Sinfonietta Leoša Janáčka – część pierwsza

Chociaż Leoš Janáček (1854-1928) należy do najwybitniejszych czeskich kompozytorów to jego utwory nie są u nas niestety szczególnie popularne. Pierwszym i najważniejszym źródłem inspiracji był dla niego folklor Moraw, a trzeba tu koniecznie wspomnieć, że artysta ten był także folklorystą, chętnie organizującym wyprawy w poszukiwaniu melodii ludowych. Pisząc opery wzorował się na prozodii ojczystego języka, czasem zaś zdarzało mu się zapisywać melodię zasłyszanych na ulicy rozmów.

Ostatnia dekada życia była dla Janáčka szczególnie twórcza, a śmierć na zapalenie płuc zaskoczyła kompozytora podczas pisania kilku utworów, które pozostały nieukończone. Muzą kompozytora była wówczas Kamila Stösslová, młodsza od niego o 38 lat mężatka z dwójką dzieci. Nie odwzajemniała ona uczucia kompozytora, nie znała się na muzyce i słabo orientowała się w tym, kim był zakochany w niej bez pamięci mężczyzna. Pozwalała mu się jednak łaskawie adorować, a pokłosiem tej fascynacji jest kilkaset zachowanych listów, jakie napisał kompozytor. Jak tę „przyjaźń” postrzegał mąż kobiety – trudno powiedzieć, żona Janáčka zachwycona nią nie była. Trudno orzec też na ile to uczucie było „nieszczęśliwe”. Twórca musiał męczyć się, dobrze wiedząc, że nigdy nie zdobędzie kobiety, którą kocha, nam jednak pozostawił zainspirowane tym uczuciem dzieła, które należą do najwybitniejszych w jego dorobku. Są to kompozycje kameralne: Concertino, Capriccio, sekstet dęty Mládí (Młodość), dwa kwartety smyczkowe (Sonata Kreutzerowska oraz inspirowany korespondencją z Kamilą kwartet Listy poufne), cykle pieśni Říkadla (Porzekadła) i Zápisník zmizelého (Notatnik zaginionego); opery w których główna postać żeńska była zazwyczaj inspirowana ukochaną: Káťa Kabanová, Przygody Lisiczki Chytruski, Sprawa MakropulosZ martwego domu; potężna Msza głagolicka i, last but not least, Sinfonietta. Wśród niedokończonych kompozycji znajduje się poemat symfoniczny Dunaj i Koncert skrzypcowy Putování dušičky (Wędrówki duszyczki).

Styl dojrzałych kompozycji Janáčka jest bardzo indywidualny i z tego powodu rozpoznawalny właściwie natychmiast. Wcześniejsze dzieła pobrzmiewają od czasu do czasu Dvořákiem, ale tych późnych nie mógłby napisać nikt inny. Już po kilku taktach można powiedzieć że to on. Składa się na to wrażenie kilka elementów: obsesyjne powtarzanie krótkich, kilkudźwiękowych motywów, zazwyczaj bardzo rytmicznych i wyrazistych, orkiestracja z użyciem skrajnych rejestrów – albo bardzo wysokich (jak świszczące skrzypce w Sinfonietcie) albo bardzo niskich, a także predylekcja do eksponowania instrumentów dętych blaszanych. Pomysły instrumentacyjne tego kompozytora bywają ekscentryczne – doskonałym przykładem Marsz modraczków na flet piccolo, werbel, dzwonki i czelestę, notabene także jeden z jego późnych utworów. Jednak nawet te cechy nie oddają w pełni bardzo specyficznego i szalenie czeskiego nastroju tej muzyki. Takich dzieł nie mógłby napisać ani Polak, ani Fin, Hiszpan, Francuz czy Anglik. Jest w muzyce Janáčka dzika, ekstatyczna, nieokiełznana, brutalna i kipiąca energia, która wydaje się wręcz rozsadzać te utwory. Liryzm tego kompozytora także jest specyficzny – Janáček nigdy nie jest sentymentalny, nawet kiedy jest czuły – jest jednocześnie szorstki i rzeczowy.

Natchnienie może nadejść w najmniej spodziewanym momencie. Kiedy Janáček wybrał się na koncert muzyki wojskowej w Písku, nie spodziewał się, że wydarzenie to stanie się inspiracją do powstania jednego z jego najpopularniejszych utworów. Jednak widok i dźwięk wielkiego zespołu stojących na baczność muzyków okazał się niezwykle inspirujący i niedługo potem Sinfonietta była już ukończona. Pierwotnie utwór nosił dedykację: „czeskim siłom zbrojnym”, a oryginalny tytuł brzmiał Sinfonietta wojskowa. Dzieło składa się z pięciu części, a każda oprócz zwyczajowego określenia tempa, nosi jeszcze własny tytuł:

  1. Allegretto — Allegro maestoso (Fanfary)
  2. Andante — Allegretto (Zamek)
  3. Moderato (Klasztor Králové)
  4. Allegretto (Ulica)
  5. Andante con moto (Ratusz)

Sinfonietta to doskonały przykład admiracji, jaką Janáček darzył instrumenty dęte blaszane. W obsadzie tego dzieła znajdziemy 4 waltornie F, 9 trąbek C, 3 trąbki F, 2 trąbki basowe, 4 puzony, 2 tuby tenorowe i tubę tenorową – w sumie aż 25 samych instrumentów dętych blaszanych.

Kompozytor wskazał w felietonie Moje miasto z 24 grudnia 1927 roku także inne impulsy, które natchnęły go do pisania tego dzieła: „I oto ujrzałem miasto cudownie odmienione. Zniknął we mnie wstręt do ponurego ratusza, nienawiść do góry, w której wnętrzu krzyczało tyle bólu, wstręt do ulicy i tego, co się na niej roiło. Nad miastem wyczarowany blask wolności, na nowo urodzeni 28 października 1918! Przyglądałem mu się, należałem do niego. I łoskot zwycięskich trąb, święty spokój klasztoru Králové, nocne cienie, oddech zielonej góry, wizja rozkwitu i wielkości miasta rodziły się w mej Sinfonietcie z tego poznania, z mojego miasta Brna!” Prawykonanie utworu miało miejsce w Pradze 26 czerwca 1926 roku pod batutą Václava Talicha, znakomitego czeskiego dyrygenta, który niestety nie pozostawił po sobie rejestracji tego dzieła.

Palma pierwszeństwa należy do innego czeskiego dyrygenta, ucznia Janáčka, kompletnie dziś zapomnianego Břetislava Bakaly. Przez bardzo wiele lat był on związany z Brnem – tu kształcił się jako dyrygent, tu też pracował jako dyrektor Teatru Narodowego, a później  szef miejscowej filharmonii, tu wykładał jako profesor w szkole imienia swego mistrza, tu też zmarł. Artysta ten nagrał Sinfoniettę z Czech Philharmonic Orchestra w 1950 roku.  Jakość dźwięku nie jest niestety zbyt dobra, ale wynagradza to wnikliwość wykonawców i umiejętność wydobycia zalet dzieła. Nic tu nie jest przerysowane ani przeinaczone, czuć że to wykonanie lojalne pod względem tego co zapisano w partyturze, a także nastawione na podkreślenie wyrazistego charakteru Sinfonietty. Niestety, wspomniana kiepska jakość dźwięku przekłada się na odbiór brzmienia orkiestry: wejścia kotłów są nieco przytłumione, ale blacha gra ze świetnym wyczuciem stylu:

W części drugiej brzmienie jest ostre i zdecydowane, co bardzo tu pasuje:

Początek trzeciej części jest delikatny, ale narracja płynie wartko i bez ociągania. Szybszy środkowy epizod wypada znakomicie – orkiestra utrzymuje wyrazistą pulsację, a brzmienie jest jednocześnie rozluźnione i rozkołysane. Znakomita jest pulsacja blachy i ostro świszczące flety:

Znakomita, wartko zagrana jest także Ulica. Mamy tu charakterne solo trąbki, ostre smyczki i śpiewne drewno.

Ratusz rozpoczyna się bardzo powoli, łagodnie i melancholijnie. Przyspieszenie pulsu następuje naturalnie i potoczyście, jednak blacha pod koniec ponownie jest niestety nieco przytłumiona, a na pierwszy plan wyraźnie wysuwają się tryle smyczków. Mankament ten wynagradzany jest jednak przez wartkie tempo i wyrazistość muzyki:

Bardzo dobra, stylowa i godna polecenia interpretacja!

Břetislav Bakala, Czech Philharmonic Orchestra, 1950, I – 2:19, II – 5:41, III – 5:03, IV – 2:37, V – 7:01 [22:46], Supraphon

Do wczesnych propagatorów twórczości czeskiego kompozytora należał Otto Klemperer, który pozostawił po sobie dwa nagranie Sinfonietty. Pierwsze z nich zarejestrował podczas koncertu z amsterdamską Concertgebouw w 1951 roku. To pierwszorzędna, wyśmienicie zagrana wersja, w której zarówno dyrygent jak i orkiestra znakomicie uchwycili buńczuczny styl muzyki czeskiego kompozytora. Jakość dźwięku pozostawia trochę do życzenia, jest on nieco ciasny i mało przestrzenny, ale interpretacja jest zajmująca, zaskakująco momentami ekscentryczna i dzika, a nie są to przecież jakości kojarzone ze sztuką wykonawczą Klemperera. Fanfary rozpoczynają się powoli jak na allegretto, grane są dość masywnie, a wejścia kotłów mogłyby być ostrzejsze i bardziej zdecydowane (Janáček chciał w tym miejscu uderzeń drewnianymi pałkami):

Jednak już w następujących ogniwach dobór temp jest zdecydowanie bardziej trafny. Posłuchajcie tylko wyraziście akcentowanej, ostrej rytmiki w części trzeciej, pięknej artykulacji smyczków i tego tak typowego dla dzieł czeskiego kompozytora impetu:

Wspaniale – popędliwie, namiętnie i plastycznie wypada też accelerando na początku części piątej, gdzie dialogują ze sobą grupy smyczków:

Jedynie końcowy powrót fanfary wydaje się nazbyt powolny i masywny. Nie da się jednak zaprzeczyć, że to bardzo wyrazista, pełna charakteru, życia i temperamentu interpretacja, którą zdecydowanie warto poznać.

Otto Klemperer, Concertgebouw, 1951, I – 3:01, II – 5:28, III – 5:11, IV – 2:42, V – 6:50 [23:35], Archiphon

Drugą ze swoich interpretacji zarejestrował Klemperer pięć lat później w Kolonii z WDR Sinfonieorchester Köln. Są między tymi interpretacjami drobne różnice w tempach, ale ogólna koncepcja jest bardzo podobna. Ponownie mamy tu więc dość wolną i masywną początkową fanfarę i świetnie zrealizowane, dyrygowane z wielką energią ogniwa po niej następujące. Radiówka z Kolonii nie gra jednak na tak wysokim poziomie jak Concertgebouw, co słychać już w rozpoczynającej dzieło fanfarze. Część druga jest nieznacznie wolniejsza i choć przekłada się na to mniejszy impet muzyki, to Klempererowi udało się zachować zadziorny i sarkastyczny charakter tego ogniwa. W trzecim tempie szybkie przebiegi fletu są nieco zbyt łagodne – Janáčkowi kojarzyły się ze smaganiem wichru, czego tutaj nie słychać. W szybkich odcinkach brakuje zdecydowania i pewności odczuwalnych tak silnie w grze Concertgebouw. W czwartej części przyjemnie słucha się ładnej pod względem barwnym solówki trąbki. W finale brakuje ostrości i wyrazistości znanych z poprzedniej interpretacji dyrygenta i być może dlatego powrót powolnej fanfary pod koniec nie porywa ani nie zaskakuje. Jakość dźwięku jest trochę lepsza niż w nagraniu z Amsterdamu, jednak ze względu na grę orkiestry i wyrazistość interpretacji wybrałbym wcześniejsze nagranie.

Otto Klemperer, WDR Sinfonieorchester Köln, 1956, I – 3:05, II – 5:43, III – 4:54, IV – 2:47, V – 7:06 [23:35], Warner

Za kolejne z wczesnych nagrań Sinfonietty odpowiadał Jascha Horenstein, dyrygent znany i ceniony głównie ze względu na interpretacje dzieł Antona Brucknera i Gustava Mahlera. Kapelmistrz ten znany był doskonale ze swojego intelektualnego podejścia do wykonywanych dzieł, cierpliwego cyzelowania detali i nastawienia na budowanie napięcia poprzez akcentowanie elementów struktury, w czym przypominał trochę Klemperera. Jednak jeśli miałbym zgadywać jaki był typ jego temperamentu, to bez wahania orzekłbym, że był flegmatykiem, podczas gdy Janáček był uosobieniem choleryka. Zaszła tu więc niezgodność pomiędzy uosobieniem dyrygenta a charakterem wykonywanego przezeń dzieła. Przełożyło się to przede wszystkim na powolne tempa i na dość specyficzną koncepcję brzmienia. Otwierające dzieło fanfary są właśnie brucknerowskie – ciemne, gęste, nasycone, miękko brzmiące kotły potraktowane zostały jako tło. Nie wiem czy jakikolwiek dyrygent przyjął w jakimś innym nagraniu tak powolne tempo tej części. Bardziej to largo niż allegretto, dziwi też dodany po ostatnim dźwięku pogłos:

Także w drugiej części powolna, śpiewna kantylena smyczków (a później drewna) jest zbyt powolna aby wywrzeć odpowiednie wrażenie, przez co kojarzy się z dziełami romantyków. Fragmenty te kontrastują też dość słabo z odcinkami utrzymanymi w szybkim tempie:

Także przedstawiające klasztor część trzecia potraktowana została bardzo powoli, a zawołania dętych blaszanych wydają się dobiegać z oddali. Brak tu żywej pulsacji, tak ważnej w dziełach tego kompozytora. Późniejsze ożywienie tempa, choć spójne z pozostałą częścią tego ogniwa, jest stanowczo zbyt powolne, aby wywrzeć większe wrażenie:

Względnie dobrze wypada w porównaniu z tymi ogniwami część czwarta, w której ładnie brzmią dialogi trąbki i drewna:

Horenstein aż nazbyt cierpliwie buduje napięcie w ostatniej części. Delektuje się przeciąganymi w nieskończoność frazami i ostinatem smyczków w tle, ale donikąd to nie prowadzi. Napięcie nie rośnie, a muzyce brak pazura. Także zawołania blachy w zakończeniu nie brzmią szczególnie imponująco, a tempo w zakończeniu jest karykaturalnie wręcz powolne. Dziwna to interpretacja, rażąco nietrafna. Jakość dźwięku nie zachwyca, tak samo jak gra orkiestry. Rzecz bardziej dla zagorzałych fanów Horensteina niż Janáčka.

Jascha Horenstein, Wiener Symphoniker, 1955, I – 3:30, II – 6:57, III – 6:23, IV – 3:04, V – 8:37 [28:38] VOX

Diametralnie odmienne od Klemperera i Horensteina podejście przyjął w swoim nagraniu z Cleveland Orchestra Georg Szell, którego zwykło uważać się za zimnego i nieco nieczułego perfekcjonistę. Jednak jego interpretacja Sinfonietty zadaje nieco kłam tej opinii. Już od pierwszych mocno akcentowanych wejść tub tenorowych staje się jasne, że dyrygent był w stanie tchnąć życie w tę muzykę. Szell zwraca baczną uwagę na łuki melodyczne, na barwę poszczególnych instrumentów i na każde osobne wejście. Narracja prowadzona jest czytelnie – wiadomo gdzie co się zaczyna, gdzie kończy i jakie jest miejsce konkretnego elementu w układance, która nie jest wcale tak bezduszna jak można by się spodziewać. Narracja jest prowadzona w żywy i charakterny sposób. Blacha brzmi absolutnie wybornie:

W drugiej części ucho Szella do wyłapywania detali i porządkowania narracji sprawia, że nie tylko świetnie podkreśla on ostrą rytmikę, ale także wydobywa całą mnogość detali w orkiestracji, takich jak migotliwe brzmienia smyczków i harf:

W trzeciej części podejście dyrygenta także jest rzeczowe i konkretne, ale chyba nawet nazbyt precyzyjne. Wszak Janáček życzył sobie, żeby przebiegi w partii fletu przypominały świst wiatru. Tutaj są potraktowane zbyt dokładnie, zbyt porządnie. Zwróćcie jednak uwagę, jak miękko brzmi blacha:

W czwartym ogniwie Szell po mistrzowsku podkreśla kontrasty pomiędzy tempami poszczególnych odcinków – a to adagio, a to presto, meno mosso, andante, presto, a w końcu prestissimo:

Na początku piątej części węgierski dyrygent prowadzi narrację bardziej czytelnie niż jego koledzy, których nagrania tu omówiono, ale brakuje mu nieco plastyczności i energii:

Jednak już samo zakończenie jest imponujące. Powrót fanfary robi wielkie wrażenie, podobnie jak przejrzystość i dźwięczność brzmienia Cleveland Orchestra w tutti. Nie przepadam za bardzo za nagraniami Szella, ale to mu się naprawdę udało!

Georg Szell, Cleveland Orchestra, 1965, I – 2:34, II – 6:03, III – 5:29, IV – 2:55, V – 6:57 [24:04], Sony

 

Klaus Tennstedt nie należy do dyrygentów kojarzonych z wykonań muzyki czeskiej. Coś w tym jest – jego nagrania utworów Dvořáka, Smetany czy właśnie Janáčka są względnie nieliczne, porównując je z jego zachowanymi interpretacjami symfonii Mahlera. Do takich właśnie perełek należy jego interpretacja Sinfonietty, zarejestrowana z London Philharmonic Orchesta podczas koncertu w Royal Festival Hall w kwietniu 1991 roku. Tennstedt był dyrygentem dość specyficznym, momentami bardzo romantycznym, spontanicznym i egzaltowanym (w pozytywnym tego słowa znaczeniu!) i tak samo specyficzna i zajmująca jest jego interpretacja tego dzieła czeskiego kompozytora, tym ciekawsza i tym bardziej emocjonująca że zarejestrowana podczas koncertu. Fanfary są bardzo udane, zwłaszcza ciekawe jest przejście od allegretto do allegro, gdzie trąbki rzeczywiście mogą sobie pograć, co czynią z entuzjazmem, hałaśliwie i popędliwie.

W części drugiej słychać wyraźnie, że London Philharmonic Orchestra dysponuje ciemnym, gęstym, jędrnym brzmieniem, co także jakoś tutaj pasuje. Posłuchajcie ostrych burknięć waltorni na początku czy pełnej życia pulsacji rytmicznej, którą Tennstedt jest w stanie wyegzekwować ze swojej orkiestry:

Klasztorze Králové fascynują z kolei bardzo silne, ale umiejętnie stosowane kontrasty. Początek jest romantyczny, delikatny, grany dźwiękiem ciepłym, nasyconym i masywnym, jednocześnie jednak przejrzystym:

Z kolei odcinki szybkie robione są na wariata – ostro, gwałtownie, czyli dokładnie tak jak trzeba!

Muzyczny obraz Ulicy fascynuje przede wszystkim ze względu na brawurową grę blachy:

W czwartej części Tennstedt konsekwentnie i bez ociągania buduje napięcie, aż do zapierającej dech w piersiach porywającej kulminacji:

Świetna, porywająca i świeża kreacja!

Klaus Tennstedt, London Philharmonic Orchestra, 1991, I – 2:19, II – 6:17, III – 5:33, IV – 2:40, V – 7:40 [24:30] BBC Legends

 

 

 

 

Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.