Sibelius i duchy lasu – o Tapioli, część druga

Drugie spotkanie z Tapiolą to okazja do poznania kilku zaskakujących interpretacji tego utworu. Przyjrzymy się nagraniom Sir Thomasa Beechama, dyrygenta zaprzyjaźnionego z kompozytorem, znanego z wykonań jego utworów. Na przykładzie fińskiego dyrygenta Paavo Berglunda, kolejnego znanego interpretatora dzieł Sibeliusa przekonamy się, że nie wszystko złoto, co się świeci. Pewnym zaskoczeniem mogą być nagrania Sir Adriana Boulta i Ernesta Ansermeta, a wisienką na szczycie tortu jest rejestracja Hansa Rosbauda. Ten ostatni dyrygent jest dziś prawie kompletnie zapomniany, a szkoda, bo nagrania pozostawił bardzo wartościowe. Zacznijmy jednak od Anglików.


51Njg+GQU-L

 

 

Sir Thomas Beecham pozostawił po sobie aż cztery nagrania. Udało mi się dotrzeć do trzech z nich. Pierwsze z nich, studyjne, wydało mi się po latach lepsze niż wtedy, kiedy słuchałem go po raz pierwszy wiele lat temu. Tym, co najbardziej zwraca uwagę, jest staranny utrzymywany balans pomiędzy grupami instrumentów i równie staranne ich wydobywanie w odpowiednich momentach. Prawdziwie magicznie brzmi akompaniament pizzicato smyczków po potężnym burzowym epizodzie, kontrapunktowany tematem drewna i melodią drugich skrzypiec:

 

Dziwnie brzmi zakończenie. Zamiast oddzielonych od siebie oddechów smyczków mamy tu raczej krótkie, ostre szarpnięcia. Posłuchajcie i porównajcie sobie z interpretacją Kusewickiego:

 

Mam z tym nagraniem problem. Wydaje mi się, że Beecham zbyt skupił się na pokazaniu formy swojej nowej świetnej orkiestry niż na zagłębieniu się w to, co pomiędzy wierszami. Stąd bierze się, przynajmniej u mnie, pewien niedosyt. Ani to nagranie gwałtowne, jak Kusewickiego, ani medytacyjne… Takie middle of the road. Sibelius miał inne zdanie – przysłał Sir Thomasowi telegram, w którym nie krył entuzjazmu dla tej rejestracji. Kompozytor napisał: Have just listened your brilliant very interesting strongly personal interpretation. Admiration. Thanks.

 

Sir Thomas Beecham, Royal Philharmonic Orchestra, 1946, 17:52, Classica D’oro

Niestety nagranie w linku jest ucięte na końcu.

 

7173O4Aq--L._SL1300_

 

 

 

 

 

Również następne nagranie Beechama wydaje się wybrakowane. Przeszkadza płaski, mało przestrzenny dźwięk (pierwsza Tapiola w stereo!). Posłuchajcie fragmentu z początku utworu, tego samego, który pojawił się wcześniej w interpretacji Kajanusa:

 

Podobają się za to ostre i jakby ucięte nożem wejścia blachy w kulminacjach i ciekawa gra z barwą brzmienia orkiestry. Bardzo dramatycznie wypada epizod tremolo, posłuchajcie:

 

A jednak nie mogłem się pozbyć wrażenia, że wykonanie jest pobieżne i że Beechama stać na więcej…

Sir Thomas Beecham, Royal Philharmonic Orchestra, 1955, 18’00, Warner

 

 

51yo-T82XkL

Całe szczęście mamy jeszcze jedno nagranie Beechama, tym razem koncertowe. Pomimo, że zasadnicza koncepcja i tempa są niemal identycznie jak w dwóch poprzednich nagraniach – to jest tu też jakieś magiczne coś, co sprawia, że słucha się tego wykonania z zapartym tchem, a po plecach biegają stada oszalałych mrówek. Również dźwięk, pomimo warunków koncertowych i hałasującej momentami publiczności, jest bardzo dobry – przestrzenny i głęboki. Ale w tym nagraniu słychać coś, czego brakuje w innych rejestrajcach Beechama – głębokie zaangażowanie i napięcie, które nie słabnie ani na moment. Również struktura utworu jest tu bardzo dobrze podkreślona, zapewne poprzez brak studyjnych cięć. I nawet urywane zakończenie jakoś nie przeszkadza i wpisuje się w całość interpretacji. To jedna z najlepszych Tapiol, jakie słyszałem. Posłuchajcie, jakie piękne dźwięki Beecham wydobywa ze smyczków:

 

Posłuchajcie też kulminacji całego utworu. Jest piorunująca i poruszająca do głębi:

 

Sir Thomas Beecham, Royal Philharmonic Orchestra, 1955, 17:03, BBC Legends

 

 

51swlY73Q4L

 

Czwarte nagranie również jest koncertowe – pochodzi z 1954 roku, kiedy mikrofony uchwyciły Beechama w pracy z Helsinki Philharmonic Orchestra. Nagranie wydała firma Ondine, ale nie udało mi się do niego dotrzeć.

 

 

 

 

 

51yo+ALqDsL._SS280

 

 

Innym Anglikiem, który sięgnął po Tapiolę był Sir Adrian Boult, ale jego rejestracji brak wyczucia stylu i atmosfery, która powinna charakteryzować ten utwór. Boulta miałem przez bardzo długi czas za raczej obojętnego kapelmistrza i choć jego Tapiola ma kilka dobrych momentów, to jest też momentami zaskakująco mało subtelna. W wielu momentach przydałoby bardziej przyjrzeć się niektórym detalom, wczuć w klimat. Tutaj tego brak. Posłuchajcie pierwszego burzowego epizodu. Żadnego dreszczu, żadnego wzrostu napięcia:

 

Sir Adrian Boult, London Philharmonic Orchestra, 1956, 18:07, Somm

 

 

51CezB8-uzL._SS280

 

Na szybkie tempa postawił Paavo Berglund. Rezultat wzbudził u mnie mieszane uczucia. Interpretacja wydała mi się powierzchowna, a brzmienie orkiestry – nieprzyjemnie zbite, matowe i mało selektywne. W tym wypadku szybkie tempa nie przełożyły się też na dramatyzm wykonania. Miałem wrażenie, że Berglund chciał mieć z głowy sesję nagraniową, a im szybciej – tym lepiej. Klimatu grozy i tajemnicy się tu nie uświadczy. Posłuchajcie jak fiński dyrygent rozpoczyna swoją interpretację:

 

To fragment, który był przed chwilą w wykonaniu koncertowym Beechama. Berglund brzmi powierzchownie:

 

Paavo Berglund, Helsinki Philharmonic Orchestra, 1987, 14:52, Warner

 

225906

Absolutnie niesamowite jest nagranie Hansa Rosbauda. To dowód na to, że wielka orkiestra symfoniczna jest w stanie zabrzmieć jak zespół kameralny. Rosbaud zauważa każde wejście każdego instrumentu, a selektywność i jakość brzmienia (pomimo dźwięku mono!) sprawia, że słucha się tej Tapioli tak, jakby ktoś prześwietlił partyturę rentgenem. A przy tym jest to interpretacja intensywna, zaangażowana i dramatyczna. Ale jest jeszcze coś, co sprawia, że jest jeszcze bardziej intrygujące i niezwykłe – Rosbaud prowadzi orkiestrę w powolnym tempie, co sprawia, że znajduje perfekcyjny balans pomiędzy precyzją, napięciem a refleksyjnością. Zawsze z ochotą wracam do tego nagrania i znajduję w nim coś nowego. Takiej jakości gry orkiestry mogłoby Rosbaudowi pozazdrościć wielu innych, bardziej rozreklamowanych (a raczej – przereklamowanych) dyrygentów. Posłuchajcie fragmentu z początku utworu, którego mogliście posłuchać wcześniej w interpretacji Beecham z 1955 roku. U Rosbauda brzmi ostro i gwałtownie:

 

W absolutnie niezwykły sposób brzmi scena burzy. Rosbaud wyciąga z orkiestry zaskakujące, bardzo nieoczywiste kombinacje instrumentów. Zwrócicie uwagę na skowyczące smyczki:

 

Posłuchajcie też jeszcze raz zakończenia. Jest kompletnie odmienne od tego Beechama, ale niemniej przejmujące:

 

Hans Rosbaud, Berliner Philharmoniker, 1957, 18:25, Deutsche Grammophon

 

 

51WUbYIEC+LErnest Ansermet nie jest dyrygentem kojarzonym z muzyką Sibeliusa, dlatego zdziwiłem się, kiedy zobaczyłem wśród jego nagrań  Tapiolę. Jego interpretacja jest dużo lepsza niż sądziłem. Przede wszystkim jest klarowna i niezwykle dobrze zbalansowana pod kątem współbrzmienia różnych grup instrumentów. Jednak przyznam szczerze, że miałem dotąd Ansermeta za dyrygenta raczej zimnego i analitycznego, który nie angażował się w wykonywaną muzykę. Teraz muszę zmienić zdanie – jego Tapiola, oprócz świetnego ustawienia balansu, jest też dramatyczna i niespodziewanie nordycka w wyrazie. Bardzo miła niespodzianka! Ale też dramatyzm Ansermeta jest zawsze w dobrym guście, bez zbędnej histerii i bez nadużywania orkiestry. Smyczki brzmią miejscami dość cienko, ale za to drewno jest bardzo charakterne i zadziorne, zwłaszcza w szybkich epizodach. Posłuchajcie tego fragmentu z początku utworu:

 

A to fragment z dalszej części utworu. Zwróćcie uwagę na przepiękną solówkę rożka angielskiego. Porównajcie ten fragment z nagraniem Boulta i przekonajcie się, o ile więcej ciekawych odcieni wyciąga ze swojej orkiestry Ansermet:

 

Ernest Ansermet, Orchestre de la Suisse Romande, 1963, 16:23, Decca

 

 

Co będzie w następnej, ostatniej już części Tapioli? Kilka wykonań nieszczególnie cenionego przeze mnie dyrygenta, który mnie bardzo zaskoczył, a także kilka wykonań dyrygentów skandynawskich. Jak zwykle – największe niespodzianki zostawiam na koniec… 😉

Related Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.