Santtu-Matias Rouvali i II Symfonia Jeana Sibeliusa

Rok temu ukazał się pierwszy solowy album fińskiego dyrygenta Santtu-Matiasa Rouvaliego. Poświęcony był I Symfonii Jeana Sibeliusa, teraz zaś na rynek trafiła następna płyta, na której znalazła się Druga tego samego kompozytora. To także utwór jeszcze w pełni romantyczny, pełen emfazy i patosu. Bardzo jest w tej swojej emocjonalności oficjalny i specyficzny, gdyż jest to romantyzm przefiltrowany przez wrażliwość Fina, bardzo swoisty, chłodny, momentami mroczny. Kompozytor, który nazywał Symfonię „wyznaniem duszy”, zaczął pisać ją w Rapallo we Włoszech, co może po części tłumaczyć charakter pierwszej części (druga, także tam naszkicowana, jest już bardziej chłodna). Finom nowe dzieło bardzo się spodobało, a recenzenci określili je mianem „symfonii niepodległości”. Niezależnie od tego, czy potraktujemy to dzieło jako napisane „ku pokrzepieniu serc”, czy będziemy się tam doszukiwać historii Don Juana (a na taki programowy trop wskazał sam kompozytor), nawiązań do Boskiej komedii czy też potraktujemy ją jak dzieło absolutne, to jest to po prostu kawał dobrej muzyki.

Pierwsze takty pierwszej części pokazuję wrażliwość Rouvaliego na brzmienie. Gothenburg Symphony Orchestra brzmi bogato i soczyście. Pięknie brzmią fagoty, oboje i wiolonczele, ataki orkiestry są mocne i pewne, balans pomiędzy grupami instrumentów wzorcowy, co znacząco wzbogaca brzmienie i uwydatnia detale. Muzyka płynie niespiesznie, zgodnie zresztą z zaleceniem kompozytora, który oznaczył tempo jako allegretto. Słychać, że Rouvali świetnie czuje tę muzykę, dobrze wie czego w niej chce i jak zakomunikować to orkiestrze. Kapitalne są kontrasty dynamiczne – eteryczna solówka klarnetu, do którego dołączają niedługo potem smyczki, a potem inne instrumenty drewniane. Kulminacje pokazują, że Gothenburg Symphony Orchestra jest w stanie brzmieć przejrzyście i ciepło nawet w momentach, w których faktura jest najbardziej gęsta, a Rouvali wyciąga z orkiestry szczegóły, których nie słyszałem w żadnym innym nagraniu. Pięknie, ciepło i krągło brzmią także instrumenty dęte blaszane. Ich nasycone brzmienie i uważna kontrola dynamiki sprawiają, że słucha się ich z wielką przyjemnością. Rouvali buduje kulminacje niespiesznie, ale kiedy w końcu dochodzi do wybuchu emocji – to robią one wielkie wrażenie.

Tempo andante, ma rubato otwiera piękne pizzicato smyczków, a po chwili dołącza do nich niemniej zjawiskowo brzmiący fagot. Rouvali także tutaj pokazuje wielką wrażliwość na brzmienie. Świetne, ostre, wyraziste i barwne są późniejsze wejścia wiolonczeli. Imponuje subtelnie i z wyczuciem stosowane rubato, swoboda i naturalność przepływu muzyki. Miękko, soczyście i pięknie pod względem barwy brzmi solo trąbki, kulminacje są namiętne i pełne pasji. Bardzo intensywna i poruszająca kreacja.

Ostre i wyraziste wejścia smyczków robią duże wrażenie w Vivacissimo. Część ta jest bardzo skontrastowana pod względem temp – odcinki powolne i grane w cichej dynamice są istotnie bardzo powolne i wyciszone, oddzielają je zresztą od otaczającego je huraganu wymowne pauzy. Solówki drewna i wiolonczeli są przepiękne. Przejście attacca do części czwartej jest płynne i naturalne, a tutti całej orkiestry soczyste i selektywne, choć może odrobinę zbyt powolne. Jednak wynagradza ten mankament (Rouvali wcale nie jest tu dużo wolniejszy od Bernsteina) jakość gry zespołu. Trąbki korzystnie wypadają grając w cichej dynamice, w odcinkach tutti natomiast czasem w brzmieniu brakuje im blasku. Ostatnia kulminacja jest przejmująca, pełna rozmachu, choć także powolna. Usłyszymy tu jednak detale w partii smyczków, których nie słyszałem w innych nagraniach.

Jako dopełnienie płyty dostajemy tu suitę Król Christian II op. 27, napisaną w 1898 roku, a więc jeszcze przed I Symfonią. Obejmuje ona pięć z siedmiu utworów, które Sibelius napisał jako muzykę sceniczną do sztuki stworzonej przez swojego przyjaciela, Adolfa Paula. Poszczególne odcinki to Nokturn, Elegia, Musette, SerenadaBallada. Suita nie jest zbyt popularna, ale już pierwszy rzut ucha na pierwszą część zdradza, że jest to muzyka wyrazista, indywidualna, bardzo sibeliusowska w zwrotach melodycznych i instrumentacji. Nokturn jest dość szybki jak na utwór o takim tytule, a równie zaskakujące jest użycie przez kompozytora tamburynu. Przeznaczona wyłącznie na smyczki Elegia w tempie andante sostenuto przypomina trochę przeznaczone praktycznie na tę samą obsadę, późniejsze o ponad 20 lat Andante festivo. Musette to lapidarny, beztroski wiejski taniec, który w sztuce tańczy ukochana króla, Dyveke. Główne linie melodyczne prowadzą grające leggiero instrumenty dęte drewniane. Serenada, oznaczona Moderato assai (quasi menuetto) to delikatny taniec w metrum trójdzielnym, towarzyszący scenie balu. Ballada w tempie allegro molto to ekspresja gniewu tytułowego bohatera, wyrażonego na wstępie przez smyczki grające w niskim rejestrze. Pobrzmiewają tu echa ukończonej przez kompozytora kilka lat wcześniej czwartej części suity Lemminkäinen. Atrakcyjne dopełnienie całej płyty, tym ciekawsze, że nie grane i nie nagrywane zbyt części. Interpretacja Rouvaliego jest świetna – dramatyczna i dobrze wyczuta.

Arcyciekawy album i bez wątpienia jedna z najlepszych interpretacji II Symfonii zarejestrowana w ostatnich latach. Jeśli ktoś jeszcze nie dowierza w talent dyrygencki Rouvaliego – powinien w ramach rozwiewania wątpliwości sięgnąć po tę płytę!

 

Jean Sibelius

II Symfonia D-dur op. 43
Król Christian II op. 27

Gothenburg Symphony Orchestra
Santtu-Matias Rouvali – dyrygent

Alpha

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.