Informacja dla czytelników: NOSPR nie przyznaje mi obecnie akredytacji prasowych. W odpowiedzi na mój wniosek instytucja poinformowała, że przy ich rozpatrywaniu uwzględnia m.in. wpływ relacji medialnych na wizerunek i misję publiczną. W związku z tym bilety na koncerty kupuję samodzielnie.
***
Piątkowym koncertem w NOSPR dyrygował angielski kapelmistrz Andrew Manze. Nie słyszałem go nigdy wcześniej na żywo, ale mam ogromny sentyment do jego nagrań. Jakieś 20 lat temu nabyłem drogą kupna jego album z nagraniami utworów Mozarta z The English Concert. Były na nim Eine Kleine Nachtmusik, Serenata notturna i Ein Musikalicher Spass. Chętnie wracam do tej płyty i zawsze mam z jej słuchania dużo radości, ale nigdy wcześniej nie miałem okazji wybrać się na koncert tego artysty.
W Katowicach Manze poprowadził Niemieckie requiem Johannesa Brahmsa, a więc kompozycję paradoksalną. To przecież msza żałobna, ale napisana do tekstów nieliturgicznych. Grał oczywiście NOSPR, śpiewał Chór NFM, zaś partie solowe wykonywali niemiecka sopranistka Susanne Bernhard i angielski baryton Andrew Foster-Williams. Sam utwór słyszałem nie tak dawno temu w bardzo udanych (ale też bardzo od siebie różnych!) wykonaniach Simona Rattle’a i Yaroslava Shemeta.
Wykonanie pod batutą Manze’a było bardzo dobre – wyważone, prowadzone w dobrze dobranych, umiarkowanych tempach. Całość zamknęła się w 75 minutach, co – wraz z krótką przerwą na strojenie – było wynikiem całkiem sensownym: nic nie było tu ani zagonione, ani zanadto rozwleczone. Było to wykonanie zdecydowanie bardziej klasyczne niż romantyczne. Manze prowadził ten utwór prosto i bezpośrednio, spokojnie, w wyważony sposób.
Dyrygent zdecydował się na zdublowanie partii harfy, co – według mnie – było dobrą decyzją: barwy wszak nigdy za wiele. Orkiestra spisała się bardzo dobrze – całość wypadła przejrzyście, a balans pomiędzy grupami instrumentów został świetnie ustawiony. Piękne i soczyste były kulminacje, podobnie jak odcinki tutti.
Jeśli chodzi o solistów, głos Bernhard odebrałem jako lekki i nieco zbyt rozwibrowany. O wiele korzystniej wypadł Foster-Williams, który dysponuje ciepłą i ciemną barwą. Jego interpretacja ujęła mnie. Chór NFM był świetnie przygotowany – śpiewał barwnie i z doskonałą dykcją.
Ogólnie: bardzo solidne wykonanie.
Swoją drogą, choć prawykonanie Niemieckiego requiem przyniosło Brahmsowi spore uznanie, nie wszyscy przyjmowali jego muzykę z entuzjazmem. Szczególnie głośny był spór stronnictw zwolenników muzyki programowej – skupionych wokół Liszta i Wagnera – z jednej strony, a konserwatystów, zgrupowanych wokół Brahmsa i wiedeńskiego krytyka Eduarda Hanslicka, z drugiej. Do zdecydowanych zwolenników Wagnera należał też George Bernard Shaw, który napisał o Niemieckim requiem, że „coś takiego mogło powstać jedynie w pierwszorzędnym zakładzie pogrzebowym”.
Dobre, nie?
foto. Benjamin Ealovega
Podoba Ci się to co robię? Chcesz wesprzeć niezależną krytykę? Odwiedź mój profil w serwisie Patronie.pl i zostań mecenasem Klasycznej Płytoteki:
