Elina Vähälä & José Maria Florêncio w NOSPR

Informacja dla czytelników: NOSPR nie przyznaje mi obecnie akredytacji prasowych. W odpowiedzi na mój wniosek instytucja poinformowała, że przy ich rozpatrywaniu uwzględnia m.in. wpływ relacji medialnych na wizerunek i misję publiczną. W związku z tym bilety na koncerty kupuję samodzielnie.

***

Program piątkowego koncertu NOSPR był niezwykle ciekawie pomyślany. Złożyły się na niego trzy utwory napisane w pierwszej połowie zeszłego stulecia, ale wykonane w odwrotnej kolejności, niż ma to zazwyczaj miejsce. Najpierw bowiem słuchacze usłyszeli symfonię, następnie koncert instrumentalny, a na sam koniec najkrótszy z tego zestawienia utwór orkiestrowy. Pierwotnie dyrygować miał Alexander Liebreich, ale zastąpił go José Maria Florêncio. Choć artysta pochodzi z Brazylii, od 1985 roku mieszka na stałe w Polsce. Występuje całkiem często, ale nie miałem dotąd okazji być na jego koncercie.

I Symfonia Lutosławskiego została prawykonana 1 kwietnia 1948 roku w Katowicach przez ówczesną Wielką Orkiestrę Symfoniczną Polskiego Radia (czyli dzisiejszy NOSPR) pod batutą Grzegorza Fitelberga. Później, w drugiej połowie lat 70., sam kompozytor nagrał to dzieło z tym zespołem. Jeśli więc ktoś ma wiedzieć, jak Pierwsza powinna zabrzmieć, to właśnie oni. I tak też było. Nie było żadnych wątpliwości, że orkiestra jest znakomicie przygotowana i wydobywa mnóstwo szczegółów z tej bardzo skomplikowanej, gęstej muzyki. Znakomicie wypadła perkusja, ze szczególnym uwzględnieniem ubarwiającego brzmienie w pierwszym ogniwie tam-tamu. Równie dobrze zaprezentował się kwintet smyczkowy, zwłaszcza w odcinku granym sul ponticello w drugiej części. Było to więc wykonanie przejrzyste i barwne, ale jednak nie do końca porywające. Nie była to wina orkiestry, lecz dość kanciastego prowadzenia. Florêncio dyrygował bardzo czytelnie, szerokimi, a jednocześnie konkretnymi gestami. Prowadził jednak koncert w zastępstwie, więc czasu na wypracowanie własnej koncepcji miał niewiele. Był to raczej pokaz możliwości orkiestry, a te są przecież bardzo duże.

Solistką w przepięknym Koncercie skrzypcowym Beniamina Brittena była Finka Elina Vähälä. Słyszałem ją już dziewięć lat temu w tej samej sali i z tą samą orkiestrą, kiedy podczas jednego wieczoru wykonała oba koncerty skrzypcowe Szymanowskiego. Niestety nie pisałem wówczas o tym koncercie, gdyż pracowałem wtedy w NOSPR i z oczywistych względów nie recenzowałem tamtejszych wydarzeń. Interpretacją Brittena artystka mnie zachwyciła. Było to wykonanie o świetnie dobranych proporcjach. Połączenie dyscypliny i emocji znakomicie sprawdziło się w tym utworze. Brzmienie instrumentu Vähäli było ciepłe i jasne, a opracowanie partii solowej — pełne pietyzmu i subtelnych odcieni barwnych. Złożyło się to na pełną głębi opowieść, zwieńczoną przejmującą, pięknie wykonaną passacaglią. Moment, w którym solistka gra przy akompaniamencie cichego chorału blachy, robił ogromne wrażenie. Jest to zresztą w ogóle utwór niezwykle poruszający, zwarty, o czytelnie poprowadzonej narracji — oryginalny, a jednocześnie komunikatywny. Dla mnie to jeden z najlepszych i najciekawszych koncertów skrzypcowych ubiegłego wieku. Stawiam go ex aequo z dziełami Prokofiewa, Rautavaary, Strawińskiego, Szostakowicza, Szymanowskiego czy Weilla.

Na koniec zabrzmiało La Valse Maurice’a Ravela. Sytuacja była tu podobna jak w symfonii Lutosławskiego: doskonale brzmiąca, świetnie przygotowana orkiestra oraz dyrygent, który prowadził ją kompetentnie i rzetelnie, lecz jednocześnie dość sztywno pod względem rytmu, bez większych zwolnień i przyspieszeń.

foto. https://www.elinavahala.com/page.php?ID=17&TypeID=7

 

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Klasyczna płytoteka powstaje dzięki mojej regularnej pracy. Jeśli masz ochotę ją wesprzeć, zapraszam na profil bloga w serwisie Patronite.pl.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.