Currentzis & Kopatchinskaja grają Czajkowskiego i Strawińskiego

Są takie chwile w życiu zbieracza nagrań, że słyszy utwór niemiłosiernie zgrany, hicior nad hiciory i ma wrażenie, że słucha czegoś kompletnie sobie nie znanego. Odczucia tego właśnie rodzaju zafundowała mi ostatnio Patricia Kopatchinskaja i Teodor Currentzis w Koncercie skrzypcowym Piotra Czajkowskiego. To dzieło, o którym można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest utworem mało znanym. Trzeba wielkiej inwencji i otwartości, żeby zabrać się za tego typu kompozycję i powiedzieć w niej coś zupełnie nowego. Im się właśnie to udało. Wszystko tu jest inne, nowe i świeże. Tempa, dynamika, akcentowanie rytmów, sposób budowania napięcia. Solistka gra z niepospolitym wyczuciem tempa i dynamiki: doskonale wie, kiedy i jak bardzo zwolnić, jak ściszyć grę, jak wykorzystać barwę, kiedy i jak zrobić crescendo i przyspieszyć, aby zabrzmiało to najlepiej. Część druga wyśpiewana jest praktycznie na granicy słyszalności. W części trzeciej zaś kolejne powroty głównego tematu akcentowane są świetnie wyczutymi zmianami tempa i barwy. To wykonanie skrajnie subiektywne, niezwykle zaangażowanie, zrobione z pazurem, energią i pasją. Słucha się tego wręcz ze szczęką na podłodze, bo na słuchacza czeka tu niespodzianka za niespodzianką. To nie jest interpretacja, którą można zbyć wzruszeniem ramion i stwierdzeniem, że to „jeszcze jeden Czajkowski”. Ten album można albo kochać albo nienawidzić, tertium non datur. Jest w tej bezkompromisowej, prowokacyjnej i dzikiej impulsywności wykonawców coś bardzo rosyjskiego, przywodzącego na myśl interpretacje Nikołaja Gołowanowa czy Kiryłła Kondraszyna. Kapitalny dowód na to, że tego rodzaju myślenie o muzyce jest ciągle żywe, a nie wszystkich solistów i dyrygentów interesuje ślepe posłuszeństwo partyturze. Chwała im za to!

Płyta dopełniona jest baletem Wesele Igora Strawińskiego, dziełem, które może w warstwie instrumentacyjnej jest egzotyczne (chór, perkusja i fortepiany), ale za to w charakterze muzyki pozostaje bardzo rosyjskie, surowe, ostre, momentami gwałtowne. Zespoły MusicAeterna znakomicie zresztą ten aspekt zadziorności wydobywają, również w tym utworze nie idąc na żadne kompromisy, jeńców nie biorąc. W przeciwieństwie do Koncertu Czajkowskiego nie znajdziemy tu zbyt wielu śpiewnych melodii, muzyka jest dynamiczna i rytmiczna i takie też jest wykonanie pod batutą Currentzisa, który świetnie wyłapał nastrój tej intrygującej kompozycji.

Jedyny mankament wydawnictwa wiąże się z akustyką. Sala, w której nagrano Koncert dysponuje ciasną i mało przestrzenną akustyką, co jest dość irytujące w odcinkach tutti. Całe szczęście Wesele nagrano już gdzie indziej i tam podobne problemy nie występują.

Piotr Czajkowski
Koncert skrzypcowy D-dur op. 35*

Igor Strawiński
Les Noces

MusicAeterna

Patricia Kopatchinskaja – skrzypce*
Teodor Currentzis – dyrygent

Sony Classical


Drugi krążek Currentzisa, którego miałem okazję niedawno posłuchać, zawiera inną kompozycję IS, a mianowicie balet Święto wiosny. Chociaż konkurencja na rynku nagrań tego utworu jest potężna, dyrygent zrezygnował tym razem z bardziej radykalnych pomysłów interpretacyjnych. Zwracają jednak uwagę przede wszystkim duże kontrasty agogiczne pomiędzy odcinkami utrzymanymi w szybkich i wolnych tempach. O ile więc fragmenty szybkie rzeczywiście są zagrane wartko i energicznie, o tyle te bardziej powolne (dobrym przykładem są Korowody wiosenne) są wykonane zbyt wolno, przez co napięcie gdzieś ulatuje. Świetne wrażenie robi gra sekcji smyczków: tak huczących, ostrych i wyrazistych kontrabasów nie słyszałem w tym utworze chyba nigdy. Świetnie wypadają też kotły i wielki bęben, których dźwięki umiejętnie podkreślają wyrazistą rytmikę dzieła. Znaczny problem przedstawia niestety sekcja blachy i drewna: zostały one bowiem zepchnięte przez inżynierów dźwięku na drugi plan, przez co wiele detali ginie. Nie usłyszymy dobrze ani krotali ani grających col legno smyczków w części pierwszej, przez co utwór trochę traci. Jednak czysto fizyczna siła tej interpretacji robi duże wrażenie i sprawia, że wykonania słucha się z przyjemnością. Byłaby ona oczywiście większa, gdyby wymienione powyżej elementy były bardziej dopracowane, dodając utworu surowego i prymitywnego uroku.

 

Igor Strawiński
Święto wiosny

MusicAeterna
Teodor Currentzis – dyrygent

Sony Classical

2 thoughts on “Currentzis & Kopatchinskaja grają Czajkowskiego i Strawińskiego

  1. Pan Currentzis znalazł dla siebie miejsce w wykonawstwie muzyki klasycznej w loży awangardy. W symfonii ‘Patetycznej” tegoż samego kompozytora także to słychać. Tylko, czy ta inność na pewno oznacza jakościową wizję ?

    A wracając do recenzowanego nagrania koncertu Czajkowskiego – … albo popędliwie szybko, … albo z przeciągnięciami frazy, … albo wymieszane jedno z drugim. Faktycznie można powiedzieć, że odkrywczo i ciekawie. Ale, jak ktoś szczególnie ceni ten utwór i wie przy słuchaniu, jaki winien być następny dźwięk i co oczywiste ma swoje ulubione wykonania klasyczne, to ta propozycja może zabrzmieć nawet rażąco odmiennie od wszystkiego.

    No, ale może trzeba przesłuchać 15 razy, żeby zmienić zdanie na całkiem odmienne. Ale po co skrzypaczka robi te „zadziory”, czy też niezwykłe przeciągnięcia (spowolnienia), brzmiące jak próba przekomarzania się lub w innym miejscu niczym jakieś ironiczne abstrahowanie. A zaraz potem pędzi ponadnormatywnie. W wielu miejscach gra też jakby za cicho. No i niektóre kontrapunkty w partii orkiestry pozostają szokująco zaakcentowane !

    Dla nie osobiście to najznamienitszy koncert dedykowany skrzypcom w całej dotychczasowej historii muzyki przez duże M. W ramach innowacji może kiedyś Sol Gabetta zrobi go na wilonczelę, …jak Vivaldiego. Też będzie ciekawie. Żartuję, … wiem, że się nie da !

    Słuchał Pan Vilde Frang z Danish RSO ? (Porównawczo) dla mnie jest tam nie tylko normalniej, ale przede wszystkim na artystycznym poziomie.

    1. Dziękuję za rozbudowany i wnikliwy komentarz! Tak, ta interpretacja jest jawnie prowokacyjna i wydaje mi się, że jeśli się jej nie kupuje to… nic nie szkodzi. Igranie z oczekiwaniami słuchacza to w tym przypadku główny cel wykonawców. Vilde Frang niestety nie znam, ale jeśli chodzi o te „normalne” interpretacje, to najwyżej chyba cenię nagranie Leonida Kogana z Constantinem Silvestrim. Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.