Sir Simon Rattle & Das Lied von der Erde Gustava Mahlera

Sir Simon Rattle to obecnie jeden z najbardziej rozpoznawalnych i najbardziej cenionych interpretatorów dzieł Gustava Mahlera. Nic więc dziwnego, że każde jego nowe nagranie utworów tego kompozytora budzi zaciekawienie i domaga się komentarza. Dyrygent nagrał już cały komplet utworów austriackiego twórcy (wydał go jakiś czas temu Warner), a teraz wraca do poszczególnych dzieł i rejestruje je ponownie, trudno jednak powiedzieć, czy doczekamy się całego drugiego kompletu. Das Lied von der Erde Rattle nagrał po raz pierwszy z Thomasem Hampsonem, Peterem Seiffertem i City of Birmingham Symphony Orchestra w 1995 roku. Najnowsze nagranie tego utworu, zarejestrowane zostało przez Rattle’a w styczniu 2018 roku w Herkulessal w Monachium z udziałem tenora Stuarta Skeltona i Magdaleny Koženy, która prywatnie jest żoną dyrygenta.

Symphonieorchester des Bayerischen Rundfunks to zespół, który ma długą tradycję jeśli chodzi o wykonywanie dzieł austriackiego kompozytora. Staje się to zresztą jasne w momencie, w którym rozpoczyna się Toast o ziemskiej biesiadzie. To jest Mahler grany i dyrygowany z głową, może nie najbardziej dramatyczny, ale na pewno spójny. Rattle bardzo dba o to, aby poszczególne frazy nie były oderwane od siebie, ale aby każda logicznie i naturalnie wynikała z tego, co wydarzyło się przed chwilą. Orkiestra brzmi raczej miękko. Sforzata i akcenty rytmiczne nie są za silne, a całość sprawia wrażenie raczej melancholijne i refleksyjne, nawet pomimo dość szybkiego tempa. Skelton radzi sobie z wysokimi wymaganiami stawianymi przez Mahlera sprawnie, umiejętnie oscylując pomiędzy heroicznym i refleksyjnym aspektem muzyki. Jest ekspresyjny ale nie egzaltowany, śpiewa z wyczuciem i zrozumieniem tekstu. Nie zachwyciła mnie barwa jego głosu, ale oprócz tego jego wykonanie brzmi bardzo dobrze. Inżynierowie dźwięku trzymają solistę wyraźnie na pierwszym planie, a gęsto brzmiąca orkiestra nie przytłacza śpiewaka, co liczy się na plus. Orkiestrowe interludium wypada przepięknie – lirycznie, wyraziście, ze znakomitymi frullatami fletów. Kulminacja zbudowana jest naturalnie i potoczyście. Jest odrobinę niedograna, ale z perspektywy formy utworu jest to trafny zabieg.

Samotny jesienią rozpoczyna się w wartkim tempie, a melodia oboju nad falującym akompaniamentem altówek płynie swobodnie i naturalnie. Solista jest zresztą znakomity – frazuje przepięknie, znakomicie podkreślając melancholijny nastrój muzyki. Pierwsze wejście Koženy jest dyskretne, a Rattle znakomicie odnalazł balans pomiędzy jej głosem a resztą orkiestry. Śpiewaczka prędko pokazuje, że znakomicie czuje tę muzykę – wykonuje ją swobodnie, naturalnie, z atencją i inteligencją respektując wskazówki wykonawcze zawarte w partyturze. Rattle pozwala sobie wprowadzić tu kilka ostrzejszych akcentów dynamicznych (ostre pizzicata smyczków!), które urozmaicają narrację i wprowadzając element napięcia. Rewelacyjna, ekspresyjna (ale nie przesadzona!) i przejmująca jest kulminacja, w której Rattle kapitalnie podkreślił barwę brzmienia smyczków.

Trzecia część zagrana jest lekko, wdzięcznie, dźwiękiem miękkim i pastelowym, w żwawym tempie. Skelton śpiewa przyzwoicie, ale skłamałbym twierdząc, że jego interpretacja zapadła mi w pamięć. Delikatnie, pastelowo i przejrzyście rozpoczyna się O pięknie, a przejście do szybkiego środkowego epizodu jest naturalne, a Rattle nie przyspiesza zbytnio, dzięki temu całość brzmi spójnie. Kontroluje też dobrze dynamikę, dzięki temu partia śpiewana przez Koženę harmonijnie łączy się z brzmieniem orkiestry. Pijany wiosną zagrany i zaśpiewany jest z wyczuciem i elegancją, chociaż zabrakło mi trochę rozwichrzenia i wyrazistości.

Jednak probierzem jakości interpretacji Pieśni o ziemi zawsze jest Pożegnanie. Rattle’owi i Koženie udało się tu stworzyć kreację przejmującą piękną, subtelną, pełną wyczucia. Mocne, miarowe i głębokie akordy otwierające tę część świetnie wprowadzają w nastrój pieśni, a następująca po nich solówka oboju jest poprowadzona przepięknie. Drewno gra tu zjawiskowo – zarówno wspomniany obój, jak też flety, klarnety czy rożek angielski. Rattle i Kožená nigdzie się tu nie spieszą, pozwalają muzyce wybrzmieć, jednocześnie zaś nie wahają się wprowadzić do narracji mocniejszych akcentów tam, gdzie jest to potrzebne. Miękki, aksamitny głos solistki połączony z zaangażowaniem w wykonanie, bezbłędne wyczucie potrzeb muzyki i podporządkowanie się im – wszystkie te elementy dobitnie świadczą o kunszcie śpiewaczki. Wiele tu miejsc, w których muzyka jest tak powolna, że niemal zupełnie zamiera. Świetny jest początek marsza, z mocnymi, ostrymi i przejmującymi wejściami kontrabasów. Moment, w którym niedługo później dźwięk smyczków w wysokim rejestrze rozpływa się w ciszy jest przejmująco piękny. Ogromnie poruszające jest zakończenie, w którym aksamitny głos Koženy szybuje powoli i cichutko ponad migotliwym brzmieniem orkiestry. Wykonawcom udało się odnaleźć to, co jest w utworach Mahlera do odnalezienia chyba najtrudniejsze – melancholijną, refleksyjną ostrość, która sprawia że muzyka jest intensywna nawet wtedy, kiedy jest cicha i powolna. To wielka kreacja – nie tylko tej części, ale całego utworu.

To jedno z nagrań Pieśni o ziemi, o którym będzie się pamiętać po wielu latach. Spokojnie można postawić je na półce obok rejestracji Haitnka, Tennstedta czy Klemperera. Gorąco polecam!

 

Gustav Mahler

Das Lied von der Erde

Magdalena Kožená – mezzosopran
Stuart Skelton – tenor
Sir Simon Rattle – dyrygent

Symphonieorchester des Bayerischen Rundfunks

BR Klassik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.