Edward Gardner dyryguje Sibeliusem

Najnowszy album angielskiego dyrygenta Edwarda Gardnera poświęcony muzyce fińskiego kompozytora Jeana Sibeliusa zarejestrowany został przy udziale norweskiej Bergen Philharmonic Orchestra. Cóż wyniknęło z tej międzynarodowej miszkulancji? Wyniknąć mogły potencjalnie rzeczy ciekawe, gdyż na płycie znalazły się zarówno mało znane i rzadko wykonywane wczesne dzieła tego twórcy, jak i rewolucyjne oraz rewelacyjne kompozycje dojrzałe. Osobiście najbardziej skusiły mnie poematy symfoniczne LuonnotarTapiola.

Od wykonania pierwszego z tych dzieł płyta się rozpoczyna. To kompozycja osnuta na wątkach z Kalevali, czyli fińskiego eposu narodowego. Tytułowa bohaterka (zwana też Ilmatar) jest boginią nieba, która staje się brzemienna w wyniku kontaktu z wiatrem i morzem. Kiedy unosi się na wodzie, na jej kolanie wije sobie gniazdo kaczka. Jednak jajko, które tam składa, spada kiedy bogini zaczyna rodzić, rozbija się i w efekcie tworzy niebiosa i ziemię. To jedna z najbardziej poruszających i oryginalnych kompozycji Sibeliusa. Ze względu na wielkie trudności stawiane solistce (duże skoki interwałowe, konieczność cichego śpiewania wysokich dźwięków) utwór nazywany bywa „zabójcą sopranów” i uchodzi za jeden z najtrudniejszych w repertuarze. To surowa, mroczna muzyka, momentami tak luźna pod względem harmoniki, że aż atonalna. Szczególnie zwracają uwagę fragmenty, w których linia solowego głosu snuje się ponad niskimi, miarowymi dźwiękami harf. Wykonanie z udziałem Lise Davidsen nie do końca spełnia pokładane w nim nadzieje. Jest mało ekspresyjne, zbyt łagodne, wyciszone i pozbawione większych kontrastów tempa i dynamiki. W orkiestrze nie dzieje się nic ciekawego. Jedynym elementem, który wyróżnia się w grze zespołu jest zmysłowe (!!!) glissando w smyczkach, które totalnie w tamtym miejscu nie pasuje. Głos solistki, choć czysty, wydaje się płytki. Daleko tej interpretacji do wstrząsającej wersji live zarejestrowanej przez Hannigan i Rattle’a!

Także interpretacja Tapioli nie zachwyca. Skłamałbym mówiąc że jest beznadziejna, ale brak tu koncentracji i dramatyzmu. Pomimo że tempo nie jest jakoś bardzo powolne to muzyka wlecze się i przeciąga ponad miarę. Odpowiedzialnością za ten stan rzeczy obarczyć należy brak koncentracji ze strony orkiestry i poczucie braku ciągłości narracji. Słychać tu momentami ciekawe detale w partii drewna czy blachy, ale to za mało aby stworzyć przejmującą kreację tego arcydzieła, w tak zniewalająco sugestywny sposób ewokującego tajemniczy nastrój siedziby boga lasów.

Kolejna pozycja na płycie jest już bardziej romantyczna, jest to bowiem ośmioczęściowa suita z muzyki scenicznej do sztuki Maeterlincka Peleas i Melizanda. Nie jest to najlepsza kompozycja Sibeliusa, a i jej wykonanie nie jest tu specjalnie zajmujące. Najbardziej wyróżniające się ogniwa to quasi-kameralne, melodyjne Pastorale i motoryczne preludium do aktu czwartego (Entr’acte). Nagranie to zawiera także pieśń Melizandy w rzadko wykonywanej wersji na głos i orkiestrę.

Rakastava to trzyczęściowa suita z 1912 roku, oparta na wcześniejszych o prawie dwie dekady pieśniach na chór męski a cappella noszących taki sam tytuł. Inspiracji do pracy nad dziełami dostarczył zbiór fińskiej poezji ludowej Kanteletar, skompilowany przez Eliasa Lönnrota. Tytuły ogniw suity to Rakastava (Kochający), Rakastetun tie (Droga ukochanego) i Hyvää iltaa… Jää hyvästi (Dobry wieczór… Do widzenia). To jeszcze muzyka zupełnie romantyczna, przystępna, ale też zdecydowanie mniej zajmująca niż Luonnotar czy Tapiola. Wykonanie pod batutą Gardnera nie wykracza poza poprawność.

Ostatnia pozycja na płycie to mało znany poemat symfoniczny zatytułowany Vårsång, czyli Pieśń wiosenna. Utwór ten był najpierw Improwizacją na orkiestrę, następnie Smutkiem wiosny i dopiero ostateczna wersja otrzymała znany dziś tytuł. Trudno byłoby mi powiedzieć aby wykonanie Gardnera zapadało w pamięć. Jest kompetentne, brzmi przyzwoicie, ale nie zachwyca, podobnie jak samo dzieło.

Nie mogę ocenić tego albumu zbyt wysoko. Gra orkiestry jest dobra (ale są lepsze), jakość dźwięku jest całkiem w porządku (ale są lepiej nagrane płyty), sposób prowadzenia muzyki przez Gardnera jest poprawny (ale są lepsi). Średniak, którego trudno mi polecić z czystym sumieniem.

 

Jean Sibelius

Luonnotar op. 70*
Tapiola op. 112
Peleas i Melizanda op. 46*
Rakastava op. 14
Pieśń wiosenna (Vårsång) op. 16

Lise Davidsen – sopran
Bergen Philharmonic Orchestra
Edward Gardner – dyrygent

Chandos

2 thoughts on “Edward Gardner dyryguje Sibeliusem

  1. Jako , że na pańskiej stronie nie ma zakładki -Kontakt , pozwalam sobie wkleić tutaj me pytanie : Co pan sądzi o tej płycie Maxa Richtera – Exiles wydanej ostatnio przez DG..?

    1. Dzień dobry, płyty tej jeszcze nie miałem okazji wysłuchać, i z tego też powodu zdania o niej wyrobionego nie posiadam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.