Esa-Pekka Salonen, Anna Vinnitskaya & Swedish Radio Symphony Orchestra w Musikverein

Program sobotniego koncertu Swedish Radio Symphony Orchestra i Esa-Pekki Salonena pierwotnie miał składać się z części fińskiej i francuskiej. W pierwszej znaleźć się miały VII Symfonia C-dur Jeana Sibeliusa oraz wczesny I Koncert fortepianowy Einojuhaniego Rautavaary, w drugiej zaś Koncert na lewą rękę Maurice’a Ravela i Morze Claude’a Debussy’ego. Solistką miała być Yuja Wang, jednak w dniu koncertu okazało się, że artystka zachorowała i zastąpi ją Anna Vinnitskaya. Koncert Ravela pozostał w programie, natomiast Rautavaara niestety wypadł, czego osobiście bardzo żałowałem. Wykonanie jego dzieła było dla mnie dużą atrakcją, większą nawet niż występ Wang. Swedish Radio Symphony Orchestra (czyli Sveriges Radios Symfoniorkester) to zespół względnie młody, powstały w 1965 roku. Na jego czele stali dotąd m.in. Sergiu Celibidache, Herbert Blomstedt, Esa-Pekka Salonen, Jewgienij Swietłanow, Manfred Honeck i Daniel Harding.

Koncert otworzyła suita Le Tombeau de Couperin Maurice’a Ravela. Wykonana została w wartkich tempach, lekko i finezyjnie, choć pojawiały się subtelne zawahania tempa, zwłaszcza na zakończeniach poszczególnych ogniw. Rigaudon był bardzo dynamiczny i zadziorny. Orkiestra musiała mieć ten dobrze przygotowań już wcześniej, dzięki czemu wykonanie z marszu było możliwe i wypadło dobrze, zwłaszcza biorąc pod uwagę trudne okoliczności.

Siódma Sibeliusa została ukończona w 1924 roku. Jest przedostatnim (ostatnim była Tapiola) ważnym, rozbudowanym utworem, jaki kompozytor stworzył, zanim porzucił komponowanie. Przez kilka lat pracował jeszcze nad VIII Symfonią, która ostatecznie wylądowała w jego kominku. Siódma jest dziełem surowym w brzmieniu, silnie skondensowanym — trwa niewiele ponad 20 minut i składa się z jednego ogniwa, podzielonego na kilka kontrastujących epizodów. Początek interpretacji Salonena wydał mi się zbyt powolny i ciężki, jednak szybko nabrała ona właściwego napięcia i kierunku. Było w niej wyraźne napięcie, ostre i precyzyjne ataki poszczególnych sekcji, ale także przestrzeń, ciężar i odpowiednia masa brzmienia (świetny, potężny temat puzonów). Było to wykonanie wolniejsze niż interpretacje Beechama czy Mrawinskiego, co jednak nie oznacza, że mniej sugestywne – przeciwnie. Kulminacja ze smyczkami w wysokim rejestrze miała piorunującą intensywność. Salonen uniknął także częstej pułapki retoryzowania zakończenia. Jest ono u Sibeliusa surowe i niespodziewane – i takie też tutaj pozostało. Zdarza się, że dyrygenci dodają fermatę i crescendo na ostatnim dźwięku, przez co finał brzmi bardziej konwencjonalnie. Nie o to jednak Sibeliusowi chodziło. Gdyby chciał fermaty i dużego crescendo, wpisałby je do partytury. Salonen poprowadził zakończenie come scritto – chwała mu za to.

Koncert na lewą rękę Ravela powstał w 1930 roku na zamówienie pianisty Paula Wittgensteina, który stracił prawą rękę w 1914 roku podczas walk na froncie galicyjskim. Dzieło francuskiego kompozytora ma charakter mroczny, momentami wręcz demoniczny. Anna Vinnitskaya stanęła przed trudnym zadaniem i, biorąc pod uwagę okoliczności, wywiązała się z niego całkiem dobrze, choć nie było to wykonanie idealne. Grała chwilami zbyt forsownie, zwłaszcza na początku koncertu. Także później brakowało niekiedy subtelności i większego zróżnicowania niuansów, zdarzały się również nietrafione dźwięki. Można to jednak złożyć na karb sytuacji – dla wszystkich zapewne dość stresującej. Publiczność wpuszczono do sali dopiero około 10 minut przed koncertem, ponieważ trwała jeszcze próba z pianistką, co również wiele mówi o okolicznościach. Vinnitskaya została ciepło przyjęta i odwdzięczyła się dwoma bisami. Pierwszym był pierwszy z Walców szlachetnychsentymentalnych, zagrany nieco topornie; drugiego natomiast nie udało mi się zidentyfikować.

Na zakończenie zabrzmiało Morze z 1905 roku, kompozycja opatrzona podtytułem Trzy szkice symfoniczne. Wykonanie tego tryptyku pozostawiło pewien niedosyt. Pierwsza część wypadła blado – brzmienie nie było dostatecznie przejrzyste, a detale w partiach niektórych instrumentów (harfy, tam-tamu) pozostawały praktycznie niesłyszalne. Gra fal wypadła bardzo przyzwoicie, lekko i zwiewnie, natomiast Rozmowa wiatru z morzem była zagoniona i agresywna. Ta muzyka wymaga więcej przestrzeni, rozmachu i subtelniejszego różnicowania tempa i dynamiki.

Salonen poprowadził jeszcze dwa bisy. Pierwszym była aria sopranowa Bist du bei mir BWV 508 ze zbioru Notenbüchlein für Anna Magdalena Bach w opracowaniu Klemperera na smyczki. Nie jest to zresztą utwór Bacha, lecz opracowanie arii z opery Diomedes Gottfrieda Heinricha Stölzela. Drugim bisem było brawurowo wykonane Alla marcia z suity Karelia Sibeliusa. Ogólny werdykt – bardzo dobra orkiestra. Moja uwagę zwrócił zwłaszcza zdyscyplinowany kwintet.

foto. Igor Ripak/Musikverein

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Podoba Ci się to co robię? Chcesz wesprzeć niezależną krytykę? Odwiedź mój profil w serwisie Patronie.pl i zostań mecenasem Klasycznej Płytoteki:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.