Invention. Aleksander Dębicz

Niektóre dzieła Johanna Sebastiana Bacha miały nieprawdopodobnego wręcz pecha do wykonań. Genialne suity na wiolonczelę były przez długi czas ignorowane przez wykonawców, którzy traktowali je wyłącznie jak literaturę pedagogiczną. Potrzeba było dopiero charyzmy i mocy przebicia Pablo Casalsa, aby przywrócić im właściwe miejsce w repertuarze. Pasja Mateuszowa czekała do końca lat 20. XIX, kiedy ponownie odkrył ją dla świata Mendelssohn. Podobnie było z inwencjami i sinfoniami lipskiego kantora. Ot, utwory pedagogiczne, dobre żeby się rozgrzać, ale oprócz tego niewarte uwagi. Ale są przecież utwory „pedagogiczne” które gra się na koncertach i które są porywającymi dziełami sztuki. Nie mówię tu o etiudach Czernego, ale dwa zbiory etiud Chopina? A Etiudy transcendentalne Liszta?
W przypadku inwencji i sinfonii Bacha sprawa nie jest tak oczywista. Trzeba chyba w tę muzykę mocniej uwierzyć, aby wydobyć jej zalety. Uwierzył w nią swego czas Glenn Gould, rejestrując te dzieła dla Sony w pierwszej połowie lat 60. Uwierzył teraz i Aleksander Dębicz, a dowodem jego wiary jest nowy album pianisty – Invention.
Układ albumu Dębicza jest inny niż Kanadyjczyka. Ten ostatni oferuje słuchaczom swoistą przeplatankę – najpierw inwencja, potem sinfonia, itd. Polski pianista podszedł do sprawy inaczej – najpierw zaprezentował wszystkie inwencje, a potem sinfonie. Jak tłumaczy artysta – „każda z 30 miniatur ma swój niepowtarzalny charakter i bardzo sugestywną emocję, co starałem się wydobyć w mojej interpretacji”. To jest coś, co rzeczywiście słychać i co dobrze tłumaczy sposób, w jaki odbiera się ten album. To zbiór aforyzmów, dzieł krótkich, zwartych, emocjonalnie skondensowanych, wykonanych z poszanowaniem ich struktury i specyficznej ekspresji. Dębicza nie interesuje za bardzo nurt wykonań historycznych, nie stara się na siłę naśladować brzmienia klawesynu. Gra te miniatury dźwiękiem miękkim i ciepłym, pozwalając sobie czasami na pozostające w granicach rozsądku rubato i na gesty retoryczne w rodzaju emfatycznych zwolnień na kadencjach. Takie zabiegi pozwalają wydobyć z dzieł Bacha maksimum potencjału ekspresyjnego. Po prostu dobrze się tej płyty słucha.
Album wieńczą cztery krótkie toccaty Dębicza, inspirowane hip-hopem (nr 1 i 3) i muzyką filmową (nr 2 i 4). Pomimo stylistyki całkowicie odmiennej od dzieł Bacha, łączą się z nimi wyśmienicie, a przy tym wprowadzają niezbędny kontrast wyrazowy. Są też na tyle ciekawe, że chciałoby się posłuchać więcej kompozycji pianisty! Błyskotliwe, charakterne, chwytliwe, interesujące, rytmiczne, lapidarne. Warte poznania i kilkukrotnego, uważnego wysłuchania.
W sumie intrygujący, ciekawy i wciągający album. Polecam!

Aleksander Dębicz
Invention

Johann Sebastian Bach
Inwencje BWV 772 – 786
Sinfonie BWV 787 – 801

Aleksander Dębicz
4 toccaty

Warner Classics

 

Related Post

4 thoughts on “Invention. Aleksander Dębicz

  1. Poniekąd dotknął Pan ciekawego problemu. Dlaczego w czasach kiedy żył Bach jego muzyka wśród współczesnych miała tak nikły rezonans.Przecież Bacha praktycznie za życia nikt nie słuchał. Podobnie było z wieloma innymi kompozytorami. Schubert umarł jako kompozytor nieznany. Hmm nawet nasz Chopin był dla wielu jemu współczesnych zbyt awangardowy. Bądźmy szczerzy Chopina wówczas słuchało mniej ludzi niż teraz Lachenmanna czy Beat Furrera. Ale wracając do Bacha to dla nie odpowiedz na to pytanie jest bardzo prosto. Jego muzyka na tle epoki poźnego baroku była nad wyraz przeciętna. Takich Bachów w niemczech było kilkunastu. Reinhard Keiser, Johann Mattheson,Gottfried Heinrich Stölzel,Carl Heinrich Graun, Julius Johann Weiland, czy Georg Philipp Telemann. Szczerze mówiąc każdy z tych kompozytorów bił talentem Bacha na głowę a taki Telemann bił go nawet na trzy głowy. Bachowskie kantaty to dobra rzemieślnicza robota, ale to produkcja seryjna, dwie zachowane pasje to zlepek niedokończonych kantat, które przy arcydziełach telemannowskich potrafią tylko irytować.A pisze tu przecież o późnym baroku niemieckim, który był okresem zauważalnego regresu, bo żadem z wymienionych przeze mnie muzyków, łącznie z Bachem do pięt nie sięgał Heinrichowi Schutzowi, którego osobiście uważam za jednego z największych kompozytorów wszechczasów.
    Bach geniuszem…nieeee szczerze krół jest nagi, tylko nasze czasy lubią przeciętność i nijakość…..

  2. Przepraszam, ale nie można napisać ” Glenn Gould, rejestrując te dzieła dla Sony w pierwszej połowie lat 60.” Gould by się zdziwił bo myślał że dla Columbii. Wykonanie Pana Dębicza niewiele poza poprawnością oferuje a jego kompozycje zdały mi się nieco pretensjonalne. Chętniej posłuchał bym pianisty na żywo bo w nagraniu bardzo czuje się „produkcję”. Moim zdaniem dobre nagrania zasadniczo cechują się tym że rejestrują kreację w większym stopniu niż same są kreacją. Wielokrotne słuchanie to raczej strata czasu. Bogu dzięki za serwisy streamingowe bo kupno tej płyty było by nadmiarowe. Posłuchałem zresztą tego tylko dlatego, że kupiłem onegdaj płytę z Marcinem Zdunikiem i tam gdzie grali panowie Bacha było bardzo ładnie a tam gdzie wyimprowizowali „po swojemu” już mniej i chciałem zweryfikować swoje ówczesne odczucia, Raczej się nic nie zmieniło.

    1. Ok, dziękuję za czujność a propos Goulda. Wcześniejszej płyty Zdunika i Dębicza nie znam, więc niestety się nie odniosę. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.