Choć Chopin i jego Europa to festiwal niemal z definicji skupiony wokół muzyki fortepianowej, to w tym roku upływa on pod znakiem wizyt znakomitych zespołów symfonicznych. I tak na inauguracji w Filharmonii Narodowej na Jasnej zagościł zespół z Kanady – Orchestre symphonique de Montréal z Quebecu. Nie miałem jeszcze okazji słyszeć go na żywo, jeśli zaś chodzi o nagrania, to najbardziej chyba znane są te z Charlesem Dutoitem dla Dekki. Oprócz niego na czele zespołu stali także Igor Markevitch, Zubin Mehta czy Kent Nagano. Od 2022 roku szefuje im Wenezuelczyk Raphael Payare, uczestnik programu El Sistema, który pracował wcześniej jako asystent Claudia Abbada, Daniela Barenboima i Lorina Maazela.
Goście rozpoczęli od miłego akcentu, jakim było wykonanie przeznaczonej na smyczki I Sinfonietty Krzysztofa Pendereckiego, dzieła z 1992 roku, będącej aranżacją Tria smyczkowego. Wykonanie tego krótkiego i drapieżnego dzieła wypadło dobrze, a zespół pokazał ciepłą barwę brzmienia, choć momentami brzmiał nieco ciężko. Przekonująco wypadły zwłaszcza dialogi poszczególnych sekcji w odcinku, w którym kompozytor zaplanował przerzucanie się krótkimi motywami. Dobre solówki poszczególnych instrumentów, może za wyjątkiem wiolonczelisty, któremu zdarzyło się kilka drobnych nieczystości.
Solistą w Koncercie f-moll Chopina był Kevin Chen, zdobywca drugiej nagrody podczas ostatniego Konkursu Chopinowskiego. Jak wiecie – ostentacyjnie zignorowałem wówczas to wydarzenie, a samego artysty nie słyszałem do tej pory na żywo. Nie ma on niestety potencjału na zostanie moim ulubionym pianistą. Bez żadnego wątpienia jest pianistą bardzo sprawnym technicznie, ale jednocześnie całkowicie wyzutym z poetyckości i liryzmu. Jego wykonanie było emocjonalnie płaskie, pozbawione rubata i (zwłaszcza w finale) rozkołysania. Frazy były poszarpane, a wykonanie było z tego powodu mało śpiewne, mało sugestywnie i mało stylowe. To bardzo sprawny pianista, ale niezbyt interesujący muzyk. W kontekście takiego odczytania druga lokata dla niego bardzo dziwi i w zasadzie upewnia mnie w przekonaniu, że bardzo dobrze zrobiłem nie śledząc Konkursu. Akompaniament pod batutą Payare był zrealizowany sprawnie, ale dość ciężko i niczym szczególnym się nie wyróżniał. Na bis pianista wykonał Wiosnę Chopina w opracowaniu Liszta (czyli jedną z Sześciu pieśni polskich).

Po przerwie Wenezuelczyk poprowadził X Symfonię Dmitrija Szostakowicza. To utwór będący metaforyczną walką dobra ze złem (z dodatkiem romansowym w postaci tematu Elmiry Nazirowej), w którym w finale symbolizujący twórcę motyw DSCH „pokonuje” (bardzo obrazowo zresztą!) myśl muzyczną przedstawiającą Stalina. Wykonanie było dynamiczne, drapieżne i chociaż wartkie tempa były dobrze dobrane do charakteru muzyki to zdecydowanie brakowało mi większego cieniowania dynamiki. Tym bardziej że forte (zwłaszcza w dętych blaszanych) było dość matowe i mało soczyste. Było to więc wykonanie momentami bardzo ekscytujące, ale jednocześnie też nieco toporne, niepotrzebnie siłowe. Payare nie jest typem, który czaruje publiczność wystudiowaną choreografia (jak Urbański), jest bardziej entuzjastą – bardzo rozrzutnym w ruchach, nie przywiązującym dużej wagi do cyzelowania detali. Jego Dziesiąta była przez to momentami efekciarska. Miała swoje dobre momenty – jak ten, w którym w finale Stalina trafia w końcu zasłużony szlag (potężne uderzenia tam tamu), ale jest to muzyka o wiele bardziej zniuansowana. Mam też wrażenie, że nie jest to już orkiestra reprezentująca tak wysoki poziom, jaki znam ze starych nagrań.
foto. Wojciech Grzędziński / NIFC
Podoba Ci się to co robię? Chcesz wesprzeć moją pracę? Odwiedź profil Klasycznej płytoteki w serwisie Patronie.pl
