Gustav Mahler i Pieśń o ziemi – część trzecia

Świetnym, a mało znanym nagraniem jest to pod batutą Paula Kletzkiego (albo Pawła Kleckiego) z udziałem Murray’a Dickiego i, ponownie, Dietricha Fischera-Dieskaua. Ale Fischer-Dieskau który śpiewa tutaj dla Kletzkiego to zupełnie inny Fischer-Dieskau niż ten który śpiewał dla Bernsteina kilka lat później. W tym nagraniu śpiewak wykonuje swoją partię dużo bardziej naturalnie i spontanicznie. Głos brzmi przepięknie, nie jest przy tym tak zmanierowany jak w jego późniejszych interpretacjach. Również Dickie stoi na wysokości zadania, chociaż momentami miałem wrażenie, że barwa jego głosu jest zbyt nosowa. Kletzki prowadzi tutaj Philharmonia Orchestra, a więc zespół, z którym kilka lat później nagrał Pieśń o ziemi Otto Klemperer. Słychać, że to ta sama orkiestra, że to ci sami znakomici soliści, podobny balans pomiędzy grupami, podobna głębia. Ale Kletzki daje od siebie coś jeszcze, a mianowicie mnóstwo nerwowej energii i napięcia. W moim odczuciu jego interpretacja niemal idealnie łączy w sobie głębię Klemperera z napięciem Bernsteina. Moje jedyne zarzuty dotyczące jego interpretacji dotyczą kilku miejsc w Pożegnaniu, w których tempo mogłoby być bardziej powolne, bardziej skupione. Kletzki podchodzi do tych miejsc nerwowo i niecierpliwie, ale jednocześnie zachowuje dzięki temu płynność narracji. Dźwięk jest niestety mniej przejrzysty niż w nagraniu Klemperera i to kolejny drobny mankament. Wykonawcy tworzą spójną, zróżnicowaną i intensywną narrację, a to przecież w odbiorze tego dzieła najważniejsze.

Posłuchajcie tylko gry drewna w interludium w pierwszej części:

 

Posłuchajcie z jaką pasją Kletzki i Dickie wgryzają się w zakończenie Toastu o ziemskiej biesiadzie:

 

Podoba mi się wartkie tempo narracji w drugiej części i to, w jaki sposób dyrygent wprowadza napięcie poprzez umiejętne zaakcentowanie ostrego pizzicata kontrabasów. Fischer-Dieskau jest rewelacyjny:

 

O młodości zachwyca lekkością i wdziękiem. Również Dickie stoi na wysokości zadania:

 

W czwartej części dyrygent utrzymuje konsekwentnie szybkie tempo, przez co przejście do środkowego epizodu z jeźdźcami jest naturalne i spójne. Tempo w tym odcinku jest wartkie, ale pomimo tego Fischer-Dieskau wypada zdecydowanie bardziej naturalnie niż w nagraniu z Bernsteinem. Fascynuje chropowata barwa brzmienia blachy, umiejętne wydobycie mandoliny i pauza generalna na koniec tego odcinka. Wow!:

 

Pijany wiosną wypada kapitalnie. Również tutaj duet Kletzki/Dickie dają popis lekkości i wirtuozerii w najlepszym tego słowa znaczeniu:

 

Pożegnanie jest równie fascynujące. Gra drewna jest absolutnie zjawiskowa, świetnie wydobyte są harfy, a Fischer-Dieskau wydaje się tu dużo bardziej zaangażowany i uważny na wszystko co dzieje się w utworze niż w poprzednim nagraniu. Są tu miejsca absolutnie magiczne, skupione i wyczute:

 

Są fragmenty poruszające siłą ekspresji. Posłuchajcie puzonów, harf i pełnego rezygnacji westchnienia klarnetów w zakończeniu marsza:

 

Jedynie przejście do zakończenia tej części wydało mi się zbyt niecierpliwe, zbyt gwałtowne:

 

Pomimo tego – nagranie polecam. Jest fascynujące. Intensywne, głębokie, przemyślane.

Paul Kletzki, Dietrich Fischer-Dieskau, Murray Dickie, Philharmonia Orchestra, 1959, I – 8:41, II – 9:23, III – 3:02, IV – 7:01, V – 4:20, VI – 28:38 [61:06], Warner

 

 

O tym, jakie skarby kryją się w rozmaitych archiwach mieliśmy okazję przekonać się w roku 2011, kiedy to światło dzienne ujrzało niezwykłe nagranie koncertowe Pieśni o ziemi pod batutą Josepha Kripsa. Nie nazwisko dyrygenta zwraca tu jednak uwagę, a soliści. Mamy tutaj bowiem zarówno Fritza Wunderlicha, jak i Dietricha Fischera-Dieskaua! Dream team? Tak, aczkolwiek nie można niestety podejść do tego nagrania bez zastrzeżeń. Dźwięk pozostawia niestety wiele do życzenia. Jest płaski, płytki i mało przestrzenny. Nie jest to na pewno kwestia sali – koncert ten odbył się bowiem w wiedeńskiej Musikverein, a akustyka jest tutaj świetna, o czym miałem okazję przekonać się na własne uszy. Wiener Symphoniker nie jest pierwszoligowym zespołem, i to niestety też daje się odczuć. Wtopy zdarzają się najlepszym, rzecz w tym jednak, że nie ma w grze orkiestry niczego, co zapadłoby w pamięć. To samo powiedzieć można o dyrygowaniu Kripsa. Nie wniósł niczego nowego do rozumienia utworu Mahlera, ale miał do dyspozycji znakomitych solistów i potrafił zejść im z drogi i nie przeszkadzać. Drugą jego niewątpliwą zasługą było zadbanie o to, aby zachować u siebie kopię nagrania tego koncertu. Dzięki temu i my mamy do niej dostęp i możemy przekonać się, jak wypada w praktyce duet najznakomitszych mahlerowskich śpiewaków. Wypada znakomicie. Obaj są tu w szczytowej formie, a do swoich partii podchodzą z zaangażowaniem, spontanicznie i naturalnie. Pod względem wokalnym to jedno z najlepszych nagrań tego utworu.

Posłuchajmy pierwszego wejścia Wunderlicha w Toaście o ziemskiej biesiadzie:

 

Fischer-Dieskau robi piorunujące wrażenie w Samotnym jesienią, chociaż udaje mu się to bez uciekania się do afektacji i przesady:

 

Intrygująco przedstawia się początek czwartej części. DFD wykonuje go zaskakująco lekko i zwiewnie:

 

Część piąta w wykonaniu duetu Krips/Wunderlich brzmi dowcipnie:

 

Pożegnanie bardzo mocno kontrastuje ze wszystkimi poprzednimi częściami. Jest zagrane najwolniej, jest też najbardziej dopracowane jeśli chodzi o grę orkiestry. Dyrygent i śpiewak współpracują tu ze sobą w najzupełniejszym porozumieniu i harmonii:

 

To pięknie zbudowana, przejmująca opowieść, którą polecam do wysłuchania nawet audiofilom. Uwierzcie, to nie dźwięk jest tu najważniejszy.

 

Joseph Krips, Dietrich Fischer-Dieskau, Fritz Wunderlich, 1964, I – 7:39, II – 9:45, III – 3:08, IV – 6:58, V – 4:36, VI – 30:42 [62:48], Deutsche Grammophon

 

Mieszane uczucia wzbudziła we mnie rejestracja Carla Marii Giuliniego. Berlińczycy grają dla niego o niebo lepiej niż dla Karajana, dźwięk jest również dużo lepszy, ciepły i bezpośredni, ale nie mogłem pozbyć się wrażenia, że w sposobie, w jaki dyryguje dziełem Mahlera niewiele jest zaangażowania. Było to jednak dzieło tego kompozytora, do którego Giulini powracał najczęściej, istnieją też jeszcze dwie rejestracje koncertowe, w których pojawiają się też ci sami soliści co tutaj. Cóż, oni również nie wzbudzili mojego entuzjazmu. Zarówno meksykański tenor Francisco Araiza jak i Brigitte Fassbaender nie czują się chyba dobrze w swoich rolach. Jeśli szukasz w dziele Mahlera świetnej gry orkiestry, dobrze wydobyty detali i ciepłego brzmienia – to nagranie ma szanse Ci się spodobać. Mam jednak poczucie, że da się zejść głębiej w tę muzykę, podczas gdy Giulini i jego soliści ślizgają się po powierzchni. Dyrygent ma świetne wyczucie barwy, ale nie ma wyczucia dramatyzmu. Nie zapominajmy, że tam muzyka jest nie tylko piękna. Jest niewiarygodnie piękna. Musi przejmować do szpiku kości. A tu nic. Posłuchajcie kulminacji pierwszej części:

 

To pierwsze wejście Fassbaender w Samotnym jesienią. Jej głos jest zbyt masywny i rozwibrowany, żeby robił dobre wrażenie:

 

Środkowy epizod czwartej części Giulini prowadzi w umiarkowanym tempie, przez co brak mu dramatyzmu, nie kontrastuje też z pierwszym epizodem:

 

Nawet niektóre miejsca w Pijanym wiosną wydają mi się niedopracowane pod względem dramaturgii:

 

Pożegnaniu zdarzają się miejsca brzmiące naprawdę zjawiskowo, jak choćby scena z ptakami:

 

Ale już w kulminacji marsza wyraźnie brak energii, koncentracji i zdecydowania:

 

Carlo Maria Giulini, Francisco Araiza, Brigitte Fassbaender, Berliner Philharmoniker, 1984, I – 8:40, II – 9:47, III – 3:21, IV – 7:38, V – 4:25, VI – 30:21 [64:12], Deutsche Grammophon

 

 

Klaus Tennstedt oferuje słuchaczom wersję zdecydowanie romantyczną w wyrazie, ekspresyjną i emocjonalną. Brzmienie London Philharmonic Orchestra jest gęste, ciemne i nasycone, co świetnie pasuje do charakteru muzyki. Najważniejsze jest jednak to, że Tennstedt potrafi nadać każdej z części osobny, zdecydowany wyraz. Podobało mi się zaangażowanie wykonawców, jakość gry orkiestry i bogactwo odcieni, które odnaleźli w tym utworze. Klaus König jest świetny w swoich pieśniach. Toast o ziemskiej biesiadzie prowadzi Tennstedt powoli, nadając pieśni melancholijnego wyrazu. Zyskuje na tym zwłaszcza środkowy epizod:

 

Zaskakująco szybko rozpoczyna się Samotny jesienią. Agnes Baltsa nie zrobiła na mnie zbyt dobrego wrażenia. Barwa jej głosu pasuje do dzieła, ale nie mogłem przyzwyczaić się do niewyraźnej dykcji śpiewaczki. Dyrygent świetnie wyciąga tu ekspresyjny, błądzący akompaniament altówek:

 

Kapitalnie wypada trzecia pieśń. To chyba jedno z moich ulubionych nagrań tej części. Wszystko jest tu na swoim miejscu – subtelne zawahania tempa i dynamiki, dowcipny charakter i rewelacyjna, charakterna gra drewna:

 

BAARDZO podoba mi się mroczne, nasycone, gęste brzmienie orkiestry w Pożegnaniu, ze świetnie wyciągniętymi instrumentami grającymi w niskim rejestrze. Słyszysz takie wykonanie i każdy dźwięk mówi Ci, że za tym stoi ktoś, kto dobrze wie, o co w tym utworze chodzi. I co ważniejsze – wie jak to pokazać i przekazać. Piorunujące wrażenie robią powoli rozpływające się w ciszy pomruki kontrabasów i harf, niesamowicie wyraziście szemrze tu strumyk:

 

Tennstedt niczego tu nie przyspiesza, narracja płynie powoli nasycając się znaczeniem, dlatego też niezwykłe wrażenie robi ożywienie w momencie pojawienia się mandoliny:

 

Absolutnie niesamowite wrażenie robi mocno podkreślony dźwięk tam-tamu na początku marsza:

 

Dyrygent genialnie buduje tu niemal niemożliwe do wytrzymania napięcie. Zakończenie jest niesamowite – powolne, eteryczne i delikatne. Również Baltsa stoi tu na wysokości zadania, a jej ciemny głos świetnie wpasowuje się w brzmienie orkiestry. Bardzo satysfakcjonujące zakończenie długiej wędrówki i jedno z najciekawszych i najbardziej wartościowych nagrań tego utworu, jakie słyszałem do tej pory.

 

Klaus Tennstedt, Agnes Baltsa, Klaus König, London Philharmonic Orchestra, 1982/1984, I – 9:48, II – 9:59, III –  3:12, IV – 7:34, V – 4:50, VI – 31:26 [66:49], Warner

 

 

 

 

Znakomitą jak na rok 1959 jakością dźwięku wyróżnia się nagranie pod batutą Fritza Reinera. Chicago Symphony Orchestra brzmi zjawiskowo, a dźwięk jest bardzo bliski, bezpośredni i pełen detali. W pierwszej części Reiner i Richard Lewis trochę się rozbiegają pod względem interpretacji. O ile bowiem śpiewak stawia na heroizm, o tyle dyrygent prowadzi orkiestrę ostrożnie, bez szaleństw, ukazując rozmaite detale struktury bez dokładania od siebie ani grama napięcia. Posłuchajcie w jaki sposób wydobywa detale w partii blachy w akompaniamencie:

 

Brak ekspresji przeszkadzał mi w odbiorze Samotnego jesienią. Głos Maureen Forrester również nie przypadł mi do gustu – był dla mnie zbyt rozwibrowany. Reiner wydobywa mnóstwo detali z tła, ale to nie pomaga. Część druga brzmi tu chłodno i mało emocjonalnie. Krótki fragment:

 

W trzeciej części bardzo podobała mi się gra drewna. Wszystko pięknie, wszystko ładnie, ale jakoś brakowało mi poczucia humoru. Lewis jest świetny:

 

Przy części następnej zacząłem tracić cierpliwość. Reiner prowadzi ją początkowo w dość szybkim tempie, ale kiedy dochodzi do sekcji środkowej, zwalnia i ścisza orkiestrę. Owszem, usłyszymy każdy niuans w partii głosu, ale ani tu ekscytacji, ani zmysłowości. Posłuchajcie sami:

 

Pijany wiosną jest zagrany i zaśpiewany przepięknie, ale podobnie jak w przypadku trzeciej części – braku tu poczucia humoru. Tak kończy się ta część:

 

Pożegnanie porusza, aczkolwiek miałem poczucie, że porusza bardziej sama muzyka niż coś szczególnego, co robi tutaj Reiner i Forrester. Solówki drewna są piękne, dopieszczony i niezwykle dźwięczny jest rejestr basowy (kontrabasy!), ale czegoś tu brak. Iskry. Napięcia. Poczucia budowania spójnej narracji i tego szczególnego mahlerowskiego niepokoju. Wykonawcy z niezwykłą precyzją przestrzegają wskazówek dynamicznych Mahlera w zakończeniu, ale co z tego, skoro niewiele w tej interpretacji życia? Posłuchajmy jednego fragmentu:

 

Fritz Reiner, Maureen Forrester, Richard Lewis, Chicago Symphony Orchestra, 1959, I – 8:30, II – 10:04, III – 3:19, IV – 6:41, V – 4:30, VI – 29:35 [63:07], RCA

Related Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.