Seong-Jin Cho – The Wanderer

Recitale, podczas których miałem okazję wysłuchać gry Seong-Jin Cho i albumy z jego nagraniami bywały bardzo różne. Zdarzało mi się pisać o jego grze niezbyt przychylnie (jak choćby TUTAJ), ale wychodziłem z założenia, że warto przyglądać się grze tego pianisty i obserwować, w którym kierunku się ona rozwija. Najnowszy album artysty, zatytułowany The Wanderer, zawiera dwa dzieła romantyczne i jedno wczesne, romantyzujące jeszcze dzieło XX-wiecznego awangardzisty.

Pierwszym utworem na płycie jest Fantazja C-dur Wędrowiec Franza Schuberta, nazwana tak dlatego, że każda z czterech części jest wariacją na temat pieśni Der Wanderer do słów Georga Philippa Schmidta von Lübecka. Wiersz mówi o arcyromantycznym poczuciu wyobcowania (co pojawi się też przecież w cyklu Winterereise), o poszukiwaniu szczęścia, które zawsze jest gdzie indziej, a liryk ten Schubert umuzycznił w sposób genialny. Jak wypada owo dzieło w nowym nagraniu Koreańczyka? Świetnie! Jest tu dużo (ale nie za dużo) energii, jest brawura, śmiałość i jednocześnie znakomita kontrola nad instrumentem i panowanie nad brzmieniem, które nigdy nie jest zbyt ostre. Przeciwnie, nawet w najbardziej huraganowych odcinkach jest jakaś miękkość i pastelowość barwy, która najpełniej dochodzi do głosu w przepięknie zagranej, powolnej części drugiej. Cho pokazuje, że stać go nie tylko na brawurę, ale także na niespieszne, czułe i finezyjne prowadzenie kantyleny. Brawura powraca w części trzeciej, ale Cho nie szarżuje, gra starannie i z wyobraźnią, eksponując piękne brzmienie. Tak samo dzieje się w części czwartej, której słucha się z wielką przyjemnością i w której wszystko jest na swoim miejscu. To Wędrowiec grany con amore, z pasją, wyobraźnią i wrażliwością, dźwiękiem szlachetnym, miękkim i głębokim.

Alban Berg, choć był jednym z muzycznych radykałów i uczniów twórcy dodekafonii, Arnolda Schönberga, to umiał wszak w muzyce swej zachować romantyczny liryzm i uczuciowość. To właśnie te elementy podkreśla w swym wykonaniu króciutkiej, wczesnej (opublikowano ją gdy autor liczył sobie 25 wiosen) Sonaty op. 1 Cho. Faktura jest gęsta, a w warstwie harmonicznej dużo tu chromatyki i jaskrawych momentami dysonansów, ale pod palcami koreańskiego pianisty muzyka ta brzmi czule, delikatnie i romantycznie. Dekadencki nastrój tego dzieła jest więc odrobinę złagodzony, ale jakoś to do niego pasuje i nie przeszkadza w odbiorze, sprawiając że słucha się tej niełatwej przecież muzyki niby jakiegoś opromienionego księżycowym światłem nokturnu.

Cho przechodzi następnie do Sonaty h-moll Ferenca Liszta, najbardziej monumentalnej ze wszystkich romantycznych sonat, utrzymanej przy tym w tej samej tonacji co poprzedzające ją dzieło Berga. Narracja rozwija się początkowo nieśmiało, później jednak nabiera rozmachu i głębi emocjonalnej. Cho kapitalnie ukazuje wieloaspektowość tego utworu. Jest tu heroizm, brawura i wielki rozmach, są też momenty poetyckiego wyciszenia. Wszystko ponownie grane dźwiękiem miękkim, nośnym i dźwięcznym w forte, czule delikatnym i aksamitnym w piano. Pianista panuje nad rozbudowaną formą Sonaty, doskonale wie dokąd muzyka podąża i jak modulować tempem i dynamiką, aby osiągnąć pożądany efekt. Kapitalne, świetnie wyczute i doskonale przemyślane jest zakończenie – głęboko satysfakcjonujące, dające poczucie wytchnienia i zakończenia długiej, epickiej wędrówki.

To chyba najbardziej udany ze wszystkich dotychczasowych albumów Seong-Jin Cho. Dobrze pokazuje jak artysta rozwija się i dojrzewa, interpretując coraz to nowe dzieła. Aż korci, żeby posłuchać go jeszcze w późnych utworach Liszta. Oby po nie sięgnął!

 

The Wanderer

Franz Schubert
Fantazja C-dur Wędrowiec D 760

Alban Berg
Sonata fortepianowa op. 1

Ferenc Liszt
Sonata h-moll

Seong-Jin Cho – fortepian

Deutsche Grammophon

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.