Blomstedt dyryguje Schubertem

Debiutancki album danego artysty nagrywany dla wytwórni Deutsche Grammophon to zawsze wydarzenie wyjątkowe, będące często początkiem wspaniałej kariery. W przypadku urodzonego w 1927 roku Herberta Blomstedta jest to jednak raczej perła w koronie i uzupełnienie przebogatej dyskografii, w której można przebierać do woli, co i rusz znajdując wspaniałe rejestracje dzieł znanych i mniej znanych. Tym razem artysta wybrał dwie ostatnie symfonie Franza Schuberta. Nagrał je z orkiestrą lipskiego Gewandhausu, a więc zespołem legendarnym, który ma na koncie prawykonanie Wielkiej w 1839 roku pod dyrekcją Felixa Mendelssohna Bartholdy’ego. Od 2005 roku Blomstedt nosi nadany mi przez ten zespół tytuł honorowy tytuł Conductor Laureate. Współpracują od dawna, cenią się i szanują. Blomstedt ma też na koncie nagrania symfonii Schuberta z Staatskapelle Dresden i z San Francisco Symphony Orchestra, a nagrania te są bardzo cenione. Ale pomińmy rzeczy należące do historii przenieśmy uwagę na to, co orkiestra i dyrygent robią tu i teraz. Co nowego i ciekawego wnoszą ich interpretacje?

W przypadku Niedokończonej szwedzki Maestro sięgnął po edycję krytyczną, która różni się od tej stosowanej powszechnie do tej pory tym, że zawiera dwa ostre dysonanse usunięte w procesie redakcji utworu przez Johannesa Brahmsa. Autor Tańców węgierskich uznał za stosowne wygładzić brzmienie muzyki starszego kolegi, a rzeczone dysonanse uznał po prostu za błąd w zapisie. Rzecz w tym, że owych zgrzytliwych współbrzmień w ogóle nie słychać, a jak mnie uczyli na statystyce na studiach psychologicznych – „różnica, która nie robi różnicy nie jest różnicą”. Inna sprawa, że interpretacja Blomstedta jest bardzo staromodna, na dodatek w nie najlepszym tego słowa znaczeniu. Lipska orkiestra gra dźwiękiem gęstym i masywnym, którego nie powstydziłby się Furtwängler. Brzmienie jest ciężkie i mało sprężyste, a ataki nie są zbyt ostre i zdecydowane. Tempo jest powolne, a napięcia nie ma w tej interpretacji za wiele. Jeśli więc ktoś jest przekonany, że orkiestry niemieckie grają w sposób ociężały i masywny, to słuchając tego nagrania Blomstedta tylko się w tym przekonaniu upewni. Być może kulminacje miały być monumentalne, prawda jest jednak taka, że brzmią zwaliście i nudzą. Śpiewność brzmienia wiolonczel to za mało na stworzenie porywającej kreacji. Także drugie ogniwo nie wyróżnia się niczym specjalnym. Brzmi może odrobinę bardziej przejrzyście niż pierwsze, ale to tyle. Chyba jednak wolę Niedokończoną prowadzoną ostro i szybko (przynajmniej jeśli chodzi o część pierwszą), tak jak robili to Beecham czy Kleiber.

Wielka zaczyna się ciekawie. Introdukcja grana jest alla breve, przez co jest dużo szybsza niż zwykle, a to z kolei sprawia że przejście do głównego materiału jest słabo zaznaczone. Wciąż mam w pamięci jak powoli odcinkiem tym dyrygował Tilson Thomas w Pradze. Wrażenie było zupełnie odmienne, ale nie mogę powiedzieć, aby któreś rozwiązanie było „złe”, a inne „dobre”. To rzecz gustu i wyboru wykonawcy. Blomstedt prowadzi tę muzykę przejrzyście, z energią i charyzmą. Usłyszymy tu nie tylko główne linie, ale także rozmaite drugo i trzeciorzędne detale, które w sugestywny sposób składają się na spójną opowieść. Uwagę zwraca także subtelne cieniowanie dynamiki i umiejętne kształtowanie punktów kulminacyjnych. Ataki orkiestry są ostre i wyraziste. Uwagę zwraca zakończenie pierwszej części – zagrane jest bardzo szybko, mało retorycznie, bez zwolnienia, à la Toscanini. Blomstedt nie dubluje także głównego tematu, który początkowo pojawia się w drewnie i przykryty jest przez smyczki i blachę. Bardziej się go tutaj trzeba domyślić niż się go słyszy. Objawia się za chwilę w pełnej krasie kilka taktów dalej, kiedy grają go smyczki. Wielu dyrygentów uznaje ten odcinek za przejaw braku wyczucia orkiestry przez Schuberta (który nigdy tego dzieła nie słyszał i nie miał szansy na ewentualne skorygowanie tego odcinka) i poprawia te kilka taktów, dublując melodię, przez co jest wyraźniej słyszalna. Wybornie, ciepło i ekspresyjnie brzmią smyczki w Andante con moto, które zresztą jest pięknie i w bardzo naturalny sposób rozkołysane. Także drewno gra tu zjawiskowo, lirycznie i delikatnie. Czyli orkiestra jest w stanie grać rześko, przejrzyście i z energią, szkoda tylko że nie pokazała tego w Niedokończonej! Nie rozczarowuje także świetnie prowadzona część trzecia, w której również odnajdziemy energię, piękne, staranne frazowanie, doskonałe cieniowanie dynamiki i przejrzystą, pełną ciepła grę. Akcenty rytmiczne są grane ostro i zadziornie, jak trza. Blomstedt utrzymuje także żywą pulsację rytmiczną w środkowym trio. Finał trzyma w napięciu i ciekawi od początku do końca. Ciekawią także doskonale słyszalne detale w partii blachy w tle.

Po wysłuchaniu tych nagrań mam mieszane uczucia. Niedokończona jest konwencjonalna i niezbyt ciekawa, jednak Wielka jest… właśnie wielka. Słychać, że Blomstedt jest całkowicie w tej muzyce, że wie co chce z niej wydobyć i ma do dyspozycji orkiestrę, z którą jest w stanie znakomicie się porozumieć. Wieloletnie doświadczenie daje w tym wypadku wspaniałe rezultaty artystyczne. Słychać także że dyrygent wyciąga wnioski z nurtu wykonawstwa historycznego, chociaż bierze z niego tylko pewne elementy, jak choćby przejrzystość faktury czy brak emfazy. Jest w jego muzykowaniu dużo ciepła i człowieczeństwa, co stanowi o wartości tych rejestracji. Rewelacyjny jest także dźwięk – ciepły i bezpośredni. Polecam – dla Wielkiej!

 

Franz Schubert

VIII Symfonia h-moll D 759
IX Symfonia C-dur D 944

Gewandhausorchester
Herbert Blomstedt – dyrygent

Deutsche Grammophon

 

 

 

 

Zrealizowano w ramach stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.