Drach Aleksandra Nowaka

Urodzony w 1979 roku Aleksander Nowak to obecnie jeden z najbardziej rozpoznawalnych kompozytorów średniego pokolenia. Zaprezentowany słuchaczom Drach jest piątą już operą tego twórcy. Poprzednie to Sudden Rain, Spoon River, Space Operaahat-ilī – siostra bogów, a po Drachu powstała także Syrena. Zgodnie z podtytułem Drach to dramma per musica. Określenie to odnosi się do tego co działo się na przełomie XVI i XVII wieku na dworze Medyceuszy we Florencji. Powstawały tam widowiska muzyczne, które dały początek znanej nam operze. Dzieło Nowaka odwołuje się do tych czasów i do tej stylistyki nie tylko poprzez instrumentację (klawesyn i smyczki), ale także poprzez deklamacyjną melodykę czy zastosowanie figur muzycznych typowych dla tamtej epoki.

Opera Nowaka jest próbą adaptacji powieści Szczepana Twardocha z 2014 roku. Drach jest śląską epopeją, historią mieszkających w tym rejonie istot. Jej bohaterami są bowiem nie tylko ludzie, ale też zwierzęta – prowadzona na rzeź świnia czy goniona przez stado psów sarna porzucająca swoje koźlęta. Związki ze Śląskiem są tu bardzo silne – śląski jest bowiem nie tylko kompozytor, ale także pisarz, na którego prozie oparte jest to dzieło, a nawet orkiestra i dyrygent. Tytułowy Drach jest duchem tej ziemi. To symbol czegoś potężnego, obojętnego i ponadczasowego, ziemi w której wszystko ma swój początek i do której wszystko po śmierci powraca. Kompozycję Nowaka trudno nawet nazwać adaptacją. To wybór i synteza kilku wątków, swego rodzaju esencja treści książki Twardocha, którego zresztą trudno było podobno namówić do realizacji tego libretta. Brak tu jasno określonych bohaterów. Jest Ona (świetna Joanna Freszel) i On (także świetny Sebastian Szumski), którzy wcielają się tu płynnie w różne postacie (sarna ścigana przez psy, koźlę, Josef Magnor, jego matka i jego żona Valeska, czy dziewczyna z Gliwic, Caroline Ebersbach). Związek pomiędzy poszczególnymi wątkami istnieje często nie tyle na płaszczyźnie przyczynowo-skutkowej, co emocjonalnej. „Bohaterowie” wypowiadają się częściowo po śląsku, częściowo po polsku, a częściowo po niemiecku, w zależności od tego kto i co mówi. Partia Dracha-Pindura (Pindur to na wpół szalony, na wpół obłąkany starzec, mające z Drachem pewnego rodzaju dziwną więź), śpiewana głosem kontratenorowym, wykonywana jest tu przez Jana Jakuba Monowida. Drach komentuje wydarzenia, a czyni to bez litości, bez współczucia, nie pozostawiając żadnych złudzeń co do losu, jaki wszystkich spotka – „Człowiek, mężczyzna i kobieta, sarna, zając, kot i pies, i drzewo, wszystko to samo. […] Drach jest duszą, która przebywa we wszystkim, co żyje, on jest początkiem, środkiem i końcem istot żyjących”. Pierwsze dwie części (czy też rozdziały) są statyczne. Akcji jest tu niewiele, wiele tu za to (zdecydowanie zbyt wiele) komentarzy, wprowadzeń i uzasadnień. W całej operze zdecydowanie najbardziej dramatyczna, a momentami przejmująca, jest część trzecia. Dziewczyna z Gliwic ginie, podobnie jak rozszarpywana przez psy na polu pod Pilchowicami sarna. Drach zaś, w towarzystwie dwóch pozostałych głosów, komentuje z wrodzoną sobie radością: „Światłość w ciemności nie świeci i ciemność je ogarnia”. Podobny pesymizm przenika każdą nutę tego dzieła, wsącza się pomału (i przez zbyt długi czas) także w psychikę słuchającego.

Trzy głosy wydają się brzmieć podobnie, co jak domyślam się było zamierzeniem kompozytora, mającym ukazać ową wspomnianą przez Dracha jedność wszystkich rzeczy. Problem w tym, że często zlewają się one w jedno, a słuchającemu trudno jest je odróżnić, jeśli nie ma przed oczami libretta. Rezultat nie przekonuje, przeciwnie, razi monotonią. Razi także przegadanie i przeintelektualizowanie libretta, które jest zbyt statyczne żeby było w stanie dobrze spełnić swoją rolę przekazywania zajmującej opowieści. Moim zdaniem Drach jest za mało komunikatywny, za bardzo wykoncypowany i zbyt monotonny aby mógł utrzymać się w repertuarze. Wiem, że wzbudził duży entuzjazm części krytyki – mnie jednak zdecydowanie nie porwał. Twardoch jest teraz modny, Twardocha „się czyta”. Nowak także jest modny, Nowaka więc „się słucha”. Trzeba to wziąć pod uwagę i słuchając, oddzielić ziarna wartości od hype’owych plew, ochów i achów. Tymczasem niektórzy z naszych publicystów już zdążyli okrzyknąć Nowaka następcą Pendereckiego. Umarł król, niech żyje król? Jestem sceptyczny. Historia osądzi kto miał rację.

Warto zwrócić uwagę na stronę wykonawczą. Jeśli chodzi o solistów to najbardziej przejmujące i sugestywne były dla mnie kreacje Freszel i Szumskiego. Nic nie poradzę, ale barwa głosu kontratenorowego w ogóle brzmi dla mnie odpychająco, nie byłem więc w stanie niestety docenić w pełni wykonania Monowida. Śpiewakom towarzyszy grająca pod batutą Marka Mosia AUKSO, zaś partię klawesynu wykonuje Marcin Świątkiewicz.

 

Aleksander Nowak
Drach

Dramma per musica na sopran, baryton, kontratenor, klawesyn, smyczki i looper

Jan Jakub Monowid – Drach-Pindur
Joanna Freszel – Ona (sopran)
Sebastian Szumski – On (baryton)
Marcin Świątkiewicz – klawesyn
AUKSO – Orkiestra Kameralna Miasta Tychy
Marek Moś – dyrygent

PWM

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.