Mariss Jansons i Bawarczycy w Katowicach

Polscy melomani mieli wyjątkowe szczęście – dwa koncerty Symphonieorchester des Bayerischen Rundfunks z udziałem Janiny Baechle pod dyrekcją Marissa Jansonsa dzień po dniu. Jeden koncert we wrocławskim NFMie, drugi – w katowickim NOSPRze. Mnie przywiało akurat w rodzinne strony, więc korzystając z okazji – postanowiłem odwiedzić NOSPR, którego akustykę uwielbiam i która nieodmiennie sprawia, że mam poczucie obcowania z akustycznym ósmym cudem świata.

Muszę powiedzieć, że wybór repertuaru był intrygujący – uwertura Antygona Vladimíra Sommera, Kindertotenlieder Gustava Mahlera i na deser Tańce symfoniczne op. 45 Siergieja Rachmaninowa. Było to moje pierwsze zetknięcie z muzyką Sommera. Czego mogą po tym dziele spodziewać się ci, którzy go nie słyszeli? Agresywna, ostra rytmika à la Prokofiew, rozbudowana sekcja perkusji, dysonansowa harmonia, zapamiętałe wykorzystywanie wysokiego rejestru brzmienia smyczków, tworzące ostre, przeszywające obłoki brzmienia, wreszcie szostakowiczowskie, sardoniczne pasaże drewna – to najbardziej rzucające się w uszy cechy tego utworu. Wszystko to składa się na muzykę ostrą w wyrazie, agresywną, w której diatoniczne, idylliczne epizody łączyły się z muzyką wyrażającą bezwzględną, brutalną siłę. Nie jest to zbyt znany utwór, jeśli chcecie go posłuchać, kliknijcie TUTAJ.

Wykonanie Kindertotenlieder przez tandem Baechle/Jansons było nierówne. Z jednej strony – fascynowało klarownością i pierwszorzędną jakością wykonania. Słyszałem w tej interpretacji drugo  i trzeciorzędne detale partii drewna jakich nie słyszałem wcześniej na żadnym nagraniu, a uwierzcie mi, słyszałem ich bardzo wiele. Gra waltorni była przepiękna, słychać było każdy dźwięk harfy… Akustyka sali bardzo pomogła orkiestrze w tym wypadku. Wykonanie urzekało brakiem ostentacji, naturalnością i przejrzystością. Z drugiej strony – nie mogłem przyzwyczaić się do głosu Baechle. Był dla mnie zdecydowanie zbyt nosowy, zbyt mało przejrzysty w barwie. Muszę oddać jej sprawiedliwość – miała przepiękna piana, wiele było tu miejsc, w których nie śpiewała, a wręcz szeptała, a każde słowo było doskonale słyszalne i doskonale zbalansowane z brzmieniem orkiestry. Jansons pokazał się w cyklu Mahlera jako doskonały inżynier, który wie, co i jak ze sobą połączyć, aby całość zadziałała, ale brakowało mi w jego dyrygowaniu większych kontrastów. Ucierpiała na tym zwłaszcza część piąta – Im diesen Wetter, in diesen Braus, wykonana ze stoickim spokojem, bez większego napięcia i bez jakiegokolwiek kontrastu pomiędzy gwałtowną pierwszą częścią, a następującym po niej wyciszonym epilogiem.

Miałem poczucie, że wszelkie zaangażowanie, wszelką energię wykonawcy rezerwowali sobie na Tańce symfoniczne Rachmaninowa. Ten tryptyk to swoiste opus magnum rosyjskiego kompozytora, fascynujące zarówno dekadenckim klimatem, jak też arcybarwną i rozrzutną orkiestracją. Znajdziemy tu rozbudowaną sekcję perkusji ze wszystkimi dzwonami, tam-tamami, tamburynami i ksylofonami, jak też wzbogacający fakturę fortepian czy użyty przez Rachmaninowa jeden jedyny raz saksofon. Znam trochę nagrań Jansonsa i wiem, że ma do Rachmaninowa dość autorskie podejście. Nie lubuje się w rozlewnych kantylenach, nie rozczula się i nie przesładza. Stawia na energię, ostro akcentowane rytmy i kontrasty barw. Takiego Rachmaninowa usłyszała też katowicka publiczność. Było to jednak wykonanie bardziej energiczne i zaangażowane niż w przypadku cyklu Mahlera. Smyczki Bawarczyków brzmiały przepięknie zwłaszcza w drugiej części, w której Jansons wydobył z nich konieczny ładunek ciepła. Był to jednak przeważnie demoniczny, dekadencki Rachmaninow, oszałamiająco barwny, mefistofeliczny w wyrazie, rzadko wzruszający. Jak dla mnie bomba! Dla reszty publiczności chyba też, bo urządziła wykonawcom długą owację na stojąco, za co ci odwdzięczyli się najpierw Momentem muzycznym f-moll Schuberta, a potem fragmentem Cudownego mandaryna Béli Bartóka. Zwłaszcza ten ostatni robił piorunujące wrażenie. Jansons zadyrygował nim na pełnych obrotach.

Jeśli oklaskiwać taki koncert – to tylko na stojaka!

 

fot. Izabela Lechowicz/NOSPR

Related Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.