Szymon Komasa & Polish Love Story

Swoją pierwszą solową płytę baryton Szymon Komasa zdecydował się poświęcić muzyce polskiej. Podszedł przy tym do tematu w sposób uporządkowany, przedstawił bowiem dziewiętnaście pieśni dziewięciu kompozytorów w układzie chronologicznym. Mamy tu więc niejako historię polskiej wokalistyki w pigułce, a oprócz dzieł bardzo popularnych na krążku znalazły się także utwory mało znane. Ba! Mamy tu nawet premierę fonograficzną. Wszystkie utwory łączy tematyka miłosna, pokazywana jednak w rozmaitych odcieniach: czasem dramatycznych, czasem czułych, czasem dowcipnych i ironicznych.

Album zaczynają, co nie jest żadną niespodzianką, dwie pieśni Fryderyka Chopina: Dwojaki koniec i dramatyczne Precz z moich oczu. Napięcie wywołane przez ten drugi utwór jest umiejętnie rozładowane poprzez Dziada i babę Stanisława Moniuszki, pieśń w której miłość ukazana jest w przewrotny i niespodziewany sposób. Po nieco patetycznej O matko moja tego samego autora mamy trzy pieśni Stanisława Niewiadomskiego. To spore zaskoczenie i miła niespodzianka. Kompozytor ten dużo bardziej znany jest muzykologom jako jeden z najciekawszych i najbardziej temperamentnych krytyków muzycznych okresu dwudziestolecia międzywojennego. Pisał wybornie ale, niestety, gust miał straszliwie konserwatywny, więc w ostatecznym rozrachunku historia nie przyznała mu racji. Jego pieśni utrzymane są całkowicie w stylistyce romantycznej i żadnych wielkich niespodzianek tu nie uświadczymy. Spośród tych utworów najbardziej wyróżnia się potraktowany lekko i dowcipnie liryk Asnyka Między nami nic nie było. Dwie pieśni Mieczysława Karłowicza i dwa liryki wokalne Karola Szymanowskiego wprowadzają dekadencki nastrój.

Jednak to druga połowa płyty jest zdecydowanie ciekawsza pod względem muzycznym. Rozpoczynają ją dwie nieznane do tej pory słuchaczom wczesne pieśni Grażyny Bacewicz – delikatne, liryczne i nastrojowo romantyczne. Przepiękne są także Cztery sonety Tadeusza Bairda, w których kompozytor wykorzystał dzieła Williama Szekspira w tłumaczeniu Macieja Słomczyńskiego. Rewelacją są dwa ostatnie utwory. Pierwszy z nich to dramatyczna Tarantella Witolda Lutosławskiego z tekstem Hilaire’a Belloca, w której proces zapominania o ukochanej przedstawiony jest za pomocą coraz większego oddalania się od siebie partii głosu i fortepianu. Pieśń kończy się powolnym rozpływaniem się muzyki w ciszy, nicością i zapomnieniem. Wisienką na szczycie tortu jest Lament Hansa Pawła Mykietyna z opery Czarodziejska góra. Góra jest czarodziejska już z definicji, ale taka sama jest pogodna i melancholijna muzyka, jak i subtelne, pełne emocji wykonanie Komasy. Utwór urywa się niespodzianie, pozostawiając uczucie niedosytu.

Szkoda, że w albumie nie znalazły się teksty pieśni, bo słuch lubi czasem płatać figle(w pieśni Bacewicz Komasa śpiewa „trzy róże”, co usłyszałem najpierw jako „przy rurze”). Artysta dysponuje głębokim, niskim i jędrnym głosem, który dobrze pasuje do dzieł pełnych patosu i nasyconych emocjonalnie. W tych lżejszych (Dziad i baba) także jednak się sprawdza, a wokalista wykazuje się tu sporym poczuciem humoru i umiejętnie gra barwą. Album oceniam pozytywnie, głównie ze względu na dobrze pomyślaną konstrukcję i dbałość o umieszczenie na krążku także pozycji mniej znanych.

 

Polish Love Story

Fryderyk Chopin
Dwojaki koniec
Precz z moich oczu

Stanisław Moniuszko
Dziad i baba
O matko moja

Stanisław Niewiadomski
Gdybym się zmienił
Między nami nic nie było
Dwa słowa

Mieczysław Karłowicz
Z erotyków
Mów do mnie jeszcze

Karol Szymanowski
Czasem gdy długo na półsennie marzę
Tyś nie umarła

Grażyna Bacewicz
Róże
Samotność

Tadeusz Baird
Cztery sonety 

Witold Lutosławski
Tarantella

Paweł Mykietyn
Lament Hansa

Szymon Komasa – baryton
Oskar Jezior – fortepian

Warner Classics

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.