8 lipca 2016 roku ukazał się pierwszy wpis na moim blogu.
Gdy zakładałem Klasyczną Płytotekę, nie miałem biznesplanu, strategii rozwoju ani szczególnie ambitnych oczekiwań. Chciałem po prostu pisać o muzyce i płytach, które mnie interesowały. Dziś, dziesięć lat później, z pewnym zdumieniem patrzę na drogę, jaką przebył ten projekt — od niewielkiego bloga prowadzonego w wolnym czasie do miejsca, które stało się ważną częścią mojego życia zawodowego.
Od tego czasu ukazało się 792 wpisy, a blog stał się punktem wyjścia do wielu innych przedsięwzięć. Dzięki niemu poznałem mnóstwo interesujących ludzi, nawiązałem współpracę z instytucjami kultury i mediami, a także napisałem kilka książek. Gdybym w 2016 roku usłyszał, że za dekadę będę mógł powiedzieć coś takiego, zapewne uznałbym to za mało prawdopodobne.
Dlaczego zacząłem pisać? Miałem dużo pomysłów na swoje teksty, ale nie znajdowałem przestrzeni na realizację moich pomysłów w istniejących mediach. Postawiłem więc na niezależność i na stworzenie czegoś własnego. Zdawałem sobie sprawę, że to nisza niszy, bo będzie wiązać się z pisaniem długich i specjalistycznych tekstów, ale zawsze lubiłem chodzić pod prąd. Przez te dziesięć lat starałem się pisać przede wszystkim o tym, co sam chciałbym przeczytać i czego mi brakowało. Nie zawsze były to tematy najpopularniejsze, ale dzięki temu blog zachował charakter, który od początku uważałem za jego największą wartość.
Z początku plan był prosty – robić co jakiś czas przewodniki po nagraniach ulubionych utworów. Zaczęło się od Morza Debussy’ego, potem była Dziewiąta Dvořáka, Tapiola Sibeliusa, no a potem to już poszło. Do tej pory ukazały się przewodniki po nagraniach dwudziestu ośmiu utworów, łącznie 96 wpisów. Może się wydawać, że przy dekadzie to niewiele, ale są to zdecydowanie najbardziej czasochłonne z tekstów, które publikuję. Jeden wpis może oznaczać nawet kilkanaście godzin pracy – przesłuchanie nagrania, sprawdzanie detali w partyturze, wycinanie przykładów muzycznych, porównywanie ich z fragmentami innych nagrań… To wszystko zabiera mnóstwo czasu.
Niedługo później doszły recenzje płyt. Czy są one czasochłonne? To zależy. Jeśli piszę o utworze, który dobrze znam, to zorientowanie się, czy wykonanie jest dobre czy nie, nie zajmuje dużo czasu. Pewne rzeczy wychwytuje się bardzo szybko. Jeśli piszę o utworze, który znam słabo, zazwyczaj nie poprzestaję na wysłuchaniu jednej płyty, ale sięgam też po inne rejestracje. Porównuję, starając się uchwycić zarówno detale, jak i ogólny zarys koncepcji (o ile takowa istnieje). Ale są też utwory tak niszowe, że ich nagrania są rzadkością – wtedy trzeba zdać się na intuicję. W najbliższym czasie planuję recenzje nowego albumu Łukasza Borowicza z muzyką Janáčka, boxu z symfoniami Martinů pod batutą Jakuba Hrůšy, kompletu symfonii Mahlera w wykonaniu Semyona Bychkova, nowego albumu Manfreda Honecka z Dziewiątą Dvořáka oraz „nowego” – bo wydobytego z archiwum – nagrania Szeherezady Rimskiego-Korsakowa pod batutą Thomasa Beechama.
Oczywiście są też relacje z koncertów. Te zazwyczaj powstają najszybciej, staram się bowiem swoje wrażenia spisywać jak najszybciej, zanim ulecą. Wysłuchałem wielu artystów, których występy mogę polecić w ciemno. Thomas Adès, Martha Argerich, Łukasz Borowicz, Riccardo Chailly, Myung-Whun Chung, Vilde Frang, Boris Giltburg, Augustin Hadelich, Manfred Honeck, Neeme Järvi, Vladimir Jurowski, Alexandre Kantorow, Bruce Liu, Marc Minkowski, Antonio Pappano, Leonard Slatkin, Yaroslav Shemet, Maxim Vengerov i Arcadi Volodos – ich wykonania zrobiły na mnie największe wrażenie. W czasie wyjazdów dotarłem do Londynu, Berlina, Lipska, Drezna, Pragi, Brna, Wiednia, Budapesztu, Bukaresztu, Aarhus, Kopenhagi, Parnawy czy Tallina.
Mimo tych wszystkich wyjazdów lista miejsc i artystów, których chciałbym jeszcze usłyszeć, pozostaje długa. Chyba najbardziej chciałbym zawitać w końcu do Concertgebouw, bo to miejsce to kawał legendy. Kogo chciałbym usłyszeć na żywo? Teodora Currentzisa, Julię Fischer, Hilary Hahn, Cypriena Katsarisa, Kenta Nagano, Kirilla Petrenkę, Jukka-Pekka Saraste czy Osmo Vänskę.
A jakie są moje plany na przyszłość, jeśli chodzi o pisanie?
Co do przewodników – najbardziej zależy mi na dokończeniu cyklu Mahlerowskiego. Po Ósmej zostanie mi „tylko” Dziewiąta. Mam już szkic przewodnika z rozpisanymi nagraniami, które chciałbym tam ująć. Jest ich 48, wstępnie podzielonych na 6 wpisów. To będzie duże wyzwanie, jest to bowiem utwór poruszający tak do głębi, że analizowanie go na chłodno ma w sobie coś ze świętokradztwa.
Co potem? Das Klagende Lied i Dziesiąta? Tak daleko w przyszłość jeszcze nie wybiegam, ale jest dużo utworów, o których chciałbym napisać. Pinie rzymskie, Święto wiosny, może któraś z symfonii Prokofiewa lub Szostakowicza, a może coś jeszcze innego, znacznie bardziej niszowego? Tego jeszcze nie wiem.
Przez te dziesięć lat wielokrotnie przekonywałem się, że Klasyczna Płytoteka nie jest przedsięwzięciem tworzonym w próżni. Szczególnie wdzięczny jestem patronom wspierającym blog za pośrednictwem Patronite i Buycoffee. Ich pomoc ułatwia realizację kolejnych pomysłów, ale stanowi też dowód zaufania, który wiele dla mnie znaczy. Każda wpłata jest sygnałem, że ktoś uważa poświęcany przeze mnie czas za dobrze wykorzystany, a to motywuje do dalszej pracy bardziej, niż mogłoby się wydawać.
Jeżeli cenicie publikowane tutaj treści i chcielibyście wesprzeć dalszy rozwój Klasycznej Płytoteki, będzie mi bardzo miło, jeśli dołączycie do grona patronów.
Jedno wiem na pewno: po dziesięciu latach wciąż mam więcej pomysłów na teksty, niż czasu, by je wszystkie napisać. I jest to problem, z którego bardzo się cieszę.
foto. Jakub Siemiączko. Przed Musikverein w Wiedniu, jednym z miejsc, do których zaprowadziła mnie Klasyczna Płytoteka.
Podoba Ci się to co robię? Chcesz wesprzeć moją pracę? Odwiedź profil Klasycznej płytoteki w serwisie Patronie.pl
