Sinfonietta Leoša Janáčka – część trzecia

Claudio Abbado ma na koncie dwa nagrania Sinfonietty Janáčka. Włoski maestro zarejestrował pierwsze z nich  na początku swojej kariery, pod koniec lat 60. z London Symphony Orchestra dla firmy Decca.
Początek jest mało obiecujący – brzmienie blachy jest łagodne i nieco przytłumione, tak samo jak nieśmiałe wejścia kotłów. Przy przejściu do allegro muzyka staje się bardziej charakterna i rozkołysana, a dyrygent zwraca baczną uwagę na dynamikę, jednak Fanfary nie nabierają rumieńców.
W drugiej części brzmienie jest ciepłe, bogate i nasycone, a jakość dźwięku jest świetna, ale sama interpretacja jest nieco zbyt zrównoważona, zbyt spokojna i mało zwariowana. Mało tu Janáčkowej kanciastości, chociaż są tu momenty bardzo satysfakcjonujące, jak na przykład energiczne i soczyste wejścia kontrabasów czy niskich instrumentów dętych blaszanych. Wszystkie warstwy orkiestry są tu ze sobą precyzyjnie i dobrze zbalansowane.
Podobać musi się także ciemne, gęste brzmienie smyczków na początku Klasztoru, z wyraźnie słyszalnym w tle niskim pomrukiem tuby. Także przejście do sekcji con moto jest bardzo dobre i pełne wyczucia. Świetne, wirtuozowsko wykonane partie fletów!
Blacha nie rozczarowuje także w dynamicznie i czytelnie poprowadzonej Ulicy.
Ostatnia część rozpoczyna się trochę zbyt nieśmiało i lirycznie, jednak późniejsze rozwinięcie i wzrost napięcia są zrealizowane sprawnie, a London Symphony Orchestra nie zawodzi oczekiwań. Orkiestra jest w szczytowej formie, a jakość dźwięku jest znakomita.

Claudio Abbado, London Symphony Orchestra, 1968, I – 2:33, II – 5:43, III – 5:07, IV – 2:45, V – 7:23 [23:31], Decca

 

Swoje drugie nagranie Abbado zrealizował z Berliner Philharmoniker, orkiestrą „należącą” jeszcze wówczas do Herberta von Karajana. Fanfary rozpoczynają się bardzo nieśmiało, ale w miarę rozwoju narracji Abbado w ciekawy sposób steruje dynamiką i buduje wyrazistą, przejrzystą i czytelnie brzmiącą kulminację.
W Zamku zwraca uwagę ciemne i gęste brzmienie orkiestry, mniej jednak mięsiste niż brzmienie Londyńczyków z poprzedniej rejestracji dyrygenta. Abbado kieruje utworem podkreślając przede wszystkim momenty liryczne – nie podkręca tempa, nie epatuje masą brzmienia, tam gdzie wydaje mu się to potrzebne to zwalnia i pozwala sobie na nutę refleksji. Być może zamiast całej nuty refleksji przydałaby się tylko ósemka, bo kulminacjom nieco brakuje rozmachu.
W części trzeciej nieco brakuje masy brzmienia, ale kontrasty temp i nastrojów zostały bardzo dobrze uchwycone przez dyrygenta i orkiestrę.
Ulica jest nieco zbyt wydelikacona, ale użyto tu świetnie brzmiących dzwonów.
Ratusz jest zbyt przeliryzowany, a przez to mało efektowny i mało gwałtowny. Powrót początkowej fanfary nie robi tu praktycznie żadnego wrażenia, jest bowiem tak samo cichy i nieśmiały jak na początku utworu.
Nie jest to zbyt zajmująca interpretacja dzieła czeskiego kompozytora.

Claudio Abbado, Berliner Philharmoniker, 1987, I – 2:16, II – 5:45, III – 5:05, IV – 2:58, V – 6:55 [23:05] Deutsche Grammophon

Po Sinfoniettę sięgnął także pod koniec lat 80. estoński maestro Neeme Järvi. Otwarcie pierwszej części, choć dość powolne, jest ciekawe: blacha brzmi dumnie i pewnie, a wejścia kotłów są mocne i pewne. Słychać tu też wyraźnie, że grający na nich instrumentalista zastosował się do wskazówki kompozytora i użył twardych pałeczek, dzięki czemu są one cały czas bardzo wyraźnie słyszalne.
Niestety Zamek nie jest już tak interesujący. Tempo jest tu zdecydowanie zbyt powolne, a wejścia poszczególnych grup instrumentów są słabo zaakcentowane. Razi też brak dynamizmu i selektywności brzmienia orkiestry z Bambergu.
Także Klasztor jest powolny i liryczny, przynajmniej na początku, ale to za mało, aby utrzymać uwagę słuchającego w napięciu. Brak tu także zmiany tempa przy przejście do szybszej z definicji sekcji con moto, która brzmi tu rażąco ociężale i nieciekawie.
Ulica poprowadzona jest lepiej, ale też nie ma w tej interpretacji niczego, co by ją wyróżniało spośród innych. Pod koniec Järvi mocno zwalnia tempo, co nie jest trafną decyzją.
Jeszcze bardziej powolny jest Ratusz. Efekt jest irytujący, ślamazarne tempo odziera bowiem tę muzykę ze wszelkiej energii. Poziom napięcia podnosi się dopiero na sam koniec, wraz z powrotem fanfar, które brzmią tak samo jak na początku – pewnie i zdecydowanie. Jest to już jednak zdecydowanie za późno aby uratować to wykonanie przed interpretacyjną katastrofą. A szkoda!

Neeme Järvi, Bamberg Symphony Orchestra, 1989, I – 2:34, II – 6:22, III – 5:29, IV – 2:53, V – 7:53 [25:11], BIS

 

Kilka lat po Estończyku swoją wersję zarejestrował niemiecki maestro Kurt Masur, w owym czasie będący dyrektorem New York Philharmonic Orchestra. Z jego nagraniami jest jeden podstawowy problem. Albo są świetne, albo są beznadziejne. Interpretacja Sinfonietty jest przykładem utworu, który, delikatnie mówiąc, nie wyszedł Masurowi zbyt dobrze. W Fanfarach nie dzieje się absolutnie nic ciekawego. Zagrane i „zinterpretowane” są tak, jakby w tej muzyce nie działo się nic zajmującego. Druga część potwierdza to, co zapowiedziała pierwsza – Masur nie czuje Janáčka i nie ma w jego muzyce nic ciekawego do powiedzenia. Narracja jest drętwa i pedantyczna, sztywna, pozbawiona wyczucia. W Klasztorze jest jeszcze gorzej.  Nigdy nie sądziłem że muzyka oznaczona jako con moto może brzmieć w tak drętwy i odarty z życia sposób. W późniejszym odcinku waltornista bardzo się postarał, ale w prestissimo Masur, zamiast przyspieszyć, zwalnia. Rezultat jest absolutnie beznadziejny, brzmi to tak jakby dyrygent robił na złość nielubianemu kompozytorowi. Ulica wypada całkiem w porządku – tempo jest wartkie, a gra orkiestry nie jest tu aż tak zimna jak w poprzedniej części. Masur świetnie, impulsywnie i popędliwie, wykonuje także accelerando na początku piątej części. Także późniejszy wzrost napięcia jest realizowany wyjątkowo skutecznie i ciekawie. Brzmi to tak, jakby dyrygent i orkiestra obudzili się w końcu z letargu i zrozumieli co mają do zrobienia. Świetnie, precyzyjnie i wyraziście brzmią tu smyczki. Jednak podobnie jak w przypadku interpretacji Järviego, przebudzenie przychodzi za późno, żeby uratować tę interpretację.

Kurt Masur, New York Philharmonic Orchestra,1993, I – 2:23, II – 6:17, III – 5:49, IV – 2:37, V – 7:16 [24:31], Apex

Charles Dutoit zarejestrował utwór Janáčka ze swoim zespołem z Montrealu. Seria nagrań tego dyrygenta dla Dekki jest bardzo wysoko oceniana za bardzo dobrą jakość dźwięku i tak samo wysoki standard gry orkiestry. Te elementy rzucają się w uszy natychmiast po rozpoczęciu Fanfar – kanadyjska blacha jest znakomita, brzmi mocno, pewnie i buńczucznie, a dźwięk jest naturalny, przestrzenny, bardzo selektywny. Kapitalne, ostre i wyraziste wejścia kotłów. Świetnie zrealizowane wprowadzenie!
Początek Zamku prędko uzmysławia że reszta orkiestry nie pozostaje w tyle za blachą. Dźwięk smyczków jest gęsty, jedwabisty i jędrny, a Dutoit prowadzi ich kantyleny w naturalny, potoczysty sposób. Jednocześnie, dzięki świetnej jakości dźwięku cały czas wyraźnie słychać partie blachy i drewna. Rejestr basowy jest wyrazisty, mocny i potężny. Tempo jest tu tak samo powolne jak w dwóch poprzednio omawianych nagraniach, ale pełna życia interpretacja Dutoita połączona z kapitalnym dźwiękiem i barwnym brzmieniem orkiestry sprawiają, że słuchanie nagranie nie sprawia wrażenia zanadto rozciągniętego. Pięknie brzmią harfy pod koniec i aksamitny akompaniament smyczków ukryty pod melodiami trąbek.
Początek trzeciej części jest uwodzicielski i namiętny, z piękną pod względem barwy solówką rożka angielskiego. Wielkie wrażenie robi brawurowo przeprowadzona kulminacja tej części – po Janáčkowemu gwałtowna i buńczuczna, a przy tym doskonale przejrzysta.
Niestety tempo w czwartej części jest trochę za wolne, przez co nie ma takiego impetu, jaki mogłaby mieć.
Także początek Ratusza jest dość powolny, ale gra orkiestry jest absolutnie wspaniała, poza tym później Dutoit buduje napięcie bardzo naturalnie i potoczyście. Powrót fanfar jest zrealizowany tak, że ma się ciarki na plecach! I tylko ostatnich kilka taktów jest za wolnych, a ostatni akord rozlewa się zbytnio, a szkoda.

Charles Dutoit, Montreal Symphony Orchestra, 1993, I – 2:16, II – 6:25, III – 5:09, IV – 3:01, V – 7:23 [24:14], Decca

 

Japoński dyrygent Seiji Ozawa nagrał swoją wersję Sinfonietty z Chicago Symphony Orchestra, zespołem znanym i cenionym ze względu na znakomite brzmienie blachy. O tym że mamy do czynienia z absolutnie pierwszoligowym zespołem dowiemy się już po pierwszych dźwiękach Fanfary. Brzmienie jest ciepłe, krągłe, niesamowicie soczyste, barwne i pełne charakteru. Rewelacyjna jest jakość dźwięku, dzięki której usłyszymy tu mnóstwo drugo i trzeciorzędnych detali w niskim rejestrze. Znakomity jest początek Zamku, ostry, pulsujący, z wyraźnie uchwyconym dźwiękiem kontrafagotu w tle. Tempo jest szybkie, co nadaje muzyce wyrazistości i sprawia, że jest niesamowicie ekscytująca i pełna życia, a przy tym przejrzysta, nagrana i zagrana z wirtuozowskim zacięciem.
Niemniej piękny jest Klasztor, także prowadzony w wartkim tempie. Pięknie brzmią dzwony w środkowym epizodzie. Dynamiczna, drapieżna kulminacja zapiera dech w piersiach!
Rewelacyjna jest także krótka część czwarta, zagrana ostro, barwnie, z wyczuciem i wielkim wyczuciem stylu muzyki czeskiego kompozytora.
Początek ostatniego ogniwa jest nieśmiały i liryczny, ale Ozawa konsekwentnie trzyma tu szybkie tempo i nie traci pulsu, co sprawia że muzyka jest zajmująca, a napięcie nie opada ani na moment. Końcówka jest nieprawdopodobnie ekscytująca, zagrana brawurowo, z ostentacyjną wirtuozerią.

Seiji Ozawa, Chicago Symphony Orchestra, 1971, I – 2:17, II – 5:26, III – 4:49, IV – 2:46, V – 6:34 [21:52], Warner

 

 

 

 

Zrealizowano w ramach stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.