Beecham dyryguje Sibeliusem

Angielski dyrygent sir Thomas Beecham nie sięgał po muzykę swoich rówieśników zbyt często. Zdecydowanie bardziej wolał eksplorować mało znaną muzykę francuską XVIII wieku, twórczość Mozarta, Haydna czy Berlioza. Spośród kompozytorów sobie współczesnych najbardziej cenił nastrojowe kompozycje Fredericka Deliusa, jednak specjalne miejsce zajmowała w jego sercu także muzyka Jeana Sibeliusa. Przełożyło się to oczywiście także na nagrania. Znajdziemy w dyskografii Beechama pierwsze ogólnodostępne nagranie Koncertu skrzypcowego d-moll z Jaschą Heifetzem z 1935 roku, a także późniejszą realizację tego dzieła z 1951 roku, zarejestrowaną z Isaakiem Sternem. Wiele jest nagrań symfonii (z wyjątkiem TrzeciejPiątej, których Beecham nigdy nie nagrał i którymi dyrygował bardzo rzadko). Są dwa nagrania Drugiej – nieśmiałe i niczym specjalnym się nie wyróżniające studyjne z 1946 roku i fenomenalna, piorunująca wersja koncertowa z 1954 roku. Czwarta doczekała się trzech nagrań – w 1937, 1951 i 1954 roku (ostatnia z tych realizacji, koncertowa, także jest oszałamiająca intensywna). Szósta ma dwa nagrania – pierwszym z nich, studyjnym z 1947 roku, zachwycał się sam kompozytor, a także wersja koncertowa z 1954 roku jest pierwszorzędna. Najwięcej, bo aż cztery razy, nagrał Beecham Siódmą – w 1942 roku w Nowojorczykami, z 1954 roku pochodzą dwa nagrania koncertowe z orkiestrą z Helsinek i z Royal Philharmonic Orchestra. Z tą samą orkiestrą Beecham zarejestrował też ten utwór rok później w studiu. Wszystkie te interpretacje są znakomite – pełne napięcia, potoczyste, zwarte, organiczne. To nie wszystko – są także nagrania poematów symfonicznych – Tapioli, Finlandii, Sagi, Barda, Oceanid, a także rejestracje wielu innych drobnych utworów (muzyka sceniczna do Peleasa i Melizandy, suita Swanwhite,wyjątki ze Scen historycznych, suity Karelia czy z Czterech legend z Kalevali). Studyjne nagranie I Symfonii także istnieje, ale jest z nim kłopot. Sesje trwały od maja 1951 roku do maja 1952 roku, ale ich rezultat nie zachwyca. To wersja dziwnie nieśmiała i choć zrealizowana technicznie bez zarzutu, to pozbawiona jest werwy i spontaniczności. Okazało się jednak, że istnieje też nagranie koncertowe tego utworu pod batutą Beechama, zarejestrowane 17 sierpnia 1952 roku w edynburskiej Usher Hall. Gra oczywiście Royal Philharmonic, a album wydała rok temu firma Somm z okazji 75-lecia tej orkiestry. To nagranie Pierwszej trafia na CD po raz pierwszy, co zdecydowanie podnosi wartość płyty.

Jeśli ktoś zna nagrania koncertowe Beechama, to wie czego można się po nich spodziewać i… dokładnie to tutaj dostanie. Dostanie się interpretację, w której rozżarzony do białości strumień muzyki zwala z nóg i wbija w fotel. Wiele tu elementów, które zachwycić mogą najwybredniejszych – a to ostre, precyzyjne i zdecydowane ataki orkiestry w tutti, rewelacyjna artykulacja, świetny balans pomiędzy poszczególnymi sekcjami, piękno i wysycenie brzmienia każdej z nich, ze szczególnym uwzględnieniem drewna – każda solówka, a jest tu ich wiele, brzmi jak objawienie; jest tu też piękne frazowanie i umiejętność wykreowania pełnej napięcia i dynamizmu atmosfery. Muzyka płynie pod batutą Beechama spontanicznie i naturalnie. Świetna jest otwierająca Symfonię solówka klarnetu w wykonaniu Jacka Brymera, w uszy rzuca się także brawurowo zrealizowana partia kotłów. Słychać to zwłaszcza wyraźnie w drapieżnym Scherzo, o niebo lepszym od tego ze studyjnego nagrania! Ta interpretacja ma niesamowitego kopa, jest też bardzo skontrastowana pod względem temp i dynamiki, co tyczy się zwłaszcza finału, który Beecham traktuje tu bardziej retorycznie niż w nagraniu studyjnym. Bardzo to pasuje do tej namiętnej muzyki. Posłuchajcie zwłaszcza samego zakończenia, w którym tajemnicze pizzicata smyczków rozdzielone są długimi, znaczącymi pauzami. A jak z jakością dźwięku? Szału nie ma, tragedii też nie. Audiofile po ten album raczej nie sięgną. To wspaniała, świeża i absolutnie zachwycająca interpretacja, którą zdecydowanie wykracza poza ramy bycia historyczną ciekawostką. Orkiestra i dyrygent są w szczytowej formie.

Jako bonus otrzymujemy dwa niekompletne fragmenty ze Scen historycznych op. 66 – nr 2, Minnelaulu (Pieśń miłosna) i nr 3, Nostosillalla (Na moście zwodzonym), nagrane parę lat przed I Symfonią, w kwietniu 1947 roku. Usłyszeć tu można wyraźnie, że jeśli chodzi o sekcję drewna, to Royal Philharmonic Orchestra już wówczas grała na niezwykle wysokim poziomie. Beecham prowadzi te dwa dzieła con amore.

Na deser otrzymujemy także nagrany w 2015 roku wywiad z dwoma emerytowanymi członami Royal Philharmonic Orchestra, którzy mieli okazję pracować z Beechamem – altowiolistą Johnem Underwoodem i skrzypkiem Raymondem Ovensem. Playing for Beecham, bo tak zatytułowany jest ten dokument, trwa prawie pół godziny. Obaj muzycy podkreślali w nim wyczucie, z jakim Beecham dobierał muzyków do swojej nowej orkiestry, jak umiejętnie komunikował się z muzykami i uzyskiwał tak znakomite rezultaty. Opisują też sytuację, w której potrafił jednym celnym zdaniem usadzić muzyka, który z jakiegoś powodu zaczynał się przeciwko niemu buntować. Miły to wtedy nie był, ale skuteczny na pewno. Ufał swoim muzykom, nie tyranizował ich, pozwalał im czuć odpowiedzialność za to, co robią. Ze słów muzyków przebija uwielbienie i wielki szacunek dla człowieka, z którym pracowali kilkadziesiąt lat wcześniej. Świetny dokument!

Absolutnie fascynujący album i wspaniała premiera „nowego”, a bardzo ważnego nagrania, będącego jednym z najlepszych istniejących realizacji Pierwszej. Dla fanów Beechama i Sibeliusa to pozycja absolutnie obowiązkowa.

Beecham conducts Sibelius

I Symfonia e-moll op. 39
Sceny historyczne op. 66 – nr 2 i 3
Playing for Beecham

Royal Philharmonic Orchestra
Sir Thomas Beecham – dyrygent

Somm Recordings

 

 

 

 

Zrealizowano w ramach stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.