Symfonie Arnolda Baxa

Angielski kompozytor Arnold Bax (1883-1953) należał do tego samego pokolenia co Béla Bartók, Igor Strawiński czy Karol Szymanowski. Choć za życia uważany był za jednego z wiodących twórców muzyki orkiestrowej swojej generacji, to obecnie jest od nich dużo mniej znany. Dzięki rodzinnej fortunie nie musiał za wszelką cenę zabiegać o powodzenie dla swojej muzyki – mógł komponować w zgodzie z własnym sumieniem. W młodości uważano go za nowatora, pod koniec życia zaś dzieła jego uznawane były za staromodne, przez co wypadły z repertuaru. Obecnie mamy do czynienia z renesansem twórczości Baxa, ale trudno uznać go za kompozytora popularnego. Dorobek tego artysty obejmuje kompozycje fortepianowe, chóralne, pieśni, dzieła kameralne (kwartety, kwintety, oktet, nonet), tria, dzieła na instrument solowy i orkiestrę (koncert skrzypcowy, wiolonczelowy, concertino na orkiestrę), oraz, last but not least, dzieła orkiestrowe. Znajdują się wśród nich trzy balety, uwertury koncertowe, marsze, nastrojowe poematy symfoniczne i siedem numerowanych symfonii, nad którymi Bax pracował w latach 1922-1939. Dołączyć do tych dzieł należy także pozostawioną w wersji fortepianowej Symfonię F-dur (zorkiestrowaną w latach 2012-2013 przez Martina Yatesa) i symfonię Spring Fire z 1913 roku. Ważnym źródłem inspiracji była dla Baxa kultura irlandzka oraz celtycka, stąd też często brały się tytuły jego kompozycji. Dobrym wprowadzeniem do muzyki tego kompozytora jest cykl symfonii zarejestrowany przez specjalizującego się w wykonywaniu muzyki angielskiej dyrygenta Davida Lloyda-Jonesa i Royal Schottish National Orchestra. Każda z symfonii uzupełniona jest o jeden lub dwa odrębne utwory orkiestrowe. Całość służy więc jako znakomita wizytówka tego twórcy.

Pierwszy krążek otwierają dwa poematy symfoniczne: In the Faëry Hills (1909) i The Garden of Fand (1916). Pierwsze z tych dzieł powstało na kanwie The Wanderings of Oisin (Wędrówki Osjana) Williama Butlera Yeatsa. Był to drugi z poematów, które w twórczości Baxa utworzyły trylogię znaną pod tytułem Eire (pozostałe to Into the Twilight, o którym będzie za chwilę mowa, oraz Rosc-catha). Dzieło opowiada o spotkaniu tytułowego bohatera dzieła Yeatsa z księżniczką elfów i jej ludem, zamieszkującym wzgórza. Utwór ma łatwo uchwytną budowę. Rozpoczynają go charakterystyczne zawołania drewna, które symbolizują elfy. Kolejny to utrzymany w szybkim tempie taniec, po którym następuje odcinek utrzymany w wolnym tempie, uosabiający barda. Dzieło jest barwnie orkiestrowane (czelesta, glockenspiel, harfy, tamburyn), błyskotliwe, napisane z pazurem, słucha się go z zaciekawieniem. The Garden of Fand to kompozycja inspirowana mitami irlandzkimi. Tytułowa bohaterka jest córką władcy oceanów, a celem kompozytora było oddanie dźwiękami uroków jej królestwa. Utwór ma trzyczęściową budowę. Rozpoczyna go obraz łagodnie rozkołysanego morza, przywodzący na myśl dzieło Debussy’ego. Orkiestracja jest tu podobnie migotliwa i wysmakowana, a przy tym tak samo barwna jak w poemacie francuskiego kompozytora. Następnie muzyka obrazuje nastrój panujący na wyspie, na której znajduje się ogród tytułowej bohaterki, całość zaś kończy się powrotem początkowego, „morskiego” materiału. Bardzo ładny utwór, nastrojowy i ciekawy. Jednak daniem głównym jest tu I Symfonia, ukończona w 1922 roku. Składa się z trzech części – Allegro moderato e feroce, Lento solenneAllegro maestoso. Dzieło przeznaczone jest na ogromną orkiestrę, w skład której wchodzą m.in. cztery flety (w tym piccolo i basowy), cztery oboje (w tym rożek angielski i heckelfon), cztery klarnety (w tym klarnet Es i basowy), dwa fagoty + kontrafagot, cztery waltornie, trzy trąbki, trzy puzony, tuba, dwie harfy, kotły, bęben tenorowy i basowy, werbel, tam-tam, talerze, trójkąt, glockenspiel, czelestę, ksylofon i, last but not least, smyczki (kto bogatemu zabroni?). Część pierwsza jest ostra i brutalna, a jeden z pojawiających się w blasze motywów może kojarzyć się z… Imperial March Williamsa! Wrażenia towarzyszące słuchaniu części pierwszej są bardzo pozytywne – to wyrazista muzyka, która potrafi wcisnąć w fotel. Nie inaczej dzieje się w części wolnej, która nie daje słuchającemu wytchnienia, a urozmaicenie wprowadzają gwałtowne epizody marszowe. W finale powraca motyw przypominający słuchającemu o Lordzie Vaderze. Symfonia kończy się triumfalnym marszem opartym na tej właśnie myśli. To świetny utwór – oryginalny i śmiały. Wyrazistość rytmiki i bogactwo instrumentacji nasuwają skojarzenia z utworami Prokofiewa i Holsta.

II Symfonia powstała w 1926 roku. Podobnie jak w poprzedniczce, słuchający także tutaj znajdzie wiele barwnie orkiestrowanych i wyrazistych pod względem rytmiki odcinków. Część druga może po troszę przywodzić na myśl Holsta, a zwłaszcza Planety, po trosze zaś muzykę filmową. Dobrze wypada wsparta brzmieniem organów kulminacja z potężnym uderzeniem w tam-tam. Finał jest dynamiczny i barwnie orkiestrowany, dobrze się go słucha, ale… arcydzieło to nie jest. Drugi utwór na płycie to November Woods, poemat symfoniczny z 1917 roku inspirowany przeżyciami kompozytora. Pomimo jesiennego tytułu zdarzają się w tym utworze bardziej barwne momenty. Jest to podobno jedna z częściej grywanych kompozycji Baxa, ale nie mogę powiedzieć, aby była jakoś bardzo porywająco czy wyróżniająca się czymś szczególnym. Ot, późnoromantyczny poemat symfoniczny.

Trzyczęściowa III Symfonia powstała w latach 1928-1929. Także tutaj orkiestra jest rozbudowana (w sekcji perkusji jest nawet kowadło, które odzywa się… jeden raz), ale rozbudowana, trwająca 19 minut część pierwsza nie przykuwa uwagi słuchającego. Muzyka rozpoczyna się obiecująco, od tajemniczego tematu zaprezentowanego przez drewno, ale narracja nigdy nie rozkręca się. Jest w środku jeden ostrzejszy epizod, ale przechodzi nie wywierając większego wrażenia. W części drugiej, Lento, ciężar prowadzenia narracji spoczywa głównie na instrumentach blaszanych. Dopiero podzielony na dwie sekcje finał zwraca baczniejszą uwagę. Rozpoczyna go żywy, barwnie orkiestrowany (dużo perkusji) wstęp w tempie Moderato. Niestety, epilog w Poco lento nie wzmaga napięcia, a jedynie je wycisza. A ponieważ poszczególne sekcji tego dzieła niewiele się od siebie różnią, to nie ma tu za wiele kontrastów i za wiele napięcia. Z głośników wieje nudą, a muzyka niczym szczególnym się nie wyróżnia.
Poemat symfoniczny (czy, jak chciał Bax, „nature poem”) The Happy Forest, powstał w 1921 roku. Nastrój jest na poły pastoralny, na poły ludyczny, pojawiają się tu bowiem momentami akcenty taneczne. Słabo są jednak zaznaczone, całość więc, choć eufoniczna i dobrze orkiestrowana, nie wciąga zbyt mocno. Na płycie umieszczono utwory nijakie, przy pisaniu których wena ewidentnie Baxa opuściła.

Kolejną płytę otwierają dwa samodzielne dzieła orkiestrowe. Overture to a Picaresque Comedy to dzieło z 1930 roku, wyraźnie inspirowane poematami Richarda Straussa, ze szczególnym uwzględnieniem Dyla Sowizdrzała. To błyskotliwie orkiestrowany utwór, w którym elementy komiczne łączą się z heroicznymi, nie mogę jednak powiedzieć aby kompozycja ta głębiej zapadała w pamięć. Tak samo dzieje się w przypadku poematu symfonicznego Nympholept, opowiadającego dźwiękami historię mężczyzny, który podczas przechadzki po lesie spotyka nimfy, które uwodzą go i zabierają do swojego królestwa. Kompozytor opatrzył partyturę mottem: Enter these enchanted woods you who dare. Kompozytor kusi więc słuchacza zarówno historyjką, jak i powyższym cytatem, ale z tego kuszenia niewiele wychodzi. Trochę tu Debussy’ego, trochę tu orkiestracji w stylu Straussa, elementy taneczne łączą się tu z odcinkami relaksacyjnymi oddającymi idylliczny leśny spokój, ale całość jest raczej nudnawa niż uwodzicielska.
Inspiracją do powstania IV Symfonii było morze, a kompozytor ukończył to dzieło w Morar, małej wiosce leżącej na zachodnim wybrzeżu Szkocji. Wena tym razem mu dopisała, a dzieło ma w sobie to coś, czego tak bardzo brakowało III Symfonii – wyraziste oblicze i ciekawie poprowadzoną, wciągającą narrację. Orkiestracja jest przebogata (w obsadzie są tym razem nawet organy), ale stosowana z wyczuciem. Epizody liryczne z solową obsadą kontrastują tu z soczystym, późnoromantycznym tutti. Także Czwarta jest trzyczęściowa, a dwa ogniwa w szybkim tempie otaczają nastrojową, delikatną część wolną. W dynamicznym finale Bax eksponuje ostrą rytmikę, a czyni to obficie używając perkusji i eksponując taneczną rytmikę. Znakomity utwór, znacznie lepszy od jego poprzedniej symfonii.

V Symfonia to dzieło powstałe w wyniku fascynacji muzykę Jeana Sibeliusa i jemu też zostało zadedykowane. Świat dźwiękowy jest tu momentami dość podobny do dzieł fińskiego mistrza, ale Bax jest zdecydowanie bardziej barwny, aczkolwiek owa barwność często ustępuje miejsca bardziej mrocznym nastrojom. Muzyce brakuje wyrazistości, a narracja często meandruje tu bez wyraźnego celu. Dopiero barwny i efektowny finał wykorzystujący taneczne rytmy wywiera na słuchającym większe wrażenie. Fragment z motorycznym ostinato fagotu przywodzi na myśl Prokofiewa, ale odcinek ten bardzo szybko się kończy, ustępując miejsca solennym chorałom blachy. Dzieło wieńczy patetyczna apoteoza, trudno jednak stwierdzić z całą pewnością jakie to perypetie ją poprzedzają. Z całą pewnością nie są szczególnie pasjonujące.
Poemat symfoniczny The Tale the Pine-Trees Knew powstał w tym samym czasie co V Symfonia, a Bax zadedykował go Johnowi Barbirolliemu. W przypadku tego utworu kompozytor nie pozostawił żadnego programu, który dookreślałby co przedstawia ta muzyka. Z rozmaitych jego wypowiedzi wynika natomiast, że często myślał wtedy o nordyckich i celtyckich sagach i to ich atmosferę postanowił oddać w tym właśnie dziele. Powstał całkiem udany utwór, który rzeczywiście sugestywnie kreuje ową na poły legendarną, na poły marzycielską atmosferę.

VI Symfonia rozpoczyna się obiecująco. Pierwsza część jest barwna i dramatyczna, z ciekawie poprowadzoną narracją. Kompozytor eksponuje tu też ostrą rytmikę z udziałem perkusji. W części wolnej liryzm w udany sposób łączy się z akcentami pełnymi dramatyzmu. Świetnie się tego ogniwa słucha! Finał składa się z czterech odcinków – mamy tu powolną, nieśmiałą introdukcję (Lento moderato), następnie dynamiczne scherzo-trio-scherzo (Allegro vivace – Andante semplice) i wygasający powoli epilog (Lento). Także tutaj mnogość barw (migotliwa czelesta i perkusja) połączona z udanym kreowaniem nastroju daje znakomite efekty. Nawet końcowe wygasanie muzyki jest dramatyczne, towarzyszą mu bowiem wzmagające napięcie, miarowe uderzenia kotłów. Świetny utwór, dramatyczny i wciągający!
Krążek wieńczą dwa poematy symfoniczne. Pierwszy z nich to Into the Twilight, nadzwyczaj udane dzieło, które za życia Baxa zabrzmiało tylko raz, wykonane pod batutą sir Thomasa Beechama w 1909 roku. Kompozytor przyznawał że dzieło to (wchodzące zresztą w skład tryptyku Eire) oddawać ma ponadczasowość i oniryczność irlandzkiego krajobrazu o zmierzchu. Rzeczywiście bardzo się to Baxowi udało, powstała muzyka przejrzysta, znakomicie orkiestrowana, nastrojowa i, pomimo swojego rozmarzenia, wyrazista i sugestywna.
Summer Music, dzieło dedykowane Beechamowi, także jest wyraziste, ale za bardzo rozpływa się w nastrojach i brak mu nieco wyrazistej dramaturgii. Jedynie epizod z tremolo smyczków pod koniec jest nieco bardziej zajmujący. Początek tego dzieła podpada pod muzykę relaksacyjną.

Ostatni krążek otwiera najbardziej znane dzieło orkiestrowe Baxa – ukończony w 1917 roku poemat symfoniczny Tintagel. Inspiracją do napisania tego dzieła był pobyt na wybrzeżu Kornwalii, podczas którego kompozytor zachwycił się ruinami zamku noszącego tę nazwę. Obecność muzy i ukochanej, pianistki Harriet Cohen, także zrobiła swoje, a w efekcie powstało dzieło nastrojowe, barwne i świetnie oddające klimat panujący w miejscu, w którym zgodnie z legendami przyszedł na świat król Artur. Jest to też kolejne dzieło Baxa, dla którego inspirację stanowiło morze.
Wisienką na szczycie tortu jest jednak ukończona w 1939 roku VII Symfonia. Owoc to jednak eklektyczny, sprawnie instrumentowany, ale pozostawiający uczucie pewnego niedosytu. Obawiam się że brakło tu kompozytorowi natchnienia. Wiele tu też jednak dobrych momentów – poruszające jest zwłaszcza powoli wygasające, liryczne zakończenie.

Jeśli idzie o symfonie – na pewno w pierwszej kolejności warto wysłuchać Pierwszej, Czwartej Szóstej, w drugiej kolejności – PiątejSiódmej. Jeśli chodzi o poematy symfoniczne – najlepsze są The Garden of Fand, Overture to a Picaresque Comedy, Into the Twilight Tintagel. Te dzieła Baxa zdecydowanie warto poznać.

Arnold Bax

Symfonie nr 1-7
In the Faëry Hills
The Garden of Fand

November Woods
The Happy Forest
Overture to a Picaresque Comedy
Nympholept
The Tale the Pine-Trees Knew
Into the Twilight
Summer Music
Tintagel

Royal Scottish National Orchestra
David Lloyd-Jones – dyrygent

Naxos

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.