Bomsori Kim & Jacek Kaspszyk. Warsaw Philharmonic

Na moim biurku znalazła się kilka dni temu najnowsza płyta z serii Warnera – Warsaw Philharmonic, na której Bomsori Kim wespół z Jackiem Kaspszykiem rozprawiają się z koncertami Henryka Wieniawskiego i Dmitrija Szostakowicza. Potencjalnego odbiorcę album wita miłym oku obrazkiem z Bomsori upozowaną à la postać z obrazu Celnika Rousseau.

Przejdźmy jednak do rzeczy zasadniczych. Płyta jest nagrana rewelacyjnie. Dźwięk jest ciepły, przestrzenny i bezpośredni, a wszystkie rejestry orkiestry są doskonale zbalansowane i rozplanowane. Orkiestra gra pod batutą Kaspszyka zjawiskowo. Smyczki mają ciepłą, miękką barwę, w Koncercie Wieniawskiego śpiewną i jaśniejszą, w Szostakowiczu odpowiednio przyciemnioną. Rewelacyjnie brzmią crescenda waltorni otwierające Passacaglię w trzeciej części koncertu Szostakowicza. Świetni brzmi drewno – a to przekomarzanie się skrzypiec i fagotu w drugiej części Szostakowicza, a to pięknie przytrzymany akord fletów czy obojów. Usłyszymy wszystkie ciche uderzenia w tam-tam i pomruki tuby. Proporcje pod względem balansu pomiędzy różnymi sekcjami orkiestry są wzorcowe. Kaspszyk nie przeszkadza Bomsori, kiedy trzeba trzyma orkiestrę pod kontrolą i pozwala jej trzymać się na pierwszym planie.

Gra Bomsori Kim jest, pod względem technicznym, bez zarzutu. Zna oba utwory od podszewki, wie jakie sekrety w sobie kryją. Gra z ogromną dyscypliną i wyczuciem proporcji, co odromantycznia trochę Wieniawskiego i nadaje klasycznego wymiaru tragediom opisanym w dźwiękach przez Szostakowicza. Romans z Koncertu polskiego kompozytora jest szczególnie piękny. Słychać, że Bomsori dobrze czuje tę muzykę, a jej instrument (Guadagnioni z 1774 roku) ma lekki dźwięk.

Minusy? Bomsori, pomimo jej niezaprzeczalnych zdolności, nie daje się muzyce porwać. Wszystko ma pod kontrolą, niczego nie pozostawia przypadkowi. O ile jest to niewątpliwa zaleta w przypadku budowania formy, o tyle gubi się tu gdzieś emocjonalny sens obu tych dzieł. Zarówno w Wieniawskim, jak i w Szostakowiczu ma się wrażenie, jakby muzyka cały czas głaskała ucho. A powinna je czasem szarpnąć. Muzyka nie zawsze musi być piękna i gładka, aby trafiać w sedno. Tyczy się to również gry orkiestry. Wstęp do koncertu Wieniawskiego jest miękki i wręcz przeliryzowany, a kulminacjom brakuje stanowczości. Akordy orkiestry bywają ciężkie i masywne. W finale Koncertu Wieniawskiego jest co prawda allegro, ale con fuoco – już niekoniecznie. Również części szybkie w Koncercie Szostakowicza grane są w ostrożny, pełen umiaru sposób. Szkoda, bo do muzyki takiej jak ta – ognistej, czasem w zamierzony sposób brutalnej i brzydkiej – przydałoby się jednak podejść w bardziej bezkompromisowy sposób. Szkoda, bo muzyka traci przez to na impecie i ekspresyjności.

Poprzyczepiałem się? Oczywiście, ale nie zrozumcie mnie źle – tego albumu słucha się naprawdę świetnie. Skończyłem go słuchać po raz pierwszy i od razu puściłem płytę po raz drugi. A potem trzeci i czwarty i chyba nawet piąty, tym razem na wyrywki. Muszę przyznać, że te mankamenty nie są aż tak wielkie i nie odbierają frajdy, jaką ma się ze słuchania tego albumu. Polecam!

 

Henryk Wieniawski
II Koncert skrzypcowy d-moll op. 22

Dmitrij Szostakowicz
I Koncert skrzypcowy a-moll op. 77

Orkiestra Filharmonii Narodowej
Bomsori Kim – skrzypce
Jacek Kaspszyk – dyrygent

Warner Classics

 

Related Post

6 thoughts on “Bomsori Kim & Jacek Kaspszyk. Warsaw Philharmonic

  1. Prawie pełna zgoda, zwracam jednak uwagę, że wykonania obu koncertów były realizowane przy pustej sali, w ramach sesji nagraniowych płyty – a nie w trakcie koncertów, dlatego pewna powściągliwość, dyscyplina jest zrozumiała.

  2. Trochę efekt azjatyckich artystów grających muzykę słowiańskiego anturażu. Szczególnie widoczne w muzyce Chopina. Fajna Koreanka, ale to nie jest Hilary Hahn, Janine Jansen, Vilde Frang, czy Julia Fisher.

    1. Nie ma tu tego poczucia, że ona się wwierca w każdy dźwięk tak, jakby od tego zależało jej życie. Veriko to potrafi, a co do Bomsori – chciałbym usłyszeć jej Mozarta, Strawińskiego czy Bartoka. Mógłby jej pasować taki repertuar.

      1. Proponuję sobie zatem odświeżyć jej Mozarta z Konkursu Wieniawskiego, tudzież przyjechać do Poznania na jej Mozartowski duet z Rafałem Blechaczem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.