Maksymiuk. Perfectionist

Jerzy Maksymiuk to artysta wyjątkowy. Do legendy przeszedł już zarówno jego perfekcjonizm i pracoholizm, jak i szybkie tempa, w jakich prowadzi poszczególne utwory, a także przywiązanie do wydobywania najdrobniejszych detali wykonywanych dzieł. Artystę otacza pewna bardzo specyficzna aura artystowskiego chaosu. Rozmowa z Maksymiukiem nie jest łatwa. Na pytania odpowiada drogą okrężną, zawsze pogrążając się po drodze w kolejnych dygresjach. Jednak kiedy przychodzi do wykonywania muzyki – staje się konkretny i niezwykle wymagający. Wszyscy znają go jako dyrygenta, twórcę sukcesu Polskiej Orkiestry Kameralnej (która przekształciła się później w orkiestrę Sinfonia Varsovia) ale warto pamiętać, że Maksymiuk jest także pianistą i kompozytorem. Wydany kilka dni temu nakładem Sinfonia Varsovia album Maksymiuk. Perfectionist pozwala spojrzeć na tę niezwykłą postać zarówno z perspektywy dyrygenta, jak też właśnie kompozytora i pianisty. Nagrania zrealizowano w sierpniu i wrześniu 2020 roku.

Na początek otrzymujemy dwa preludia ukochanego przez artystę Debussy’ego, zaaranżowane przez Maksymiuka na orkiestrę smyczkową. To Dziewczyna o włosach jak lenKroki na śniegu. Oba utwory potraktowane zostały z czułością. Grane są wspaniale, delikatnie i z uczuciem, ale też, co ważniejsze – z wyczuciem, które sprawia że interpretacje nie popadają w czułostkowość. Przepięknie brzmią delikatne, ciche tryle dodane na końcu pierwszego z nich. Przeszywające, zimne flażolety i tremola plastycznie oddające nastrój zimowej izolacji w Krokach na śniegu. Dominuje tu wrażenie nierealności i oniryczności, które świetnie oddaje emocjonalny klimat fortepianowych oryginałów.

Fantazja na tematy Thomasa Tallisa Ralpha Vaughana Williamsa grana jest bardzo szybko, trwa tu bowiem niewiele ponad 14 minut (a czas trwania tego dzieła to zazwyczaj 16-17 minut). Całkiem słusznie Maksymiuk skoncentrował się tu na eksponowaniu śpiewnej melodyki. Dźwięk Sinfonii Varsovii jest dość cienki, co pomaga uwypuklić wiele detali faktury i sprawia że dzieło angielskiego kompozytora brzmi przejrzyście, choć momentami mogłoby być bardziej dramatyczne. Narracja rozwija się naturalnie i potoczyście, ale brak jej wybuchowej wyrazistości znanej z innych nagrań, a ataki orkiestry są dość miękkie. Kulminacja jest może zbyt delikatna (w czym przypomina nagranie Marrinera), ale interpretacji Maksymiuka nie można odmówić konsekwencji. Jest to swoisty hołd dla muzyki angielskiej, złożony przez artystę, który od 1983 roku był przecież szefem artystycznym BBC Scottish Symphony Orchestra.

Koncert skrzypcowy Andrzeja Panufnika powstał na zamówienie Yehudi Menuhina, wieloletniego pierwszego dyrygenta gościnnego Sinfonia Varsovia. Nie jest to pierwsze nagranie tego dzieła w dorobku Maksymiuka – zarejestrował je już wcześniej z Wandą Wiłkomirską. To paradoksalny utwór. Jest jednocześnie ciepły i surowy, a kompozytor bardziej skupił się na wydobyciu śpiewnych melodii niż na podkreśleniu wirtuozerii solowego instrumentu. Partię solową wykonuje w tym nowym nagraniu Jakub Haufa. Dzieło brzmi klarownie i dość lakonicznie. Nikt tu nie szarżuje z ekspresją i nikt niczego nie wyolbrzymia. Maksymiuk akompaniuje dyskretnie, a solista wykonuje swoją partię spokojnie, rzeczowo, ale jednocześnie delikatnie i z odpowiednią dawką marzycielstwa. Tempa są szybsze niż w nagraniu z Wiłkomirską, ale nie na tyle szybkie aby utwór był zagoniony.

Liście gdzieniegdzie spadające to dzieło samego Maksymiuka, napisane w 2011 roku. Przeznaczone jest na orkiestrę kameralną i fortepian – partię tę wykonuje tu sam kompozytor. Tytuł wziął się od sposobu, w jaki swe dzieła tytułował Debussy. Zapytany o źródła inspiracji Autor przyznał: „autentycznie lubię jesień, kiedy spadają liście, moje myśli stają się bogatsze i ważniejsze”. Jest to muzyka elegijna, subtelna, pełna pięknych niuansów kolorystycznych, momentami podszyta niepokojem. Początek z charakterystyczną nutą pedałową jest statyczny i tajemniczy, później tempo ożywia się i muzyka staje się bardziej niespokojna, na koniec zaś muzyka zamiera w ciszy, z której wyłaniają się głosy solowych instrumentów smyczkowych, powraca tu też znany już burdon. To dzieło melancholijne, ale jednocześnie pełne uroku. Wykonane tu jest przepięknie.

Album wieńczy Orawa Wojciecha Kilara. Interpretacja Maksymiuka to absolutne mistrzostwo świata. Nie słyszałem chyba lepszego wykonania tego zgranego przecież do imentu dzieła. Sukces Maksymiuka polega na niezwykle udanym, porywającym połączeniu ze sobą pozornie nieprzystających do siebie elementów. Mamy tu z jednej strony niezwykłą potoczystość i płynność narracji, z drugiej zaś strony ostrą, brutalną rytmikę. Nie jest to jednak bezmyślne, wystukane realizowanie powtarzanego raz za razem ostinata – jest ono włączone w organicznie rozwijającą się formę dzieła, która rozwija się na jednym oddechu. Wspaniała jest ostra, wyrazista artykulacja zespołu, który gra tu w sposób tak zwarty, że brzmi jak jeden organizm. Kapitalne wykonanie!

Piękny album i jednocześnie bardzo poruszający hołd złożony jednemu z najwybitniejszych działających obecnie polskich dyrygentów. Sam Maestro jest z tej płyty dumny, a taryfy ulgowej przecież sobie nie daje. Bardzo gorąco polecam!

 

Maksymiuk. Perfectionist

Claude Debussy, aranżacja
Dziewczyna o włosach jak len
Kroki na śniegu

Ralph Vaughan Williams
Fantazja na tematy Thomasa Tallisa na dwie orkiestry smyczkowe

Andrzej Panufnik
Koncert na skrzypce i orkiestrę smyczkową*

Jerzy Maksymiuk
Liście gdzieniegdzie spadające na orkiestrę kameralną i fortepian

Wojciech Kilar 
Orawa

Sinfonia Varsovia
Jakub Haufa – skrzypce*

Jerzy Maksymiuk – dyrygent

Sinfonia Varsovia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.