Thomas Beecham dyryguje Saint-Saënsem i Rimskim-Korsakowem

Dawno temu, kiedy dopiero zaczynałem moją przygodę z kolekcjonowaniem płyt, firma EMI wydawała bardzo estetyczną serię „Great Recordings of the Century”. Jednym z pierwszych albumów, które kupiłem, było nagranie Szeherezady Nikołaja Rimskiego-Korsakowa pod batutą sir Thomasa Beechama. Wychowałem się na nim i w pewien sposób ukształtowało ono mój obraz tego, jak ten utwór powinien brzmieć. Z czasem jednak zacząłem dostrzegać mankamenty tej realizacji: płaski, pozbawiony w zasadzie rejestru basowego dźwięk, bardzo ostrożną, wyzutą z blasku i rozmachu interpretację, nawet pomimo świetnych solówek dętych blaszanych i drewnianych. Myślałem wówczas, że wiedzielibyśmy jak naprawdę brzmiała Szeherezada Beechama, gdyby zachowało się nagranie live. Ale skoro go nie ma to… co zrobisz jak nic nie zrobisz? Okazało się jednak, że firma SOMM, od ładnych paru lat zaangażowana w wydawanie nieznanych do tej pory rejestracji koncertowych brytyjskiego dyrygenta (pisałem już o podobnym odkryciu – Pierwszej Sibeliusa – link TUTAJ) wydobyła z archiwów także zapis koncertowej Szeherezady, pochodzącej zresztą z tego samego roku co nagranie studyjne.

Krążek zawiera też dwie kompozycje Camille’a Saint-Saënsa. Pierwsza z nich to Bacchanale z opery Samsom i Dalila, wykonane 24 kwietnia 1960 roku podczas ostatniego koncertu Beechama w Londynie. Był to zresztą jego przedostatni występ w ogóle. Ostatni raz artysta stanął na podium 7 maja tego samego roku w Portsmouth. Później stan zdrowia zmusił go do zakończenia kariery, a w marcu 1961 roku dyrygent zmarł. Srodze zawiedzie się jednak ten, kto będzie chciał dowieść, że zaawansowany wiek i kłopoty zdrowotne w jakikolwiek sposób upośledziły talent Beechama. O ile bowiem jego świetna wersja studyjna jest gorąca, to o tej można by spokojnie powiedzieć, że jest wręcz wrząca. Tym wykonaniem Beecham nadał nowe znaczenie słowu „intensywny”. Jest niesamowicie wręcz brawurowe, utrzymane w konsekwentnie szybkich tempach, w których dobrze wypada nawet nieco salonowo brzmiąca sekcja środkowa. Kompozytor każe co prawda dyrygentowi kierować nią dwa razy wolniej zaś częścią zasadniczą, ale Beecham tego nie robi. Miał rację! Każde inne nagranie, którego słuchałem pisząc tę recenzję, wypada przy nim blado.

Względnie mało interesujący jest natomiast I Koncert wiolonczelowy a-moll z Mischelem Cherniavskim w roli solisty. Nikt nie wymienia nazwiska tego artysty obok Casalsa, Rostropowicza czy du Pré i, jak można się przekonać, jest tak nie bez powodu. Interpretacja jest dość przeciętna, a przy tym zagrana dość niechlujnie pod względem intonacyjnym. Orkiestra gra w porządku, ale także tutaj drażnią ucho różne drobne nierówności. Całość pozostawia wrażenie raczej nijakie. Nie jest to wykonanie tragiczne, ale z pewnością nie można go zaliczyć do najlepszych realizacji tego dzieła.

Głównym daniem jest jednak Szeherezada Rimskiego-Korsakowa. Kontrast pomiędzy obiema wersjami Beechama jest uderzający. O ile rejestracja studyjna jest dość zahamowana, dokładna i wystudiowana, o tyle podczas koncertu wszystkim puściły hamulce. Orkiestra gra ile fabryka dała, co prawda kosztem precyzji (pogubił się zwłaszcza fagocista w swojej drugiej solówce w drugiej części), ale przy takiej temperaturze emocjonalnej nie ma to absolutnie żadnego znaczenia. Słychać, że wszyscy dają tu z siebie 150%. Tempa są szybkie, a ciekawie wypada ich porównanie w obu realizacjach:

Wersja studyjna: I – 10:04; II – 12:02, III – 10:42, IV – 12:51 [45:45]
Wersja koncertowa: I – 9:18, II – 11:28, III – 10:13, IV – 12:47 [43:47]

Kontrast jest szczególnie ciekawy w przypadku pierwszego ogniwa. W wersji studyjnej jest ono dość ospałe, natomiast tutaj wypada o wiele ciekawiej – łamane akordy grane są z energią, a całość jest dużo bardziej heroiczna i rytmiczna. Także pozostałe części są znacznie ostrzejsze, bardziej wyraziste i dynamiczne. Nie zawodzi ogniwo trzecie, odpowiednio ekspresyjne i zmysłowe, z pięknie zbudowaną i zniuansowaną kulminacją. Jakość dźwięku pewnie zawiedzie tych, którzy są rozpieszczeni dzisiejszymi standardami, ale też nie jest tragiczna. Wykonania nie tylko da się słuchać, ale da się czerpać z niego wielką satysfakcję.

O ile więc wersja studyjna Szeherezady Beechama pozostawia niedosyt, o tyle ta koncertowa wersja live jest muzycznym odpowiednikiem pełnowartościowego obiadu, dopełnionego jeszcze przepysznym deserem. Jeśli więc ktoś jest ciekaw, ile NAPRAWDĘ mogła dać z siebie orkiestra uskrzydlona przez Beechama w Szeherezadzie, to voilà! Bardzo gorąco polecam i już nie mogę się doczekać słuchania kolejnych albumów z tej serii. Wśród nich znajduje się choćby ten z Życiem bohatera Straussa i Ósmą Beethovena.

 

Camille Saint-Saëns
Bacchanale z opery Samsom i Dalila op. 47
I Koncert wiolonczelowy a-moll op. 33

Nikołaj Rimski-Korsakow
Szeherezada op. 35

Royal Philharmonic Orchestra
Mischel Cherniavsky – wiolonczela
Sir Thomas Beecham – dyrygent

SOMM

 

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Podoba Ci się to co robię? Chcesz wesprzeć moją pracę? Odwiedź profil Klasycznej płytoteki w serwisie Patronie.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.