Balety polskie. Morawski, Tansman & Szymanowski.

Wczorajszy wieczór spędziłem w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej na premierowym spektaklu zatytułowanym Balety polskie. W programie wieczoru znalazły się trzy dzieła powstałe w latach 20. i 30. ubiegłego stulecia – Świtezianka Eugeniusza Morawskiego, Na pięciolinii Aleksandra Tansmana (w oryginale dzieło nosiło tytuł Sextuor, a znane było również pod tytułem The Tragedy of the Cello) oraz II Koncert skrzypcowy Karola Szymanowskiego z partią solową w wykonaniu Jakuba Jakowicza. Całością dyrygował Łukasz Borowicz.

Świtezianka to dzieło, które trafia na sceny wyjątkowo rzadko. O ile się orientuję to czwarta prezentacja sceniczna baletu Morawskiego. Dzieło po raz pierwszy wystawiono w Warszawie w maju 1931 roku (o perypetiach związanych ze Świtezianką pisałem TUTAJ), potem trafiło na scenę Opery Łódzkiej w 1960 roku (pod zmienionym tytułem Królowa wód), a ostatnio wystawiane było w Warszawie 55 lat temu, w 1962 roku, kiedy dyrygował nim Bohdan Wodiczko. Z bardzo różnych względów nie mam dystansu do muzyki Morawskiego i wystawienie Świtezianki było głównym powodem dla którego zjawiłem się na tym przedstawieniu. Muzyka tego baletu to jeden z najlepszych zachowanych utworów tego kompozytora. Morawski nie dbał o swoją spuściznę, kiedy więc w 1944 roku mieszkanie które zajmował zostało spalone po Powstaniu Warszawskim, przepadła też większość jego dzieł. To, co się zachowało wydobył spod ruin kamienicy na Lwowskiej młodszy brat kompozytora, Włodzimierz. W muzyce tego baletu pobrzmiewają dalekie echa twórczości Rimskiego-Korsakowa (niektóre fragmenty kojarzyły się ze Złotym kogucikiem), Richarda Straussa (zwłaszcza Taniec siedmiu zasłonSalome) czy Ravela (Dafnis!). Borowicz skupił się przede wszystkim na ukazaniu barwności orkiestracji Morawskiego. Arabeskowa i migotliwa, pełna perlistych przebiegów czelesty, glockenspielu i drewna muzyka pierwszej części wypadła pod jego batutą zjawiskowo. To dzieło o gęstej fakturze, w którym dzieje się bardzo wiele na wielu planach jednocześnie. Sprawne zorganizowanie tej nieco pstrokatej mozaiki jest trudnym zadaniem, któremu wykonawcy sprostali. Morawski pod batutą Borowicza miał wiele wspólnego z Ravelem, jeśli chodzi o lekkość i przejrzystość brzmienia. Druga część, która jest znacznie krótsza, bardziej zwarta i dramatyczna od pierwszej, została przez niego potraktowana równie lekko. Tymczasem właśnie tutaj zagęszcza się akcja, a koloryt brzmienia orkiestry wyraźnie się przyciemnia. Przewija się tutaj non stop taniec, passacaglia, którą Morawski pożyczył sobie z własnej pieśni – Die Mitternacht. Odcinkom tutti zdecydowanie przydałoby się więcej ciężkości brzmienia, a dynamice zróżnicowania. Oscylowała praktycznie cały czas wokół mezzoforte, zarówno w miejscach wyciszenia i uspokojenia, jak i zagęszczenia narracji. Szkoda, bo z muzyki Morawskiego można tutaj wycisnąć znacznie więcej demonicznych odcieni i jaskrawych rozbłysków. W warstwie choreograficznej Robert Bondara poczynał sobie dość swobodnie wobec libretta kompozytora. W jego wersji akcja baletu rozgrywa się podczas letniego dnia, kiedy nad brzegiem jeziora zjawia się Strzelec wraz ze znajomymi. Pojawia się również Świtezianka wraz ze swoją towarzyszką, Dziewczyną. Nastrój beztroskiego wypoczynku sprzyja kontaktom pomiędzy grupami młodych mężczyzn i dziewczyn. Strzelec jest wyraźnie zainteresowany Świtezianką, ale Dziewczyna chce udowodnić jej, że nie można mu zaufać. Uwodzi go więc, kiedy tylko nadarza się okazja, a kiedy na scenie pojawia się zrozpaczona zdradą tytułowa bohaterka, Strzelec próbuje uzyskać jej przebaczenie. Nie udaje mu się to, a koniec końców obie panie go mordują. Pierwsza część to praktycznie same sceny zbiorowe, utrzymane w jasnej kolorystyce, z pojawiającymi się od czasu do czasu akcentami humorystycznymi. Dużo bardziej interesująca była jednak druga część baletu, rozgrywająca się już wyłącznie między Świtezianką, Dziewczyną i Strzelcem. Wszystko rozgrywało się w ciemnych odcieniach czerwieni, a narastające napięcie było świetnie zobrazowane tańcem Yuki Ebihary (Świtezianka), Anny Lorenc (Dziewczyna) i Kristófa Szabó (Strzelec).

Balet Na pięciolinii Tansmana dał słuchaczom możliwość wejrzenia w dowcipnie zobrazowany proces tworzenia utworu przez kompozytora. Jacek Tyski zmienił nieco oryginalne libretto Alexandre’a Arnouxa, wprowadził postać Tansmana i przerobił zakończenie. Muzyka jest tutaj neoklasyczna, klarowna, lekka i utrzymana w kompletnie innej stylistyce niż dzieło Morawskiego. Borowicz poprowadził ten utwór bardzo sprawnie, podkreślając wdzięk muzyki i jej jazzowe inspiracje. Carlos Martín Pérez wykonywał w spektaklu rolę Tansmana, zmagającego się z rozmaitymi instrumentami – Fletem, Bębnem, Trąbką, Skrzypcami, Wiolonczelą i Puzonem. Kompozytor stara się za wszelką cenę umieścić je na pięciolinii, co wychodzi mu lepiej lub gorzej, a widzom daje możliwość docenienia pojawiających się co rusz akcentów humorystycznych. Ciekawy balet, lekki i bezpretensjonalny, chociaż muzyka Tansmana nie robiła wielkiego wrażenia. Jednym uchem wpadła, a drugim natychmiast wypadła.

Co innego II Koncert skrzypcowy Szymanowskiego. Słychać było, że orkiestra włożyła w przygotowanie go najwięcej wysiłku, rezultat był więc znakomity. Jakub Jakowicz silnie podkreślił podhalańskie inspiracje obecne w muzyce Szymanowskiego, zagrał ostro, z pazurem i polotem. Mocno podkreślił wyrazistą rytmikę, a i miał swój udział w akcji scenicznej, bo na kadencję wyszedł z kanału i stanął na scenie. Afabularna (ładne słowo) z założenia akcja Jacka Przybyłowicza została rozplanowana na duży zespół wykonawców. Całość wypadła bardzo interesująco, a równie intrygująca była scenografia Borisa Kudlički w tle.

Świetny spektakl. Na pewno warto się wybrać, posłuchać tych dzieł i wyrobić sobie opinię na ich temat. Intryguje zetknięcie na scenie muzyki Morawskiego i Szymanowskiego – kompozytorów, którzy nie rozumieli swojej muzyki i wręcz się nie znosili. Jak widać po tylu latach ich muzyka może się spotkać i chociaż w ten symboliczny sposób pogodzić te dwie postacie.

 

Foto. Ewa Krasucka / Teatr Wielki – Opera Narodowa

One thought on “Balety polskie. Morawski, Tansman & Szymanowski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.