Gardiner & The Constellation Choir & Orchestra grają Bacha w Wiener Konzerthaus

Środowy wieczór upłynął w Konzerthausie pod znakiem muzyki Johanna Sebastiana Bacha. Na estradzie stanęły The Constellation Choir and Orchestra (wraz z kwartetem solistów: Hilary Cronin – sopran, Eline Welle – alt, Jonathan Hanley – tenor i Jack Comerford – bas), a za pulpitem dyrygenckim John Eliot Gardiner. Słyszałem już tę kombinację dwukrotnie – za pierwszym razem w dziełach lipskiego kantora, za drugim w kompozycjach Felixa Mendelssohna – i oba koncerty wspominam bardzo dobrze.

Tym razem w pierwszej części wieczoru zabrzmiały kantaty Der Himmel lacht, die Erde jubiliert (Śmieje się niebo, ziemia raduje się) BWV 31, napisana na Niedzielę Wielkanocną 1715 roku, oraz bardziej oszczędnie instrumentowana Bleib bei uns, denn es will Abend werden (Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi) BWV 6 z 1725 roku. Już od pierwszych dźwięków stało się jasne, że zespół jest znakomicie przygotowany. Świetnie wypadły trąbki – także w miękkim, subtelnym piano – oraz większość solówek, zwłaszcza partii instrumentów dętych drewnianych. Obój brzmiał miękko, niemal jedwabiście, fagot miał dużo charakteru. Słabiej wypadło natomiast solo wiolonczeli, które nie zawsze było intonacyjnie czyste.
Soliści zaprezentowali się bardzo dobrze, ze szczególnym uwzględnieniem sopranistki. Śpiewała ciepło, miękko i z doskonałą dykcją. Pozostali również trzymali wysoki poziom. Gardiner prowadził obie kantaty w żywych tempach, dzięki czemu nie było miejsca na przestoje, a muzyka płynęła wartko i naturalnie.

Drugą część wypełniła Oratorium Wielkanocne: Kommt, eilet und laufet, ihr flüchtigen Füße (Biegnijcie i śpieszcie, o wy, lotne stopy) BWV 249, która ostateczny kształt przybrała w 1738 roku. W porównaniu z wcześniejszymi kantatami, które są dość medytacyjne, a ich budowa jest jasno określoną (recytatyw wykonuje jeden solista), ta zarysowana jest w bardziej dramatyczny sposób, a głosy solowe wdają się ze sobą w dialogi. Wykonanie tej kompozycji również okazało się niezwykle zajmujące.
Ponownie bardzo dobre wrażenie zrobiła na mnie Hilary Cronin, a także ciepły, jędrny bas Jacka Comerforda. Tenor Jonathana Hanleya przekonał mnie nieco mniej – jego głos wydał mi się stosunkowo niewielki i momentami mało dźwięczny. Orkiestra była świetnie zgrana. Szczególnie zapadły mi w pamięć solo fletu poprzecznego w arii sopranu Seele, deine Spezereien oraz flety proste, ustawione poza głównym zespołem, przy trąbkach, w arii tenorowej Sanfte soll mein Todeskummer. Partie tutti brzmiały efektownie – z rozmachem, ale i lekkością. Była w nim nie tylko dyscyplina, ale też swoboda i radość ze wspólnego muzykowania
Nie należę do wielkich miłośników muzyki baroku, a tym bardziej repertuaru sakralnego, ale to wykonanie naprawdę mnie wciągnęło i porwało. Zresztą nie tylko mnie – reakcja publiczności była bardzo żywa i entuzjastyczna. A to przecież nie jest repertuar szczególnie łatwy ani oczywisty w odbiorze. Właśnie tak chyba objawia się dojrzałe mistrzostwo – a z czymś takim mieliśmy do czynienia tego wieczoru.

© Wiener Konzerthaus / Andrea Humer

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Podoba Ci się to co robię? Chcesz wesprzeć moją pracę? Odwiedź profil Klasycznej płytoteki w serwisie Patronie.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.