyjmy się najpierw wersji studyjnej. Nie ma i nie będzie Fantastycznej, która choćby zbliży się do tego, jak brzmi właśnie ta. Dźwięk orkiestry Stokowskiego (wspomagany technologią Phase Four, w jakiej wykonano to nagranie) jest przebogaty, ciepły i bardzo soczysty. Balans pomiędzy grupami instrumentów jest całkowicie nienaturalny, ale pozwala usłyszeć detale, o których w innych rejestracjach możemy tylko pomarzyć. To bogactwo dźwięku wydaje mi się całkowicie niefrancuskie. To dźwięk gęsty, zbity, pluszowy i puszysty, jakiego moglibyśmy się spodziewać bardziej po Czajkowskim, Richardzie Straussie albo… właśnie po Stokowskim. Niesamowite wrażenie robi dźwięk kontrabasów – mocny, potężny i nadający brzmieniu wielkiej głębi. W części pierwszej jest wiele pięknych momentów –ekspresyjne wejście idée fixe, temat wiolonczel (brzmiący tak romantycznie, jakby napisał go Rachmaninow!) czy sposób w jaki drewno wymienia się między sobą fragmentami idée fixe. Przeszkadza brak energii i czasem zbyt umiarkowane tempo. Miałem wrażenie, że Stokowskiego bardziej interesuje lubowanie się pięknym dźwiękiem niż stworzenie spójnej i płynnej narracji. Posłuchajcie, jak dziwacznie Stokowski akcentuje przednutki zaraz na początku tej części, w sekcji Piu mosso. Leo, why?…

 

Posłuchajcie też tych wiolonczel, o których wspomniałem przed chwilą:

 

To, co Stokowski zrobił z drugą częścią to temat na osobny artykuł. Ten lejący się, jedwabisty dźwięk po prostu nie pozwala oderwać się od słuchania. Balans ponownie jest całkowicie nienaturalny. Zdarza się, że harfy zagłuszają resztę orkiestry, ale słucha się tego z rozkoszą. Ale i tutaj nie zabrakło dziwnych pomysłów – w pierwszym tutti dźwięki smyczków grane są nie ff, jak stoi w partyturze, ale pp przez drewno. Smyczki Stokowski z tych kilku taktów usunął:

 

Sposób, w jaki Stokowski balansuje tempem i frazowaniem jest genialny – posłuchajcie tylko, w jaki sposób powraca główny temat walca po pierwszym pojawieniu się idée fixe:

 

Stokowski całkowicie ignoruje również oznaczenie stringendo pod koniec tej części, zwalniając i mocniej akcentując ostatnie dźwięki. Część trzecia ponownie jest bardzo słowiańska w wyrazie – jest też powolna, ale barwność orkiestry Stokowskiego wynagradza te niedogodności. Napięcie jest stopniowane bardzo oszczędnie, ale za to słychać wyraźnie, jak ogromną wagę dyrygent przywiązuje do dynamiki. Dialog rożka angielskiego z obojem oznaczonym lontano wypada świetnie:

 

Podobnie brzmią wszystkie fragmenty oznaczone przez Berlioza jako quasi niente albo echo. Stokowski świetnie podkreśla nowatorskie podejście Francuza do kształtowania przestrzeni wielkiej orkiestry – a to się liczy bardzo na plus:

 

Z nieco leniwego rozmarzenia podrywa na równe nogi Marsz, wzięty w szybkim tempie, zagrany zadziornie i energicznie. Imponuje gra blachy, ryczące puzony i tuby świetnie podkreślające groteskowy charakter muzyki:

 

Groteska, ironia i szyderstwo królują również w finale, który jest prawdziwym popisem orkiestrowej wirtuozerii. Stokowski sprawia, że jego orkiestra brzmi pięknie – paradoksalnie nawet wtedy, kiedy brzmi brzydko. Dyrygent operuje barwami orkiestry po mistrzowsku. Świetnie wypada Dies irae – zagrane powoli, przy akompaniamencie pięknych, głębokich dźwięków dzwonów. Każdy powrót Dies irae jest zresztą zawsze przez Stokowskiego bardzo wyraźnie zaznaczany poprzez zwolnienie tempa. Nieco odbiera to muzyce impetu, ale nadaje jej spójności. Zresztą w ogóle Stokowski podchodzi w tej części do kwestii tempa i dynamiki nader swobodnie, a formę kształtuje w równie indywidualny sposób. Posłuchajcie choćby gwałtownego zwolnienie przed przejściem do Ronde du sabbat:

 

Posłuchajcie też chrapliwych pomruków i zawołań blachy, świetnej gry barwą:

 

Tak radykalnie samowolnie nie podszedł do Fantastycznej żaden inny dyrygent, a już wisienką na szczycie tortu jest crescendo perkusji przy ostatnim akordzie. Dziwniejszej i bardziej ufantastycznionej Fantastycznej na rynku się nie znajdzie. Chyba tylko Fried jest w stanie wytrzymać taką konkurencję.

Leopold Stokowski, Philharmonia Orchestra, 1968, I – 14:07, II – 6:22, III – 17:24, IV – 4:18, V – 10:25 [52:37], Decca

 

51QNVQfusNL

 

 

 

 

Wersja koncertowa jest podobna. Wszystkie ekscentryczne pomysły są zachowane, ale obecność publiczności popchnęła najwyraźniej Stokowskiego i orkiestrę w kierunku większej spontaniczności. Dźwięk Philharmonia Orchestra jest momentami dużo ostrzejszy niż w wersji studyjnej. Posłuchajcie jednej z kulminacji w pierwszej części:

 

Również walc w Balu wiruje zauważalnie szybciej, chociaż nadal brzmi miękko i jedwabiście:

 

Posłuchajcie ostrego sforzato smyczków na początku trzeciej części:

 

Ryki blachy w Marszu są genialne:

 

Posłuchajcie dźwięcznych i głębokich dzwonów:

 

I zakończenia, gdzie Stokowski dodał perkusję, tak samo jak w wersji studyjnej:

 

Dźwięk nie jest niestety najlepszy – wydaje się momentami oddalony i przymglony, ale jak na warunki koncertowe i tak jest w porządku. Również balans pomiędzy grupami instrumentów jest bardziej naturalny i mniej ekscentryczny. Tempa – zauważalnie szybsze niż w wersji studyjnej, zwłaszcza w pierwszej i trzeciej części. A ponieważ szybkie tempa przekładają się też na większą energiczność gry – to liczy się tylko na plus.

 

Leopold Stokowski, Philharmonia Orchestra, 1968, I – 13:16, II – 5:57, III – 16:05, IV – 4:09, V – 10:17 [49:55], BBC Legends

 

 

Jest jeszcze jedno nagranie Fantastycznej, jakie wyszło spod ręki Stokowskiego. To również wersja koncertowa, nagrana dwa lata po londyńskich koncertach dyrygenta, tym razem przy udziale ostatniego stworzonego przez niego zespołu – American Symphony Orchestra. Wersje koncertowe z reguły mają to do siebie, że jakość dźwięku nie jest w nich najlepsza, tak samo jest też tutaj. Co gorsza – nagranie to nie było poddane żadnemu masteringowi, więc wymaga dobrej woli i cierpliwości w stosunku do szumów i przesterów. Nie byłem w stanie wzbudzić w sobie entuzjazmu w stosunku do pierwszej części – wydała mi się prowadzona momentami zbyt niecierpliwie, a frazowanie jest zaskakująco jak na Stokowskiego niechlujne. Wystarczy posłuchać ostatniej prezentacji idée fixe, wprowadzonej w zasadzie bez żadnej zmiany tempa czy zarysowania formy:

 

Sytuacja poprawia się w walcu, a jego interpretacja jest łudząco podobna do dwóch poprzednich rejestracji, tylko harf praktycznie wcale nie słychać. Posłuchajmy zakończenia:

 

Trzecia część również przypomina poprzednie wersje, zwłaszcza w dbałości Stokowskiego o odpowiednie cieniowanie dynamiki. Duże wrażenie robi scena burzy, zaprezentowana gwałtownie, ostro i bez zbędnych ceregieli:

 

Również bez zbędnych ceregieli zaczyna się Marsz, zagrany tym razem attacca, co jest ciekawym i trafionym pomysłem:

 

Pomimo że szybki, Marsz nie przypadł mi do gustu, przede wszystkim z powodu złego dźwięku. Wiele elementów gubiło się w masie brzmienia, a i  w artykulacji brak precyzji. Niestety, podobny brak wyrazistości cechuje Sabat, choć tym razem Stokowski bardzo ciekawie traktuje Dies irae. Blacha gra brzydkim i chropowatym dźwiękiem, co podkreśla parodystyczny charakter tej części:

 

Również ostatnia prezentacja Dies irae, z huczącym bębnem basowym w tle, brzmi ekscytująco. A na koniec – niespodzianka! Zamiast samych talerzy przy ostatnim akordzie, Stokowski dodał tym razem POTĘŻNE crescendo tam-tamu:

 

Zarejestrowana reakcja publiczności jest więcej niż entuzjastyczna i trudno się dziwić – wysłuchanie tej Fantastycznej na żywo musiało być prawdziwie fascynującym przeżyciem. Nam zostało za to nagranie, które polecić można raczej koneserom. Możecie go posłuchać tylko na Youtube, nigdy nie trafiło na CD.

Leopold Stokowski, American Symphony Orchestra, 1970, I – 13:24, II – 5:47, III – 15:40, IV – 4:00, V – 10:00 [49:20]

 

71s7ufKK5yL._SL1200_

 

 

 

Po Constantinie Silvestrim spodziewałem się romantycznej, pełnokrwistej interpretacji i ją dostałem. Słuchacz dostaje również w pakiecie bardzo specyficzne, charakterne brzmienie słynnej francuskiej orkiestry, o którym da się powiedzieć wiele dobrego. Fascynuje zwłaszcza barwa brzmienia drewna i charakterystyczny, rozwibrowany dźwięk blachy, tak jak we wstępie do pierwszej części:

 

Pomimo tych walorów interpretacja Silvestriego wydała mi się masywna. Słuchałem trzech pierwszych części bez specjalnego zainteresowania. Drewno w Balu brzmi pięknie, ale wejścia smyczków wydały mi się ciężkie:

 

Również kulminacje w trzeciej części, rozciągnięte i powolne, nie są w stanie przykuć uwagi czy podnieść napięcia:

 

Dopiero w Marszu dyrygent pokazał pazury, dając interpretację gwałtowną i intensywną. Posłuchajcie genialnej solówki fagotu i nie przejmujcie są wtopą blachy:

 

Podobna intensywność czeka słuchacza w części ostatniej, gdzie bardzo ciekawie brzmią odzywki i zawołania blachy. Posłuchajmy też jak klarnet C i Es parodiują temat ukochanej:

 

Pomimo tych zalet dźwięk orkiestry Silvestriego jest ciężki, brakuje mu też tej fascynującej miękkości Stokowskiego. To nie jest też zbyt dobrze nagrana Fantastyczna – dźwięk ma swoje lata. Nie ma w tej interpretacji nic złego. Jest emocjonalna, intensywna, gra orkiestry jest bardzo dobra – ale nie mogłem się przekonać do tego, co dobiegało z głośników. Chyba jednak wolę bardziej przejrzyste interpretacje.

Constantin Silvestri, Orchestre de la Société des Concerts du Conservatoire, 1961, I – 14:15, II – 6:28, III – 17:38, IV – 4:42, V – 10:18 [52:27], Warner

To tyle na dziś. W następnym wpisie przyjrzymy się nagraniom dyrygentów francuskich. Czeka nas spotkanie ze spadkobiercami Monteuxa – Plassonem, Boulezem, Parayem, Cluytensem, Martinonem i Munchem. Do zobaczenia! 😉

 

Related Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.