Berlioz i Symfonia fantastyczna – część trzecia

Witajcie w trzeciej części poświęconej nagraniom Symfonii fantastycznej 😉 Zgodnie z obietnicą mam dla Was dzisiaj nagrania dyrygentów francuskich.

valois-4826Charles Munch, od którego zaczniemy, ma na koncie aż 12 (!) nagrań utworu Berlioza. Część z nich to rejestracje studyjne, część pochodzi z koncertów. Takie jest też nagranie z Lizbony z czerwca 1963 roku. W uszy rzuca się klarowność brzmienia Orchestra National de France. Balans pomiędzy poszczególnymi sekcjami jest niezwykle staranny, jednak przy słuchaniu to inne rzeczy zaprzątają uwagę. Fascynuje intensywność tej interpretacji, a także niezwykle elastyczne rubata. Muzyka płynie u Muncha swobodnie, a choć zmiany tempa są wyraziste, są też dobrze przygotowane i utrzymane w dobrym guście. Co ciekawe, monsieur Munch nie trzyma się niewolniczo partytury i stosuje swoje zwolnienia i przyspieszenia nader swobodnie. W porównaniu z nagraniem Stokowskiego dźwięk Orchestre National de France jest cienki i transparentny, co pomaga uwypuklić wiele detali. Brzmienie jest ostre i zdecydowane! Posłuchajcie jak Munch przechodzi od wstępu do idée fixe:

 

Mam dla Was jeszcze jeden fragment tej części, obrazujący w jaki sposób dyrygent traktuje tempo. Ostatnie pojawienie się motywu ukochanej, do porównania z nagraniem Stokowskiego z ASO:

 

Dobrze brzmi walc, zróżnicowany, swobodny i z lekka demoniczny:

 

W równie płynny i dramatyczny sposób potraktowana jest trzecia część, co wypada zdecydowanie na plus:

 

Niestety, wykonanie psują dwie ostatnie części, zagrane ostro, szybko i mechanicznie. Posłuchajcie fragmentu Marsza:

 

Sabacie Munch co prawda również różnicuje tempo, ale już nie tak umiejętnie jak w poprzednich częściach. Kiedy więc dochodzi do kulminacji – muzyka jest przeforsowana i odarta z energii:

 

Nagranie Muncha budzi mieszane uczucia. Są tu fragmenty olśniewające i porywające, ale dwie ostatnie części są zwyczajnie za szybkie. Munch robi z nich zwykłą rąbankę. Pomimo tego jestem ciekaw, jak wypadają inne rejestracje pod jego batutą, zwłaszcza studyjne z Boston Symphony Orchestra.

Charles Munch, Orchestre National de France, 1963, I – 13:25, II – 5:50, III – 13:06, IV – 3:52, V – 8:31 [45:42], Auvidis Valois


51uXFljJAzL

 

 

Podobnie mało sentymentalną interpretacje oferuje słuchaczom Paul Paray. Podobnie jak Munch, Paray prowadzi Fantastyczną ekspresowo, co daje się odczuć zwłaszcza w pierwszej części. Zmiany tempa nie są tu jakoś specjalnie zaakcentowane, przejście od Largo do Allegro apassionato również nie jest wyraziste, na czym traci poczucie struktury. Pęd Paraya jest przyjemny, rytmy podkreślone wyraźnie i ostro, ale jego interpretacja nie poruszyła mnie w pierwszej części. Posłuchajcie sami:

 

Intrygująco rozpoczyna się walc – Paray bardzo wyraźnie akcentuje tremolanda smyczków. W większości innych nagrań słyszymy bliżej nieokreślony szmer, tutaj zaś ten fragment brzmi bardzo inaczej:

 

W trzeciej części tempo jest już bardziej umiarkowanie, a całość charakteryzuje się lekkością i miłą uchu przejrzystością brzmienia. Ekscytująco brzmi gwałtowne przyspieszenie tuż po pojawieniu się idée fixe:

 

Również dwie ostatnie części potraktowane są szybko i bez zbytniego wgłębiania się w klimat utworu. Posłuchajcie fragmentu Marsza. Czegoś mi w nim brakuje. Tego „czegoś”:

 

Dies irae brzmi przyjemnie groteskowo:

 

Podsumowując – niezbyt emocjonalna, aczkolwiek klarowna interpretacja. Dźwięk nie powala. Podobnie jak w interpretacji Morza Debussy’ego, o której pisałem tutaj, również w nagraniu Fantastycznej nie mogłem dopatrzeć się jakiegoś bardziej indywidualnego rysu.

 

Paul Paray, Detroit Symphony Orchestra, 1958, I – 11:36, II – 5:33, III – 14:42, IV – 4:29, V – 9:06 [45:23], Mercury 

 

 

 

61NMIVd4l0L

 

Kolejną francuską propozycją jest rejestracja Michela Plassona z Orchestre du Capitole du Toulouse. Cóż… są nagrania dobre i są nagrania złe. Jest też nagranie Plassona, nagranie tak nijakie, że doprawdy nie mam pojęcia, jak je skomentować… Gra orkiestry – niezbyt interesująca. Pomysłów dyrygenta na to, jak ożywić dzieło – żadnych. Dźwięk – lekko mydlany, detale zazwyczaj niesłyszalne. Wymęczyłem się przy tej Fantastycznej jak przy żadnej innej. Wybaczcie, ale nie byłem w stanie zmusić się, żeby wyciąć dla Was przykłady, bo szczerze mówiąc nie wiem, co miałbym Wam pokazać. Omijajcie ten krążek szerokim łukiem.

 

Michel Plasson, Orchestre du Capitole du Toulouse, 1989, I – 13:38, II – 6:14, III – 16:04, IV – 4:39, V – 9:35 [50:26], Warner

 
413SrFp3OELPierre Boulez po raz pierwszy nagrał Fantastyczną z London Symphony Orchestra. Ciągle i wszędzie czytałem w rozmaitych recenzjach biadania, jaki to z Bouleza sopel lodu, jaki to nieczuły na uroki wykonywanej muzyki ponury niewolnik partytury, jak to jego nagraniom brakuje ekspresji… Każdemu czasem zdarza się gorszy dzień, ale jedno jest dla mnie pewne – nie był to dzień, w którym Boulez wkroczył do studia, żeby zrobić to nagranie. Panuje w nim świetne poczucie proporcji. Boulez nie szaleje jak Munch czy Stokowski, ale wszystko jest na swoim miejscu. Klarowne i niezwykle przejrzyste, a przy tym doskonale nagranie, pełne życia i kolorów. Francuski maestro niezwykle dobrze planuje rozkład napięć w pierwszej części, a jego wyczucie struktury nie pozwala mu gubić przejrzystości nawet w momentach największego wzburzenia, a to nie jest ani oczywiste ani łatwe. Posłuchajcie jednej z kulminacji w pierwszej części:

 

Przepięknie i delikatnie prowadzony jest walc, a w wyczuciu subtelnych zmian tempa Boulez nie ustępuje Stokowskiemu i Friedowi:

 

Świetnie brzmi tu epizod, w którym po raz ostatni pojawia się idée fixe – przepiękna gra drewna:

 

Trzecia część rozpoczyna się miękko i delikatnie, ponownie jednak dyrygent pokazuje jak wielką rolę odgrywa barwa w sekcji drewna. Później Boulez buduje napięcie niezwykle umiejętnie. Podczas kulminacji po plecach biegały mi stada mrówek. Ponownie ogromne wrażenie robi klarowność i ostrość gry orkiestry, jak i staranne zbalansowanie wszystkich sekcji:

 

Marsz jest powolny i statyczny. Czy to go gubi? Nie, ponieważ również tutaj Boulez pochyla się nad wieloma warstwami utworu równocześnie, a z każdej wydobywa inne kolory. Świetnie operuje dynamiką:

 

Posłuchajcie grzmotnięcia talerzy przecinającego idée fixe:

 

Powolne tempo ma swój upiorny urok, chociaż malkontentom może brakować tu nieco adrenaliny. Tak samo jest w Sabacie i tak samo jak poprzednio – mnie ani trochę to nie przeszkadzało! Posłuchajcie tylko jak w histeryczny i gorączkowy sposób klarnety C i Es parodiują idée fixe:

 

Również chrapliwe zawołania blachy brzmią wyjątkowo przekonująco i groteskowo:

 

Boulez jest podobny w swoim podejściu do Klemperera. Buduje napięcie w nieoczywisty sposób – nie poprzez podkręcanie dynamiki czy tempa, ale poprzez klarowne wydobywanie elementów konstrukcji. Interpretacja Bouleza jest z tego powodu na pewno bardziej intelektualna, ale czy to znaczy, że jest obojętna? Ani trochę! Jeśli dodać do tego rewelacyjną grę orkiestry i kapitalny dźwięk – to otrzymujemy jedno z ciekawszych i bardziej wartościowych nagrań. Do interpretacji Klemperera w kontekście Symfonii fantastycznej jeszcze wrócę.

Pierre Boulez, London Symphony Orchestra, 1967, I – 13:45, II – 6:33, III – 15:01, IV – 6:06 (R), V – 11:15 [52:48], Sony

51+PPOxHDYL

 

Są postacie, o których zapomina się niesłusznie –za przykład niech posłuży Fried. Ale są też tacy, o których zapomina się słusznie. André Cluytens należy do takich postaci, a jego nagranie koncertowe Fantastycznej z Praskiej Wiosny z Czech Philharmonic Orchestra to przykład interpretacji, która mało się wyróżnia. Pierwsze trzy części zagrane są rutynowo, bez przekonania i zaangażowania. Żeby chociaż Cluytens próbował grać barwą, żeby chociaż to co robi, prezentowało się klarownie… Ale nawet tego tu brak. Posłuchajcie fragmentu pierwszej części:

 

Tak brzmi powrót głównego materiału w Balu. Mogliście już posłuchać tego fragmentu w interpretacji Monteuxa, Frieda i Stokowskiego:

 

Tutaj fragment trzeciej części. Wszystko jest tutaj w porządku, ale tak jak wspomniałem, niczym szczególnym się ta interpretacja nie wyróżnia:

 

Całe szczęście od popadnięcie w kompletną nudę ratuje to wykonanie MarszSabat, zagrane dynamicznie i z pazurem. Dobrze wypada gwałtowne przyspieszenie pod koniec czwartej części:

 

Świetnie brzmi rozdygotany i histeryczny klarnet Es, a także stanowczo i ostro budowane kulminacje. Cluytens to drugi po Friedzie dyrygent, który podłożył tam-tamy pod dźwięk dzwonów – efekt upiorny i intrygujący:

 

Zakończenie ma niesamowitego kopa – to tak, jakby Clutyens zbierał wszystkie siły swoje i orkiestry na dwie ostatnie części. Szkoda, bo mogło być dużo lepiej.

 

André Cluytens, Czech Philharmonic Orchestra, 1955, I – 13:13, II – 6:38, III – 14:23, IV – 4:40, V – 8:44 [48:04], Andante

 

71me7pCCt7L._SL1300_

 

 

 

 

Mam bardzo duży sentyment do nagrania Jeana Martinona z Orchestre National de l’O.R.T.F, było to bowiem drugie nagranie , jakie poznałem. Monsieur Martinon świetnie radzi sobie z gwałtownymi zmianami nastroju, tempa, dynamiki i ekspresji w pierwszej części. Napięcie szybko rośnie i już nie puszcza, gwarantując słuchaczowi emocjonalny roller coaster. Bardzo to świeże i emocjonujące, a i gra orkiestry jest świetna – ostra jak brzytwa i wyrazista. Posłuchajcie sami:

 

Świetnie brzmią solówki waltorni i drewna! Martinon wykonuje też powtórkę w pierwszej części – w tamtych czasach zdarzało się to nieczęsto. Jeśli mam być szczery to jakoś mnie te powtórki w Fantastycznej nie przekonują. W pierwszej części powtórka zaczyna się od idée fixe – czyżby więc bohater zobaczył swoją ukochaną po raz drugi?… A crescendo rozpoczynające Marsz? Czyżby nasz pochód wiodący bohatera na szafot zgubił się i musiał zaczynać od nowa?… Dość tych złośliwości, wróćmy do rzeczy. Martinon to również jeden z bardzo niewielu dyrygentów, którzy wykonują alternatywną wersję drugiej części – z dodaną partią solową kornetu. Ciekawie to brzmi i przesuwa uwagę słuchacza w stronę sekcji blachy:

 

Gra innych sekcji i tutaj jest ostra i wyraźna, co wzmagało napięcie. Świetne, bardzo szybkie, zakończenie. Być może Martinon chciał jak najbardziej zróżnicować charakter poszczególnych części i dlatego pokierował trzecią częścią w tak powolny i rozmarzony sposób. Dla mnie to moment, w którym jego koncepcja staje się niespójna. Po dwóch znakomitych częściach dostajemy coś, co jest nijakie. Brak tu napięcia. Są też jednak dobre rzeczy –subtelne cieniowanie dynamiki, czy piękna gra drewna. Brakowało mi tu emocji i głębszego zaangażowania. Posłuchamy krótkiego fragmentu z tematem granym przez wiolonczele:

 

Całe szczęście w Marszu jesteśmy znowu w tym samym klimacie co w pierwszych dwóch częściach. Posłuchajcie tylko charakternych solówek fagotu – Martinon świetnie wydobywa groteskowe akcenty humorystyczne:

 

Miły uchu impet niesie ze sobą również zakończenie, chociaż muszę wyznać Wam w sekrecie, że nadęta fanfara, która rozbrzmiewa tuż po idée fixe to się Berliozowi nie udała:

 

Miłe są dźwięki, jakie wydobywają z siebie waltornie i drewno na początku piątej części, od razu wprowadzając groteskowy klimat. Nie podobają mi się dzwony – zdecydowanie wolę takie, które mają głębszy, bardziej dźwięczny ton, ale blacha w Dies irae jest znakomita:

 

Również tempo i wszelkie jego subtelne modyfikacje urzekają płynnością, a zakończenie jest pełne energii:

 

Bardzo dobra, normalna i naturalna w wyrazie interpretacja. Rzekłbym wręcz, że w swojej normalności i braku ostentacji bardzo francuska. Niestety nie znalazłem tego nagrania ani na Youtube ani na Spotify.

Jean Martinon, Orchestre National de l’O.R.T.F., 1973, I – 15:08 (R), II – 6:42, III – 17:22, IV – 4:53, V – 9:57 [54:11], Warner

To by było na tyle w kwestii nagrań z udziałem dyrygentów francuskich. W kolejnym wpisie wrócę do międzynarodowego grona. Będzie Otto Klemperer, Lorin Maazel i Stanisław Skrowaczewski. Do zobaczenia! 😉

Related Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.