
Jednym z najbardziej znanych wczesnych nagrań Ósmej jest realizacja Georga Soltiego z Chicago Symphony Orchestra, zarejestrowana, co ciekawe, w wiedeńskiej Sofiensaal podczas europejskiej trasy koncertowej orkiestry. Stąd obecność trzech wiedeńskich chórów. Realizatorom udało się też zgromadzić prawdziwie gwiazdorską obsadę, jeśli chodzi o solistów. Pod tym względem poziom rzeczywiście jest bardzo wysoki.
Ale jeśli ktoś śledzi moje przewodniki po nagraniach tego utworu, ten wie, że nie oceniam realizacji Soltiego zbyt wysoko. Imponuje mi zazwyczaj techniczna strona tych nagrań, drażni natomiast agresywność i interpretacyjne przerysowanie. Podobne odczucia miałem przy słuchaniu Veni, creator. Jak zwykle u tego dyrygenta jest to Mahler na sterydach, zagoniony i energiczny aż do przesady. Jak to często bywa u Soltiego, balans pomiędzy grupami jest też mocno egzotyczny. Dotyczy to zwłaszcza organów i harf, które wyskakują z faktury jak diabeł z pudełka.
Ale czas na plusy: interpretacja hymnu w ostatecznym rozrachunku… podobała mi się. Chyba dlatego, że nie doszukuję się w tej muzyce większej głębi. Nie ma jej też w tym wykonaniu. Jest za to absolutnie fenomenalna gra orkiestry, a zwłaszcza blachy. Mało jest rejestracji tego dzieła, w których sekcja ta brzmi tak dobrze, gra z taką wirtuozerią i z takim blaskiem.
Druga część jest momentami niepotrzebnie agresywna. Tempa są dobrze dobrane, ale Soltiemu brakuje wyczucia — nie potrafi nawet tego ogniwa potraktować lżej. Robotę robią tu jednak soliści (zwłaszcza Lucia Popp!), a także znakomicie śpiewające chóry. Poziom gry orkiestry jest imponujący.
Warto o tej realizacji pamiętać również dlatego, że to jedyne nagranie Ósmej Mahlera w dorobku CSO.
Georg Solti, Heather Harper, Lucia Popp, Arleen Auger, Yvonne Minton, Helen Watts, René Kollo, John Shirley-Quick, Martti Talvela, Chicago Symphony Orchestra, Konzertvereinigung Wiener Staatsopernchor, Wiener Singverein, Wiener Sängerknaben, 1971, I – 23:05, II – 56:24 [79:48], Decca

Realizacja studyjna Klausa Tennstedta to jedno z bardzo niewielu nagrań, które obywają się bez dwóch chórów. Zawsze można próbować argumentować, że dzięki temu można osiągnąć większą klarowność, ale… to Ósma Mahlera. Tu musi być duża masa dźwięku, inaczej cała para idzie w gwizdek.
Tutaj nie jest jeszcze tak źle. Interpretacja Tennstedta jest wartka i komunikatywna od strony emocjonalnej, z dość dużymi kontrastami tempa i ekspresji, które w pewnym stopniu rekompensują niedostatek masy brzmienia, jeśli chodzi o chóry. Ale Tennstedt raczej nigdy nie popada w histerię w stylu Bernsteina. Chwała mu za to! Bardzo lubię pauzę na samym początku Accende lumen sensibus. Chór śpiewa „A!”, a potem wszystko rusza z kopyta w wartkim, dobrze dobranym tempie. Choć zwolnienie przy repryzie jest nadmierne, co sprawia, że muzyka wypada bardzo patetycznie.
Jakość dźwięku jest niestety dość przeciętna, co rujnuje wstęp do drugiej części. Jest on mało przestrzenny i mało dźwięczny. Co gorsza, napięcie zupełnie tu ulatuje, a pierwsze wejście chóru jest płaskie i zwyczajnie nudne. Później jest pod tym względem trochę lepiej, wykonanie się rozkręca, chociaż nie jest to najwyższy poziom rozmachu i blasku, jaki można wydobyć z orkiestry w tym utworze. Ale tempa są dobrze dobrane, a całość się nie dłuży.
To dobre i w sumie przyzwoite nagranie, ale trudno nazwać je definitywnym. Poza tym – skoro Mahler chciał w Ósmej jak najwięcej chórzystów, to jaki był sens nagrywać ją z jednym tylko chórem?… To nie tylko wbrew zaleceniom twórcy, ale też wbrew logice.
Klaus Tennstedt, Elizabeth Connell, Edith Wiens, Felicity Lott, Trudeliese Schmidt, Nadine Denize, Richard Versalle, Jorma Hynninen, Hans Sotin, London Philharmonic Orchestra & Choir, Tiffin School Boys’ Choir, 1986, I – 24:37, II – 57:56 [82:33], Warner

Do dyspozycji słuchaczy jest też drugie nagranie Tennstedta, koncertowe, zarejestrowane w 1991 roku w Royal Festival Hall. Ano właśnie! Sala, a konkretniej jej akustyka – sucha, niewdzięczna, z krótkim pogłosem – powoduje, że niektóre odcinki stają się mgliste i mało przejrzyste. Nagranie studyjne z Walthamstow Assembly Hall jest pod tym względem lepsze.
Tempa są tu wolniejsze, co daje o sobie znać zwłaszcza w Veni, creator. Nie jest to może tempo przesadnie wolne, ale jednak odczuwalnie wolniejsze niż w wielu innych wersjach. Muzyka brzmi monumentalnie i majestatycznie, choć w kulminacjach ma też dużo impetu. Jest tu również element obecny w bardzo wielu nagraniach live – większa koncentracja i mobilizacja niż w wersji studyjnej. Zdarzają się drobne wpadki intonacyjne, ale nie mają one większego znaczenia.
Także w drugim ogniwie tempa są trochę wolniejsze, ale proporcje są rozłożone tak, że nie zwraca się na to uwagi. Zwraca się za to uwagę na solistów, wśród których znajdziemy Jadwigę Rappé, a także znakomitego tenora Kennetha Riegela. Całość płynie tu naturalnie i bez afektacji, ale ze względu na jakość dźwięku trudno rozkoszować się tym wykonaniem, pomimo wszystkich jego zalet. Blady dźwięk przekłada się na wrażenie małej barwności, zwłaszcza w odcinkach utrzymanych w wolnym tempie i cichej dynamice. Pominę też nierówne uderzenia talerzy w samym zakończeniu, które psują efekt, zupełnie jak u Horensteina.
Historyczna ciekawostka, która jednak nie do końca się broni i nie porywa.
Klaus Tennstedt, Júlia Várady, Jane Eaglen, Susan Bullock, Jadwiga Rappé, Trudeliese Schmidt, Kenneth Riegel, Eike Wilm Schulte, Hans Sotin, London Philharmonic Orchestra & Choir, London Symphony Chorus, Eton College Boys’ Choir, I – 26:19, II – 60:42 [87:22], 1991, LPO

Nagranie Bernarda Haitinka było jednym z pierwszych, jakie poznałem. Nie wracałem potem do tej realizacji, ale zawsze wydawało mi się, że jest słaba. Powrót do niej był jednak zaskakujący. Otóż to nagranie wcale nie jest aż tak złe, jak je zapamiętałem.
Zgoda, nie ma może aż takiego rozmachu i blasku jak wiele innych realizacji, kilka fragmentów mogłoby być bardziej wyrazistych, ale prowadzone jest w wartkich tempach, jest naturalne i zrównoważone, a gra orkiestry jest znakomita, ze szczególnym uwzględnieniem blachy. Równie dobrze prezentują się chóry, a wokół dźwięku jest odpowiednio dużo przestrzeni. Brzmienie organów jest mocno wtopione w całość. Kulminacje w hymnie nie są może aż tak emocjonujące jak u Tennstedta, ale są za to dobrze rozplanowane i świetnie wykonane.
Drugie ogniwo również prowadzone jest szybko, jest przejrzyste, naturalne i nie ma w nim przestojów. To duże zalety tego nagrania. Dobrze wypadają również soliści.
Nie jest to może nagranie spektakularne, ale nie ma w nim żadnych wtop. Bardzo przyzwoita interpretacja. Może nie definitywna, ale bardzo dobra.
Bernard Haitink, Ileana Cotrubas, Heather Harper, Hanneke van Bork, Birgit Finnilä, Marianne Dieleman, William Cochran, Hermann Prey, Hans Sotin, Koninklijk Concertgebouworkest, Toonkunstkoor, De Stem des Volks, Kinderkoor Sint Willibrord & Pius X, Collegium Musicum Amstelodamen, 1971, I – 22:30, II – 53:15 [75:45], Philips

Ósma to dzieło wysoce specyficzne, w którym dyrygent ma do okiełznania tak wielkie masy brzmienia, że często ma się wrażenie, jakby cała jego praca ograniczała się do pilnowania, aby cała konstrukcja się nie rozpadła. Zupełnie inaczej jest w nagraniu Michaela Gielena. Okazuje się bowiem, że z tej przepotężnej konstrukcji da się wydobyć moc rozmaitych detali, dopracować artykulację, frazowanie czy dynamikę. Jednocześnie dyrygent nie popadł w przesadę – jego wykonanie żyje, oddycha, ma niezbędną przestrzeń i rozmach, i to nawet pomimo tego, że śpiewa tu tylko jeden chór mieszany.
Część pierwsza jest majestatyczna, tempo jest umiarkowane, a muzyka wypada tu zaskakująco przejrzyście. Przepiękne, naturalne kulminacje, bardzo dobry dźwięk i organy znakomicie wtopione w brzmienie. Dobry kontrast pomiędzy epizodami, piękne, głębokie i dźwięczne dzwony. Przepiękna interpretacja!
Złego słowa nie da się powiedzieć o interpretacji drugiej części. Mogłaby być szybsza, ale pomimo tego zastrzeżenia wersji Gielena słucha się znakomicie, a to właśnie ze względu na pietyzm w podejściu do brzmienia i moc ciekawych detali. Niestety nie wszyscy śpiewacy stoją na wysokości zadania, ale chóry są znakomite.
Świetna wersja, bardzo naturalna, pełna oddechu i rozmaitych subtelnych akcentów. Jest to Mahler widziany jako kompozytor awangardowy. Mało tu romantycznej emfazy, czułostkowości i gwałtownych wybuchów. Gielen prowadzi tę muzykę z głową, nigdy nie popadając w emfazę. Rewelacja!
Michael Gielen, Alessandra Marc, Margaret Jane Wray, Christiane Boesiger, Dagmar Pecková, Eugenia Grunewald, Glenn Winslade, Anthony Michaels-Moore, Peter Lika, SWR Sinfonieorchester Baden-Baden und Freiburg, EuropaChor Akademie, Aurelius Sängerknaben, 1998, I – 22:47, II – 60:40 [83:27], Hänssler

Istnieje też wcześniejsze nagranie koncertowe Gielena, zarejestrowane we Frankfurcie. Uwagę zwracają bardzo szybkie tempa — dyrygent poprowadził tu Ósmą o 11 minut szybciej niż w późniejszej realizacji. To wersja lekka, pełna energii i rozmachu. Jest także bardzo radosna, co w przypadku tej symfonii wcale nie jest oczywiste. Chóry i orkiestra prezentują bardzo wysoki poziom, jeśli chodzi zaś o solistów, mam nieco bardziej mieszane odczucia. Niezależnie od tego bardzo cenię tę interpretację, zwłaszcza drugą część. Muzyka płynie z niezwykłą swobodą, wypada naturalnie, a całość sprawia wrażenie poprowadzonej jednym oddechem. To duża wartość. Jest tu również poczucie wyjątkowości chwili, charakterystyczne dla najlepszych nagrań koncertowych, a tak trudne do odtworzenia w studiu.
Michael Gielen, Fayne Robinson, Margaret Marshall, Hildegard Heichele, Ortrun Wenkel, Hildegard Laurich, Mallory Walker, Richard Stilwell, Simon Estes, Figuralchor des Hessischen Rundfunks, Frankfurter Kantorei, Frankfurter Singakademie, Limburger Dom-Singknaben, Opernhaus- und Museumsorchester Frankfurt, 1981, I – 20:45, II – 51:10 [71:55], Sony