Andris Nelsons, Wiedeńczycy & Piąta Mahlera

Przy okazji nagrania Piątej Mahlera pod batutą Paavo Järviego (link TUTAJ) pisałem już o tym, że sytuacja z nagraniami dzieł austriackiego kompozytora jest paradoksalna. Niby wszystko jest w porządku, bo realizacji jest dużo, ale rzecz w tym, że jest ich zwyczajnie za dużo. Ale Mahler jest popularny, Mahler się sprzedaje, więc powstają nowe albumy – czy są potrzebne czy nie.

Tym razem na rynku ukazało się nagranie V Symfonii, za które odpowiedzialny jest Andris Nelsons, spec od taśmowego wypuszczania na rynek cyklów symfonii kolejnych kompozytorów. Ma już na koncie Szostakowicza, Brucknera, Beethovena i Mendelssohna, a być może teraz będzie zabierał się za Mahlera. Można oczywiście pomyśleć, że to wydarzenie – wszak na rynek trafia sygnowane nazwiskiem popularnego dyrygenta nagranie, na dodatek zrealizowane z legendarnymi Wiedeńczykami. Tak się składa, że słuchałem już Nelsonsa i Wiener Philharmoniker w tym dziele na żywo. Rezultaty współpracy były bardzo dobre (pisałem o tym TUTAJ), ale nie przełożyły się na jakość tego konkretnego nagrania.

Nie będę się wdawał w szczegóły, bo ten album na to nie zasługuje. Jest po prostu potwornie nudny. Nie ma tu ani jednego momentu, który byłby bardziej ekscytujący, bardziej charakterystyczny czy pozostawił po sobie głębsze wrażenie. Po niektórych koncertach Wiedeńczyków mam wrażenie, że grają od niechcenia, na autopilocie. Tak też jest tutaj. Tak gra orkiestra znakomita, ale znudzona, wykonująca swoją pracę bez szczególnego pietyzmu. Nie wszystko jest tu równe (blacha!), o wyrazistej artykulacji czy kontrastach tempa i dynamiki można zapomnieć. Nelsons nie zdołał ich porwać ani przekonać do swojej wizji tego utworu. Choć w zasadzie trudno tu mówić o jakiejś wyraźnej interpretacji. To po prostu pozbawione zaangażowania odczytywanie nut. Piorunujące zazwyczaj momenty kulminacyjne i ekstatyczne wybuchy emocji przechodzą tu bez większego wrażenia. Ot, kolejny mało ekscytujący dzień w pracy. Odfajkować i fajrant.

Jeśli to początek nowego cyklu symfonii Mahlera pod batutą Nelsonsa, to sytuacja jest gorsza niż myślałem. Ten człowiek nie ma wyczucia stylu tej muzyki. Jego wykonanie jest równie puste jak realizacja Bouleza, ale pozbawione jej czytelności. Tu sytuacja jest dość podobna jak w przypadku nagrań Piątej pod Bychkovem i Järvim. To nagranie całkowicie zbędne, a nawet kompromitujące. Odradzam. Nie traćcie czasu. A jeśli chcecie posłuchać, ile można wycisnąć z Wiedeńczyków w tej muzyce, wróćcie do nagrania Bernsteina i przekonajcie się, ile jest tam emocji i barw.

 

Gustav Mahler
V Symfonia cis-moll

Wiener Philharmoniker
Andris Nelsons – dyrygent

Deutsche Grammophon

 

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Podoba Ci się to co robię? Chcesz wesprzeć moją pracę? Odwiedź profil Klasycznej płytoteki w serwisie Patronie.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.