Sinfonietta Leoša Janáčka – część druga

 

 

Pisząc o muzyce Leoša Janáčka nie sposób pominąć interpretacji Karela Ančerla. Kapelmistrz ten zarejestrował swoją wersję w 1961 roku z Czech Philharmonic Orchestra, której szefował w latach 1950-1968. Otwierające dzieło Fanfary grane są wartko, piękną barwą. Można by uczynić na siłę Ančerlowi zarzut, że kontrast pomiędzy allegrettoallegro mógłby być silniejszy, ale wizja czeskiego dyrygenta jest spójna, wartka i potoczysta:

Na samym początku części drugiej staje się jasne, że ogromną zaletą tego nagrania jest rewelacyjne, charakterne i dźwięczne brzmienie sekcji drewna. Tempo jest wartkie, przez co czuć tu wyraźną, żywą pulsację rytmiczną:

Klasztor także zagrany jest wybornie. Ančerl stworzył interpretację wyraźnie antyromantyczną, a dźwięk jego orkiestry jest przejrzysty i selektywny. Nie jest to ciężkie i ciepłe brzmienie znane choćby z interpretacji Tennstedta. Rewelacyjnie wypadają solówki wszystkich dętych drewnianych – rożka angielskiego, oboju, szybkie przebiegi fletów czy to co mają do wygrania klarnety:

Także solówka trąbki w Ulicy wypada znakomicie, a dyrygent prowadzi ten odcinek wartko i nie sili się (słusznie!) na mocne akcentowanie zmian tempa pomiędzy poszczególnymi odcinkami.

Finał prowadzony jest konsekwentnie, w szybkich tempach, a gra orkiestry również i tutaj nie rozczarowuje. Piękne są prowadzone przejrzyście i z energią odcinki tutti. Świetne wrażenie robi pewny, mocny powrót fanfar:

Piękna wersja tego utworu, którą można polecić z czystym sumieniem.

Karel Ančerl, Czech Philharmonic Orchestra, 1961, I – 2:12, II – 5:24, III – 4:43, IV – 2:44, V – 6:38 [22:05], Supraphon

 

Pewnie najbardziej znanym czeskim kapelmistrzem popularyzującym twórczość Janáčka poza Czechami był Rafael Kubelik, który zarejestrował Sinfoniettę dla Deutsche Grammophone z Symphonieorchester des Bayerischen Rundfunks na początku lat 70. ubiegłego wieku. Kubelik także przyjął tu wartkie tempa, jednak jakość dźwięku jest tu gorsza niż w nagraniu Ančerla – jest on płaski i mało przestrzenny. Fanfary są odpowiednio hałaśliwe, a kotły ostre, ale całość pozostawia wrażenie niedosytu.
W Zamku akcja toczy się wartko potoczyście, ale brak tu tego wyczucia idiomu, który mają czeskie orkiestry. Bawarczycy pozornie świetnie tu wszystko realizują, ale nie słychać, że to „ich” kompozytor. Niemniej jednak grają przejrzyście, a Kubelik dobrze wie jak unerwić muzykę i podkreślić jej walory. Pięknie w drugiej części brzmi harfa i ostre, wyraziste smyczki.
Początek Klasztoru jest miło rozkołysany, płynie też w dość wartkim tempie. Także tutaj smyczki brzmią pięknie, jedwabiście i łagodnie. Kubelik dobrze uchwycił zmianę nastroju i tempa przy przejściu do szybszego tempa. Dobre dzwony! Zakończenie brzmi miło i lirycznie, ale nie jest przerysowane.
Ulica jak to ulica – hałaśliwa i krzykliwa, ze świetną, ostrą artykulacją smyczków.

Ratusz rozpoczyna się powoli, lirycznie i nieśmiało, ożywienie wprowadzają szybkie przebiegi smyczków. Później instrumenty te wprowadzają dużo ruchu w niskim rejestrze, co pomaga utrzymać napięcie w bardziej śpiewnych odcinkach. Później jednak tempo znacznie przyspiesza, a całość kończy się ekscytującym pandemonium, które byłoby jeszcze lepsze, gdyby było lepiej nagrane. Pozostaje niedosyt!

Rafael Kubelik, Symphonieorchester des Bayerischen Rundfunks, 1971, I – 2:15, II – 5:23, III – 4:59, IV – 2:37, V – 6:38 [21:15], Deutsche Grammophon

 

Słuchający mają do dyspozycji także rejestrację koncertową Kubelika i Bawarczyków, wydaną przez firmę Orfeo. Początek nie jest obiecujący – blacha brzmi nieśmiało i miękko, a uderzeniom kotłów brak impetu i energii. Nie dzieje się w tej interpretacji pierwszej części nic wyjątkowego, chociaż pod koniec brzmienie nabiera więcej blasku. Drugie ogniwo prowadzone jest wartko i energicznie, ale tutaj brzmienie zdaje się przytłumione. Dobrze brzmią jedynie odcinki w wolnym tempie, gdzie miękkość brzmienia lepiej pasuje. Klasztor jest dobrze skontrastowany pod względem wyrazu poszczególnych odcinków, ale także tutaj brakuje iskry, wszystko jest stanowczo zbyt grzeczne i eleganckie. To samo tyczy się interpretacji Ulicy, w której co prawda tempo jest wartkie, niby żywy puls jest, ale wszystko jest zbyt miękkie i łagodne, zaskakuje też przytrzymany nieco ostatni akord blachy. Flety rozpoczynają część piątą lirycznie i łagodnie, Kubelik doskonale wydobył też w tym miejscu partię klarnetów z tła. Później w partii tych ostatnich instrumentów usłyszeć można efektowne i dramatyczne crescenda, których nie słyszałem w żadnej innej interpretacji tego dzieła. Później napięcie rośnie powoli i dopiero pod sam koniec tego ogniwa osiąga jaki taki poziom. Nie ukrywam że w porównaniu z wcześniejszą interpretacją dyrygenta ta jego wizja utworu wydała mi się blada i nieciekawa.

Rafael Kubelik, Symphonieorchester des Bayerischen Rundfunks, 1981, I – 2:19, II – 5:44, III – 5:23, IV – 2:45, V – 7:34 [23:47], Orfeo

 

Istnieje także co najmniej jeszcze jedno nagranie Sinfonietty pod batutą Kubelika, zarejestrowane w 1955 roku z Wiener Philharmoniker. O tej orkiestrze, tak samo jak o Bawarczykach, nie sposób powiedzieć, aby miała jakieś większe (o ile w ogóle jakiekolwiek) tradycje w graniu muzyki Janáčka. Nie można powiedzieć, aby jakość dźwięku była tu zbyt dobra. Pierwsza część płynie szybko i bez ociągania, chociaż orkiestra gra tę dziką muzykę dość spokojnie i bez większej ekscytacji. Zamek wypada lepiej, a duża w tym zasługa starannej gry dętych drewnianych. Kubelik trzyma tu wartkie tempo, co także liczy się na plus. Początek następnego ogniwa grany jest przez smyczki zaskakująco ekspresyjnie, ogniście i namiętnie. Przejście do sekcji Con moto jest bardzo wyraziste, szybkie, ze znakomicie wykonanymi partiami fletów. Muzykom wiedeńskiej orkiestry świetnie udało się uchwycić rozwichrzony charakter tego dzieła.
Ulicy, podobnie jak w studyjnym nagraniu z Bawarczykami, zwraca uwagę ostra artykulacja smyczków, a także fakt, że Kubelik zastąpił dzwony… dzwonkami. Nie była to dobra decyzja!
W ostatniej części czeskiemu dyrygentowi, podobnie jak wcześniej Klempererowi, udało się uchwycić pełen namiętności charakter pierwszego acceleranda. Później narracja rozwija się bardzo dynamicznie, co znakomicie podkreśla charakter muzyki.
Pod względem interpretacyjnym to bez wątpienia najciekawsza interpretacja Sinfonietty pod batutą Kubelika jaką słyszałem!

Rafael Kubelik, Wiener Philharmoniker, 1955, I – 2:03, II – 5:15, III – 4:45, IV – 2:34, V – 6:25 [21:08], Andromeda

 

Do wybitnych czeskich dyrygentów należał także zmarły kilka lat temu Jiří Bělohlávek, wieloletni szef Czech Philharmonia Orchestra. Był dyrygentem zrównoważonym, trzymającym się ram wyznaczonych przez kompozytora. Jego pierwsze nagranie tego dzieła pochodzi z 1990 roku, a zarejestrowane zostało dla wytwórni Chandos. Chociaż Fanfary rozpoczynają się dosyć powoli, to ucho pieści piękna barwa brzmienia sekcji blachy, rozkołysany rytm, a także staranna kontrola dynamiki zespołu. Znakomity jest dźwięk – naturalny i przestrzenny, z ładnym pogłosem. Nie jest to może Janáčka najbardziej rozwichrzony i najbardziej dynamiczny, ale wszystko jest tu na swoim miejscu.

Zamku zwracają uwagę świetnie uchwycone detale w rodzaju rozbrzmiewających w tle talerzy:

Dobór temp jest idealny – muzyka płynie naturalnie, zachowuje swój niepowtarzalny charakter, nie jest sztucznie przyspieszana ani zwalniana. Bělohlávek pozwala aby mówiła sama za siebie.
Klasztorze zwraca uwagę świetne, barwne i stylowe brzmienie sekcji blachy:

Także tutaj rozbrzmiewają dzwonki zamiast dzwonów. Wszystkie sekcje orkiestry są ze sobą doskonale zbalansowane, tworząc wielobarwną mozaikę, w której ważny jest każdy z należących do niej elementów.
Nie będzie żadnym zaskoczeniem, że blacha w Ulicy brzmi znakomicie, a uwagę zwraca tu przede wszystkim trąbka:

Ostatnia część jest bardzo satysfakcjonująca. Kapitalnie brzmią solówki klarnetu:

W odcinkach tutti ponownie zwraca uwagę harmonijne połączenie ze sobą wszystkich elementów. Nikt tu nikogo nie zagłusza i z nikim się nie przekrzykuje. Świetna interpretacja, dobrze oddająca charakter dzieła Janáčka, a też znakomicie zagrana i nagrana.

Jiří Bělohlávek, Czech Philharmonic Orchestra, 1990, I – 2:19, II – 5:48, III – 5:07, IV – 2:45, V – 7:01 [23:13], Chandos

 

Sinfonietta Janáčka była także ostatnim utworem nagranym przez Bělohlávka w 2017 roku. Recenzowałem już ten album (link TUTAJ), nadmienię więc tylko że w porównaniu z pierwszym nagranie tego dyrygenta nie wypada wcale gorzej, a pod pewnymi względami nawet lepiej. Fanfary są dość ostrożne, Zamek kapitalny, ze świetnym drewnem i charakternymi, barwnymi wtrąceniami blachy. Następna część jest rozkołysana i liryczna, z pięknym, miękkim śpiewem smyczków i tak samo urokliwą solówką oboju altowego. W Ulicy zwraca uwagę świetnie uchwycone pizzicato w akompaniamencie i tryl klarnetu w zakończeniu. W Ratuszu jest okazja usłyszenia kontrapunktów, które w innych wykonaniach gdzieś umykają. Rytmy nie są tak ostre, ale nagranie wynagradza to krystaliczną przejrzystością, barwnością, soczystością i ciepłem brzmienia. To piękna interpretacja.

Jiří Bělohlávek, Czech Philharmonic Orchestra, 2017, I – 2:18, II – 5:47, III – 5:01, IV – 2:49, V – 6:59 [22:54], Decca

 

Warto odnotować, że także polscy wykonawcy mają na koncie nagranie Sinfonietty. Odpowiedzialny jest za nie Antoni Wit, który zarejestrował utwór Janáčka  z Orkiestrą Filharmonii Narodowej dla firmy Naxos. Rozpoczęcie jest udane pod względem barwy i czytelności prowadzenia narracji, jednak brzmi grzecznie i zachowawczo. Zdecydowanie ciekawsze jest rozpoczęcie części drugiej, z dobrze, wyraziście brzmiącymi puzonami grającymi con sordino. Jednak później narracja jest dość spokojna, mało wybuchowa i mało gwałtowna. Są tu oczywiście także ładne i dobrze wyczute momenty, jak np. ten w którym Wit wydobywa z brzmienia harfę, jednak już następujące chwilę później zakończenie jest dość słabe i niedograne.

Klasztor prowadzony jest czytelnie, miękko i jedwabiście brzmi śpiew smyczków, jednak w szybszych epizodach trudno doszukać się cholerycznego rozgorączkowania tak typowego dla dzieł tego kompozytora. Ładnie brzmi Ulica, choć nie powiem żeby robiła większe wrażenie czy zapadała bardziej w pamięć. Ostatnie ogniwo jest dobrze rozplanowane, ale, podobanie jak cała ta realizacja, na tle innych nagrań niczym szczególnym się nie wyróżnia. To interpretacja grzeczna, zachowawcza, pozbawiona polotu.

Antoni Wit, Orkiestra Filharmonii Narodowej, 2011, I – 2:21, II – 5:55, III – 5:05, IV – 2:52, V – 7:02 [23:10], Naxos

 

 

 

 

Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.