X Symfonia Gustava Mahlera – wersja Michelle Castelletti

Wielu kompozytorów odeszło przedwcześnie, pozostawiając nieukończone utwory, nad którymi aktualnie pracowali. Requiem Mozarta czy Turandot Pucciniego – to najsławniejsze kompozycje tego typu, dokończone przez kogo innego. Wersje te budzą z oczywistych i zrozumiałych powodów wielkie kontrowersje. Pojawiają się głosy, że działania te są zgoła niepotrzebne, bo skoro ostatniej nuty nie napisał sam kompozytor, to przygotowywanie tego typu aranżacji jest świętokradztwem. Dyskusje tego typu dotyczą także X Symfonii Gustava Mahlera. Austriacki kompozytor zdążył wykończyć tylko część pierwszą – Adagio, a także większość krótkiego trzeciego ogniwa – Purgatorio. Pozostałe części dzieła pozostawił w mniej lub bardziej zaawansowanych szkicach, z których badacze i muzycy tacy jak Deryck Cooke, Rudolf Barszaj, Clinton Carpenter, Remo Mazzetti czy Joseph Wheeler przygotowali zdatne do wykonania wersje. Budzą one mieszane uczucia. Niektórzy dyrygenci (jak Bernstein czy Boulez) ignorowali je i wykonywali tylko część pierwszą, inni (jak Rattle czy Chailly) decydowali się na włączenie tych pełnych wersji do programów swoich koncertów. Do aranżacji tych dołączyła w ostatnim czasie nowa aranżacja, przygotowana przez maltańską kompozytorkę i dyrygentkę Michelle Castelletti i przeznaczona, co szczególnie ciekawe, na zespół kameralny. Artystka inspirowała się przeznaczonymi na małe składy aranżacjami utworów Mahlera przygotowanymi przez Erwina Steina i Arnolda Schönberga. Jej własna wersja przeznaczona jest na flet, obój, klarnet, fagot, waltornię, trąbkę, perkusję, harfę, fortepian/harmonium i kwintet smyczkowy (czworo pierwszych i troje drugich skrzypiec, trzy altówki, dwie wiolonczele i dwa kontrabasy). Utwór nagrali wykonawcy z Finlandii – Lapland Chamber Orchestra pod dyrekcją Johna Storgårdsa.

Muzyka X Symfonii jest bardzo specyficzna, co znać już po otwierającym całe dzieło Adagio. Jest sucha, jakby wypalona i wyczerpana. Czuć w każdym takcie, że to nadal Mahler, ale jednocześnie jest to dzieło bardzo odmienne w nastroju od innych jego późnych kompozycji – Pieśni o ziemi czy IX Symfonii. Castelletti silnie tę odmienność zaakcentowała. Jej wersja to eksperyment, próba odpowiedzi na pytanie: jak może brzmieć muzyka Mahlera widziana przez pryzmat drugiej szkoły wiedeńskiej? Doświadczenie to zresztą bardzo ciekawe, ale przeznaczone wyłącznie dla słuchaczy o mocnych nerwach. Nie jest to bowiem słodkawo-romantyczny Mahler, do którego większość słuchaczy zdążyła zapewne przywyknąć, nawet słuchając niektórych samodzielnych wykonań Adagia z X Symfonii. Nawet ono jest surowe, wyraziste, oszczędne w ekspresji. Narracja jest prowadzona w bardzo czytelny sposób, każda linia melodyczna i każde wejście każdego instrumentu jest doskonale słyszalne. Glissanda smyczków nie są tu urokliwe czy zmysłowe – stają się upiorne, wzmagają nastrój grozy i dekadencji. Pełną rezygnacji atmosferę ożywiają wnoszące element groteski wejścia dętych drewnianych. Przejmująca jest dysonansowa kulminacja – ataki orkiestry są w niej ostre i zdecydowane. Słychać też tutaj wyraźnie także szesnastkowy akompaniament smyczków, który kompletnie ginie w masie brzmienia w większości wykonań orkiestrowych. Efekt ten znacznie wzbogaca brzmienie, jest też istotny ze względu na pokazanie przez wykonawców elementów struktury.
Pierwsze Scherzo przypomina jeszcze trochę części taneczne z wczesnych utworów Mahlera. Jest rustykalne, rozkołysane i liryczne, co wykonawcy podkreślili, zrobili to jednak z umiarem i dystansem. To chłodny liryzm, pozbawiony wielkiego entuzjazmu i ciepła.
W części trzeciej, Purgatorio, uwagę zwracają niezbyt trafnie zastosowane instrumenty perkusyjne (trójkąt, dzwonki). Nie wydaje mi się, aby Mahler chciał żeby ta część brzmiała tak bajkowo, niemal hollywoodzko, tym bardziej że oparta jest na niewesołej przecież pieśni Das irdische Leben (Ziemskie życie) ze zbioru Des Knaben Wunderhorn. Jest to dialog umierającego z głodu dziecka z matką. Ta prosi o cierpliwość, kiedy jednak upieczony chleb trafia w końcu na stół, jest już za późno – dziecko już nie żyje. Wydaje mi się jednak, że zapożyczone przez Castelletti od Barszaja wykorzystanie w tej części ksylofonu jest zdecydowanie na miejscu i dobrze podkreśla charakter muzyki.
Drugie Scherzo jest kompletnie odmienne od pierwszego. Mahler wpisał tu w swoich notatkach Der Teufel tanzt es mit mir – „Diabeł tańczy ze mną” – i tę diabelskość bardzo tu słychać. Gęste, ostre, gryzące, dysonansowe współbrzmienia sprawiają, że początek tego ogniwa robi piorunujące wrażenie. Są tu także odcinki bardziej liryczne, cieplejsze, wyraziście kontrastujące z tym upiornym tańcem. Wypadają one lepiej niż główny materiał, któremu brakuje ciężaru i czysto fizycznej siły brzmienia. Muszę jednak przyznać, że tam-tam i bęben basowy zarejestrowane zostały bardzo starannie. Rewelacyjne jest też zakończenie z cichnącymi powoli dźwiękami perkusji.
Finał rozpoczyna się uderzeniem w bęben – przeszywającym, ostrym jak wystrzał pistoletu. Powolna, krocząca melodia fortepianu w niskim rejestrze z akompaniamentem tremolo kontrabasu. Kolejne uderzenie, a do tego ostre szarpnięcie po strunach fortepianu. Obraz emocjonalny, który tworzy tu Castelletti jest brutalny, upiorny i do głębi przejmujący, skrajnie odmienny od wersji Cooke’a czy Barszaja. To nie jest Mahler-romantyk, to Mahler ekspresjonista. Wizja może historycznie nie do końca poprawna, ale przeprowadzona brawurowo. Napisałem tu tylko o początku, ale także to co dzieje się później jest niemniej zajmujące i zrealizowane tak samo śmiało. Mam jednak poczucie, że jeśli nad którąś z części tego dzieła Mahler jeszcze by chciał popracować, to właśnie nad finałem. Zresztą kompozytor wielokrotnie wracał do ukończonych już utworów i w nieskończoność wprowadzał poprawki i uzupełnienia. Z Dziesiątą pewnie też by tak było.

Wersja X Symfonii Michelle Castelletti wnosi wiele w rozumienie tego utworu, a artystka stworzyła przy tym zupełnie nową jakość. To arcyciekawy eksperyment i sugestia, w jakim kierunku mogła pójść twórczość Mahlera. Jakość dźwięku jest rewelacyjna, interpretacja, choć chłodna, jest jednocześnie ostra, co dobrze pasuje do estetyki tej dziwnej i do szpiku kości przejmującej muzyki.

 

Gustav Mahler

X Symfonia – aranżacja na zespół kameralny Michelle Castelletti

Lapland Chamber Orchestra
John Storgårds – dyrygent

BIS

 

2 thoughts on “X Symfonia Gustava Mahlera – wersja Michelle Castelletti

  1. Jakość dźwięku jest rewelacyjna…. Płyta to Hybryda SACD ( Stereo/Multichannel ) + CD 16/44

    1. Zgadza się! Jest i przestrzeń wokół dźwięków i odpowiednia perspektywa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.