Janusz Wawrowski. Phoenix

Znakomity skrzypek Janusz Wawrowski od wielu lat interesował się przywróceniem do repertuaru Koncertu skrzypcowego Ludomira Różyckiego. Problem polegał na tym, że dzieło to znano tylko w postaci wyciągu fortepianowego. Kompozytor napisał je w 1944 roku w Warszawie, a partytura całości uznawana była za zaginioną, co utrudniało odtworzenie całości (aczkolwiek odnotować trzeba, że zadania tego podjął się Zygmunt Rychert, który nagrał nawet swoją wersję). Do przełomu doszło, kiedy w warszawskim BUWie odnaleziono kilkanaście zachowanych stron autografu wersji orkiestrowej. Umożliwiło to podjęcie prac nad rekonstrukcją całości dzieła. Nową orkiestrację opracował pianista Ryszard Bryła, zaś rewizji partii solowej dokonał sam Wawrowski. Nowe, odtworzone ze zniszczeń wojennych dzieło stało się tytułowym Feniksem i stąd też wziął się tytuł tego albumu. Oprócz tego arcyciekawego uzupełnienia repertuaru polskich koncertów skrzypcowych na krążku znalazł się także Koncert D-dur Piotra Czajkowskiego.

Koncert Różyckiego trwa 23 minuty i składa się z dwóch części – Andante (7 minut) i Allegro deciso (16 minut). Zaskakiwać może lekki nastrój tego dzieła. Brzmi ono tak, jakby Różycki nie tyle chciał oddać tu ducha trudnych czasów, co jakby chciał się od nich maksymalnie zdystansować. Pierwsza część jest rozlewna, melodyjna, śpiewna, rozmarzona, jednym słowem – zupełnie romantyczna. W części drugiej odzywają się echa muzyki popularnej, jest ona zresztą bardzo barwnie instrumentowana (trójkąt, dzwonki, dzwony rurowe, ksylofon, tamburyn, talerze, tam-tam, werbel, bęben basowy). Dużo tu humoru – co jakiś czas słyszymy na przykład dowcipne ostinato fagotu à la Prokofiew. Słucha się tej muzyki bardzo przyjemnie – jest lekka, melodyjna, brzmi przejrzyście i efektownie – ale arcydziełem Koncert skrzypcowy Różyckiego zdecydowanie nie jest. I chyba w założeniu nie miał nim być. Roman Jasiński pisał o jego twórczości w swoich wspomnieniach, że dostarczał publiczności „jeśli nie głębszych wzruszeń, to przynajmniej godziwej rozrywki”. Coś w tym jest! Wawrowski wykonuje tę kompozycję z werwą, zaangażowaniem i uczuciem.

Koncert Czajkowskiego należy do najczęściej wykonywanych i nagrywanych dzieł na skrzypce i orkiestrę. Jeśli więc chodzi o nagrania to konkurencja na rynku fonograficznym jest ogromna. Czy interpretacja Wawrowskiego jest w stanie przebić się przez nagrania Kogana, Ojstracha czy Mutter? Zagrana jest starannie i z wyczuciem, ale trochę nazbyt ostrożnie, przez co trudno uznać tę kreację za porywającą. Solista ciekawie różnicuje tempo w pierwszej części, a drugą wyśpiewuje zupełnie naturalnie i bez afektacji, co zaliczyć trzeba na plus. Skoczny i energiczny finał grany jest dość ostrożnie i bez ognia. Niestety orkiestra nie wypada dobrze – jej brzmieniu w tutti wyraźnie brakuje blasku, a ataki są mało zdecydowane.

Główną atrakcją płyty jest Koncert Różyckiego, którego na pewno warto wysłuchać aby wyrobić sobie o nim własne zdanie. Jeśli nie jest to utwór wybitny, to na pewno dobry. Dołącza on tym samym do innych koncertów skrzypcowych napisanych przez innych polskich twórców należących do tego samego pokolenia – Emila Młynarskiego, Mieczysława Karłowicza czy, last but not least, Karola Szymanowskiego. Interpretacja utworu Czajkowskiego raczej nie wzbudzi większego zainteresowania tych, którzy mają już na półce kilka płyt z nagraniem tego Koncertu.

 

Phoenix

Ludomir Różycki
Koncert skrzypcowy op. 70

Piotr Czajkowski
Koncert skrzypcowy D-dur op. 35

Royal Philharmonic Orchestra
Janusz Wawrowski
– skrzypce
Grzegorz Nowak – dyrygent

Warner

One thought on “Janusz Wawrowski. Phoenix

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.