Leonard Slatkin w Filharmonii Narodowej

W piątek 13 marca na podium w Filharmonii Narodowej stanął Leonard Slatkin, amerykański dyrygent, o którym miałem już okazję pisać tutaj kilkukrotnie. Pierwszym utworem w programie było jego własne dzieło Schubertiade: An Orchestra Fantasy, wykonane w Polsce po raz pierwszy. Zgodnie z komentarzem artysty jest to fantazja na temat tego, jak autor Winterreise komponowałby, gdyby żył dzisiaj. Tytuł tej trzyczęściowej kompozycji odnosi się zaś do tradycji wieczorów muzycznych organizowanych przez krąg przyjaciół austriackiego kompozytora. Dość sceptycznie podchodziłem do tego dzieła, miałem bowiem w pamięci koncert w NOSPR, podczas którego Slatkin przedstawił inne swoje dzieło, które odebrałem jako nieudane. Ta kompozycja oparta jest na wątkach z różnych dzieł Schuberta – słyszymy a to grany poza sceną wstęp do Sonaty B-dur, a to temat z Niedokończonej (potraktowany jako passacaglia), a to myśl z Impromptus B-dur. Słuchając tego pasztetu z Schuberta, przypomniał mi się słyszany niegdyś dowcip. Żona pyta męża, jak smakowała mu nowa potrawa w jej wykonaniu. „Kochanie, przepyszne, ale nigdy więcej tego nie rób”. A tak na serio – poza cytatami z autora Rosamunde nie było w tym dziele nic interesującego czy przykuwającego uwagę. Była to kompozycja tyleż mało ciekawa, co – w ostatecznym rozrachunku – nieszkodliwa.

Appalachian Spring Aarona Coplanda to utwór należący do ścisłego amerykańskiego kanonu, z wykonywania którego Slatkin słynie. Ostatnim razem słyszałem ten balet w Pradze pod batutą Michaela Tilsona Thomasa. Choć jest to kompozycja wykonywana dość często, to w moim odczuciu jest to najsłabszy z baletów kowbojskich Coplanda (pozostałe to RodeoBilly the Kid). Jest to pastoralny obrazek, liryczny i orkiestrowany ze smakiem, ale jednocześnie mało rytmiczny, mało charakterystyczny, a przez to raczej mdły. Slatkin też za bardzo mu nie pomógł. Wykonanie było sprawne, orkiestra grała z wdziękiem i przejrzyście, ale sama muzyka nie wywiera większego wrażenia.

Także symfonie Siergieja Rachmaninowa od dawna znajdują się w orbicie zainteresowań artysty, który dwukrotnie utrwalił cykl dzieł Rosjanina. Za pierwszym razem, w latach 70., zrobił to z Saint Louis Symphony Orchestra, za drugim zaś – z Detroit Symphony Orchestra. Ten drugi cykl jest bardziej udany, choć muszę zaznaczyć, że Slatkin interpretuje te utwory dość klasycznie, bez większych szaleństw. Nie osiąga też takiego żaru jak choćby Temirkanow, nie mówiąc już o takich hiperromantycznych odczytaniach jak te Stokowskiego czy Gołowanowa. Także piątkowe wykonanie Slatkina nie było aż tak nadmiarowe emocjonalnie, ale pomimo tego było znakomite. Rozegrana orkiestra pokazała, co potrafi, a dyrygent poprowadził ją w naturalnie dobranych, dość wartkich tempach. Muzyka płynęła swobodnie i potoczyście, a dyrygent znajdował się tutaj w swoim żywiole, plastycznie budując kolejne ekstatyczne kulminacje. Świetnie wypadł jędrny i soczysty kwintet, odpowiedzialny za snucie rozlewnych melodii, ale też – kiedy trzeba – zadziorny i rytmiczny (piękne col legno w drugim ogniwie!). Znakomicie wypadło także drewno, ze szczególnym uwzględnieniem pięknej, miękkiej solówki klarnetu w wolnym ogniwie.
W sumie – spore wydarzenie i piękne, wciągające wykonanie. Slatkin, pomimo 82 lat, jest w świetnej formie. Czuć, że złapał dobry kontakt z orkiestrą i że było to muzykowanie pełne zaangażowania i ciepła. W odległej przeszłości słyszałem to dzieło w tej samej sali pod batutą innych mistrzów – Semkowa i Krenza (tego drugiego słyszałem wówczas jedyny raz w życiu). Do tej listy dołączyła wczoraj kolejna znakomita interpretacja.

 

foto. Wikimedia

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Podoba Ci się to co robię? Chcesz wesprzeć niezależną krytykę? Odwiedź mój profil w serwisie Patronie.pl i zostań mecenasem Klasycznej Płytoteki:

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.