Jakub Hrůša & symfonie Bohuslava Martinů

Jakiś czas temu w moje ręce trafił box z nagraniami symfonii Bohuslava Martinů w wykonaniu BBC Symphony Orchestra grającej pod dyrekcją Jiříego Bělohlávka. Słuchałem ich przez dłuższy czas z dużym entuzjazmem i planowałem nawet poświęcić temu albumowi wpis, ale ostatecznie zabrakło mi czasu i determinacji, a uwaga oddryfowała ku innym dziełom i innym przedsięwzięciom. Czeski kompozytor nie dawał jednak o sobie zapomnieć. W międzyczasie na rynek (i do moich rąk) trafił kolejny box z nagraniami jego symfonii. Jakub Hrůša stanął za pulpitem dyrygenckim Bamberger Symphoniker, zespołu, któremu szefuje od 2016 roku. Intensywnie z nim nagrywa, a jego wybory repertuarowe są inspirujące i niebanalne.

Wróćmy jednak do Martinů i jego symfonii. Jeśli dobrze się orientuję, na rynku dostępnych jest obecnie osiem kompletnych cykli tych dzieł. Odpowiadają za nie wspomniani już Hrůša i Bělohlávek, a także Václav Neumann z Orkiestrą Filharmonii Czeskiej, Arthur Fagen i National Symphony Orchestra of Ukraine, Vladimír Válek i Prague Radio Symphony Orchestra, Bryden Thomson i Scottish National Orchestra, Cornelius Meister i ORF Vienna Radio Symphony Orchestra oraz, last but not least, Neeme Järvi i ponownie Bamberger Symphoniker. Obstawiam, że szczególnie ciekawe byłoby porównanie ostatniego z tych albumów z najnowszym boxem Hrůšy. Oba zostały przecież zrealizowane z tą samą orkiestrą, a repertuar jest bardzo niszowy.

Jeśli już przy nim jesteśmy – symfonie Czecha tworzą zbiór chronologicznie i stylistycznie dość jednorodny. Zaczęły powstawać jeśli nie późno, to na pewno późnawo. Twórca miał już bowiem 52 lata, kiedy napisał pierwszą z nich w 1942 roku. Kolejne powstawały co roku, aż do Piątej z 1946 roku, Szósta powstała zaś po kilkuletniej przerwie, w latach 1951-1953. Martinů przebywał wtedy w Stanach Zjednoczonych, dokąd wyemigrował w 1941 roku. Kraj ten stał wielkimi i znakomitymi orkiestrami symfonicznymi, które prędko zaczęły składać u niego zamówienia na kolejne symfonie. Prawykonywali je Siergiej Kusewicki i Boston Symphony Orchestra, Erich Leinsdorf i Cleveland Orchestra, Eugene Ormandy i Philadelphia Orchestra, Charles Munch i (ponownie) BSO, a także Rafael Kubelik i Orkiestra Filharmonii Czeskiej. Wielu kompozytorów dałoby się pokroić za wykonawców tej klasy!

Pisząc o Tańcach symfonicznych Rachmaninowa, które Hrůša poprowadził podczas Praskiej Wiosny marudziłem trochę na jego sposób prowadzenia narracji, na szczególarstwo, które pozbawiało tę muzykę ciągłości. Okazuje się jednak, że właśnie to staje się zaletą w symfoniach Martinů. To dzieła, w których konieczne jest drobiazgowe podkreślanie frymuśnej rytmiki i dłubanie w rozmaitych detalach kolorystyki. Poza tym jest to muzyka o szalenie bogatej, ale jednocześnie koronkowej fakturze. Są tam momenty, w których dzieje się bardzo wiele na wielu płaszczyznach, nawet w cichych momentach. Rytm i barwa organizują tę muzykę silniej niż rozlewna kantylena. Mało tam szeroko prowadzonych melodii, zdecydowanie bardziej sprawdza się tu więc właśnie nieco ostry, konkretny i jednocześnie zachwycająco przejrzysty sposób, w jaki czeski dyrygent prowadzi dzieła swego krajana. Dzięki bogactwu i barwności muzyka tego kompozytora sprawia wrażenie onirycznej, nierzeczywistej. Come un sogno („Jak sen”), wskazówka wykonawcza z trzeciego ogniwa VII Symfonii Einojuhaniego Rautavaary, mogłaby być mottem całego kompletu symfonii Martinů. Zarówno oznaczenia dynamiczne, jak i agogiczne wskazują na temperament klasyka. Nie ma tu ani ekstremalnych temp, ani odcinków bardzo głośnych, dużo za to fragmentów ze wskazaniami mezzo piano i poco allegro lub moderato. Sam kompozytor przeciwstawiał się zresztą romantycznemu maksymalizmowi. Uważał, że w muzyce nie należy mówić dużo, ale trzeba mówić ze spokojem, lapidarnie. Często wracał przy tym wspomnieniami do wczesnego dzieciństwa, które spędził w Poličce, w przeważającej części… na wieży Kościoła św. Jakuba, która wznosiła się wysoko ponad miasto. Jego ojciec był kościelnym, a jego chorowity syn w tym właśnie miejscu przyszedł na świat i spędzał tam mnóstwo czasu, wpatrując się w odległy krajobraz. Mówił później często, że próbował oddać to poczucie bezmiaru w swojej muzyce. Udało mu się to, co też zresztą czuć w tych wykonaniach.

Mamy więc niszowy repertuar w pierwszorzędnym wykonaniu. Także jakość dźwięku i przejrzystość brzmienia Bamberger Symphoniker nie pozostawiają nic do życzenia. To kolejny album pokazujący, że nie trzeba nie wiadomo jak renomowanej orkiestry, aby osiągnąć piękne rezultaty. Jedynym mankamentem jest dla mnie to, że box jest papierowy – wygląda zwyczajnie tanio i jest nietrwały. Bardzo nie lubię tego typu rozwiązań, ale nie mają one przecież nic wspólnego z pracą Hrůša ani tym bardziej z muzyką Martinů.

 

Bohuslava Martinů

The Symphonies

Bamberger Symphoniker
Jakub Hrůša – dyrygent

 

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Podoba Ci się to co robię? Chcesz wesprzeć moją pracę? Odwiedź profil Klasycznej płytoteki w serwisie Patronie.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.