Vernon Handley i muzyka orkiestrowa Sir Granville’a Bantocka

„Jeśli Bantock nie wie czegoś o orkiestracji, to znaczy że nie warto tego wiedzieć” – powiedział o koledze po fachu Ralph Vaughan Williams. Wiedział co mówi, a jednak muzyka Sir Granville’a Bantocka (1868-1946) jest obecnie mało znana i właściwie zapomniana. Od czasu do czasu wpadałem przypadkiem na jakąś jego kompozycję – a to na Symfonię celtycką, a to na poemat symfoniczny Fifine at the Fair pod batutą Sir Thomasa Beechama. Zawsze kończąc słuchanie mówiłem sobie: „to jest naprawdę dobre”, przyszedł więc czas, aby przyjrzeć się bliżej kompozycjom Bantocka. Sięgnąłem po wydany przez Hyperion box z nagraniami pod batutą nieżyjącego już Vernona Handleya, wydany w 2007 roku. Na początku XX wieku Bantocka uważano za kompozytora o większym znaczeniu niż Elgara, a również sam autor Wariacji Enigma niejednokrotnie wspierał jego karierę. Później jednak muzyka Bantocka wypadła z obiegu, zaczęto uważać ją za wtórną i staromodną. Wykonania zaczęły być coraz rzadsze, aż w końcu uznano twórcę Symfonii celtyckiej za zapomnianego i niewartego uwagi. Od czasu do czasu trafiały się jakieś wykonania i nagrania, ale to właśnie Handley odpowiedzialny był za wzrost zainteresowania twórczością tego kompozytora. Rezultatem długoletnich prac dyrygenta jest zaś to wydawnictwo. Zawiera sześć krążków wypakowanych po brzegi muzyką.

Pierwszą płytę otwiera A Celtic Symphony z 1940 roku na smyczki i sześć harf. To pierwsza kompozycja Bantocka, jaką poznałem, i dzieło do którego nadal chętnie wracam. Klimat emocjonalny tego utworu przypomina trochę Fantazję na temat Thomasa Tallisa Vaughana Williamsa, ale kompozycja Bantocka jest bardziej zróżnicowana pod względem temp i nastrojów. Są w tej muzyce odcinki bardziej żwawe, ale ogólny nastrój jest marzycielski i z lekka melancholijny. To urokliwa, melodyjna i pełna wyrazu muzyka. Szkoda tylko że harfy używane są tak oszczędnie – kompozytor tylko pod koniec daje im do grania efektowne glissanda.
Poemat symfoniczny The Wich of Atlas oparty jest na poezji Shelley’a. To barwna muzyka, w której przewijają się echa dzieł Czajkowskiego (czyżby ScherzoManfreda?), a zmysłowość łączy się z nastrojem rezygnacji. Nie da się też zaprzeczyć, że to dobrze napisany utwór, który pokazuje jak dobrze Bantock czuł orkiestrę.
The Sea Reivers (Hebridean Sea Poem no. 2) to krótkie (trwa niecałe cztery minuty) dzieło, w którym kompozytor wykorzystał motywy ludowe z Hebrydów, które Marjory Kennedy-Fraser, przyjaciółka artysty, zebrała w zbiorze The Songs of Hebrides. Utwór pomyślany był początkowo jako część A Hebridean Symphony, ale ostatecznie kompozytor zrezygnował z tego zamysłu. Jeśli zaś o to dzieło chodzi – budzi mieszane uczucia. Pojawiają się tu motywy ludowe ze zbioru Kennedy-Fraser, ale całość wydaje się zbyt długa i przeładowana pod względem dynamiki.

Drugi krążek otwiera A Pagan Symphony, dzieło napisane na początku lat 20. Jego motto brzmi: Et ego in Arcadia vixi – „ja także żyłem w Arkadii” (ba, ja tam nawet zakupy robiłem!). To sielska muzyka, w której Bantock nawet nie próbuje udawać, że wyciągnął jakiekolwiek konsekwencje ze stylu Ravela i z jego Dafnisa i Chloe, utworu który także nawiązuje do mitologii. To taki angielski Dafnis, ale z naleciałościami stylu Czajkowskiego i Wagnera.
Styl tego ostatniego kompozytora silnie wyczuwalny jest również w początkowym odcinku poematu symfonicznego Fifine at the Fair, który brzmi wręcz jak cytat ze Szmeru lasuZygfryda niemieckiego kompozytora. Całe szczęście później robi się dużo ciekawiej. Dzieło ciekawi dobrze wyczutą kolorystyką, ciekawym wykorzystaniem orkiestry z licznymi odcinkami solowymi (długie solo klarnetu, symbolizującego tytułową Fifine), a także zwartą dramaturgią. Ciekawy jest zwłaszcza drugi odcinek poematu, w którym pojawiają się stylizacje muzyki popularnej, związanej z tytułowym jarmarkiem. Nie będę referował dzieła Browninga, które zainspirowało kompozytora – treść jest tak banalna, że szkoda na to miejsca. Całe szczęście muzyka się broni!
Album wieńczą dwie krótkie ballady heroiczne – Cuchullan’s LamentKishmul’s Galley. To późne dzieła Bantocka, skomponowane w 1944 roku. W obu kompozytor wykorzystał melodie ludowe zaczerpnięte ze zbioru Kennedy-Fraser, ale opracował je w stylu wagnerowskim. Angielski charakter melodii w połączeniu z późnoromantyczną orkiestracją i harmonizacją nadaje im epickiego charakteru. Obie ballady brzmią niemal jak soundtrack Howarda Shore’a do Władcy pierścieni.

The Cyprian Goddess (czyli III Symfonia) otwiera trzecią z płyt zawartych w wydawnictwie. Utwór powstał pod koniec lat 30., kiedy Bantock udał się do Japonii na wizytację miejscowych szkół muzycznych. To pogodny, barwny utwór, który wydaje się wręcz zaprzeczać czasom, w jakich powstał. Przenika go duch spokoju, wręcz tęsknoty za czasami starożytności, które były tak inspirujące dla Bantocka. A że jest dobrze zinstrumentowany i skonstruowany – słucha się go z przyjemnością. Helena Variations to dużo wcześniejsza kompozycja, napisana w 1899 roku. Bantock zadedykował ją żonie (stąd tytuł), wzorował się zaś na Enigma Variations Elgara. Nie jest to jednak zbyt oryginalne dzieło. Brzmi dość konwencjonalnie i momentami aż nazbyt patetycznie. Nie przykuwa uwagi.
Nieco lepszy jest poemat Dante and Beatrice z 1901 roku, aczkolwiek wyraźnie pobrzmiewają tu echa muzyki Czajkowskiego, zwłaszcza jego poematu Francesca da Rimini. W sumie nic dziwnego – w przypadku obu utworów źródłem inspiracji była Boska komedia, więc wszelkie infernalne skojarzenie są jak najbardziej na miejscu. Pomimo tych zastrzeżeń poematu Bantocka dobrze się słucha – jest barwny i pełen ekspresji.

Kolejna płyta to spotkanie z dwiema kompozycjami inspirowanymi postacią Safony. Mamy tu rozbudowany, dziesięcioczęściowy cykl Sappho na mezzosopran i orkiestrę oraz Sapphic Poem na wiolonczelę i orkiestrę. Pierwszy z tych utworów powstał na początku XX wieku. Poezje wykorzystane przez Bantocka opracowała żona kompozytora na podstawie opracowań H.T. Whartona, ona też odpowiadała za uformowanie ich w cykl jaki przybrało całe dzieło. Tematem przewodnim wierszy jest namiętność i tęsknota. Muzyka Bantocka dobrze oddaje charakter poezji – jest zmysłowa, subtelna, rozmigotana, przyjemnie sugestywna i orkiestrowana w niebanalny sposób, a do wszystkich tych zalet trzeba dodać, że nie popada nigdy w przesadną egzaltację, choć emocji jest w niej niemało. Dobrze sprawdza się wykonująca partię solową Susan Bickley. Intrygujący cykl, do którego chce się wracać i słuchać go raz za razem.
Liryczny, nieco sentymentalny, choć nie tak barwnie orkiestrowany Sapphic Poem pochodzi z tego samego okresu. Dzieło wykonuje tutaj dysponujący głębokim, ekspresyjnym dźwiękiem Julian Lloyd Webber, który okazał się dobrym wykonawcą przyjemnej i nastrojowej kompozycji Bantocka. Oba utwory pokazują liryczne i delikatne oblicze muzyki kompozytora.

Przedostatni krążek zawiera zróżnicowany wybór kompozycji. Otwiera go nieco przydługie i przesłodzone Preludium do cyklu The Song of Songs (który zajmuje lwią część ostatniej płyty). Następnie mamy dwa wyjątki z monumentalnego, trzyczęściowego oratorium Omar KhayyámPreludiumCamel Caravan. Również drugie z preludiów Bantocka nie jest zbyt zajmujące, Camel Caravan pobrzmiewa za to, całkiem słusznie, odrobinę orientalnie. Długo trzymane, ciche, wysokie dźwięki smyczków przywodzą na myśl W stepach Azji Środkowej Borodina, zaś wokalizujący chór męski kojarzy się z późniejszą muzyką sceniczną do Hassana Fredericka Deliusa. To barwna, sprawnie napisana kompozycja, ale wątpię, aby zapadła komukolwiek na dłużej w pamięć. Caristiona to kolejna zgrabna i melodyjna kompozycja oparta na zbiorze Kennedy-Fraser. Processional (Orchestral Scene no. 1), utwór noszący w oryginale tytuł The Funeral, to dzieło które pomogło Bantockowi w zyskaniu rozgłosu w 1894 roku, na początku jego kariery kompozytorskiej. Czuć tutaj, że kompozytor dobrze czuje orkiestrę i jest w stanie wyciągnąć z niej bogate i zaskakujące efekty kolorystyczne. To chyba pierwszy marsz żałobny w którym usłyszałem… tamburyn.
Ostatnią pozycją na płycie jest barwny i zwarty poemat symfoniczny Thalaba the Destroyer, oparty na poemacie Roberta Southeya z początku XIX wieku. Akcja dzieła osadzona jest w krajach Orientu i jest, jak przystało na dzieło literatury romantycznej, niedorzeczna. Bantockowi udało się wybrać z tego poematu trzy wątki symbolizujące tytułowego bohatera, jego matkę i ukochaną, wokół których zbudował dzieło, którego słucha się może nie z zachwytem, ale z zaciekawieniem i ukontentowaniem.

Na szóstej i ostatniej płycie znajdziemy cztery kompozycje. Overture to a Greek Tragedy to kolejna kompozycja Bantocka zainspirowana antykiem, a konkretniej dramatem Edyp w Kolonie Sofoklesa. Muzyka niczym specjalnym się nie wyróżnia, pozostając w strefie wpływów stylistycznych Czajkowskiego i Wagnera. Znacznie lepiej słucha się arii na sopran i orkiestrę The Wilderness and the Solitary Place z oratorium Christ in the Wilderness z 1907 roku. To barwna muzyka o orientalnym posmaku, podkreślanym jeszcze przez użycie tamburynu, harf i instrumentów dętych drewnianych. Dobrze słucha się też Pierrot of the Minute, uwertury komediowej opartej na poemacie Ernesta Dowsona. Muzyka w żywy sposób oddaje treść tego dzieła, a owa plastyczność przyczyniła się też do tego, że kompozycję wykonano także w formie baletu.
Na deser deserów mamy zaś obszerne fragmenty oratorium The Song of Songs, dzieła nad którym Bantock pracował przez 15 lat, a ostatecznie ukończył je w 1927 roku. Po muzyce tego jednak nie znać, jest to bowiem stary, poczciwy i trochę przegadany romantyzm. Partie solowe wykonują, sprawnie zresztą, Elizabeth Connell (sopran) i Kim Begley (tenor).

Nie chcę muzyki Sir Granville’a Bantocka potępiać nie chcę też jej przeceniać. Dzieła te szybko uznano za staromodne i słuchając tych płyt trudno się temu bardzo dziwić. Przypominają trochę akademickie obrazy umieszczone jako okładki poszczególnych krążków. Wszystko pod względem warsztatu jest zrobione sprawnie, szwy są mocne, muzyka jest sympatyczna i dobrze się jej słucha, ale brakuje jej oryginalności, a wpływy Czajkowskiego i Wagnera wyczuwalne są w zasadzie zarówno w pierwszych, jak i ostatnich utworach kompozytora. „Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem”, mówi w Rejsie inżynier Mamoń. Mógłby zostać fanem muzyki Bantocka. Zainteresowanych osobą kompozytora wypada polecić film dokumentalny The Forgotten Man of British Music:

Jakość dźwięku jest świetna, czuć też, że Handley dobrze czuje tę muzykę i wie jak pokierować narracją, aby wydobyć zalety tych kompozycji. Gdybym miał osobiście wskazać utwory, które zrobiły na mnie najlepsze wrażenie, to byłaby to Symfonia celtycka, Fifine at the Fair, SapphoDante and Beatrice. Zdecydowanie warto tych rzeczy posłuchać.

 

Sir Granville Bantock

Orchestral Music

Royal Philharmonic Orchestra

Vernon Handley – dyrygent

Hyperion

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.