Historia powstania Pamiętnika zaginionego Leoša Janáčka jest niezwykle ciekawa. Otóż w maju 1916 roku w czasopiśmie Lidové noviny ukazał się tekst zatytułowany Z pera samouka (Spod pióra samouka). Opisano w nim historię młodego człowieka, który pewnego dnia zniknął, ale krótko po jego zaginięciu odnaleziono notatnik, a w nim wiersze, opisujące powód jego zniknięcia: gorący romans z cygańską dziewczyną. Historia zrobiła ogromne wrażenie na kompozytorze, który stworzył na podstawie liryków jedno ze swoich późnych arcydzieł. Swoje zrobiła tu fascynacja kompozytora Kamilą Stösslovą, młodszą o 37 mężatką z dwójką dzieci, na punkcie której twórca miał obsesję. Dopiero ponad osiem dekad później wyszło na jaw, że cała historia była mistyfikacją, spreparowaną przez pisarza i poetę Ozefa Kaldę.
Jego fascynacja młodą kobietą koresponduje z treścią dzieła, która jest w sumie bardzo prosta. Jest to historia Janiczka, młodego mężczyzny, który popada w obsesję na punkcie cyganki Zefki. Nie dzieje się tak oczywiście od razu. Z początku Janiczek opiera się uczuciu, ale ostatecznie okazuje się być bezbronny wobec napierającej burzy hormonów, dochodzi do konsumpcji znajomości, a na świecie pojawia się dziecko, więc mężczyzna odchodzi od siostry i rodziców. Więc jest to w sumie taka Carmen, ale z happy endem.
Sam utwór jest dość ekscentryczny pod względem formy i obsady. Mamy tu bowiem dwa głosy solowe, tenora i sopran, trzy głosy żeńskie oraz fortepian. Całość składa się z 22 krótkich ogniw, z których jedno, bardzo wymownie zatytułowane Intermezzo erotico, przeznaczone jest na fortepian. Ten krótki, trwający niewiele ponad 30 minut utwór ma w sobie potencjał na stanie się czymś w rodzaju quasi-operą. Z takiego założenia wyszedł francuski kompozytor Arthur Lavandier, który przygotował wersję przeznaczoną na orkiestrę kameralną. Została ona po raz pierwszy zaprezentowana w 2022 roku w Opéra national du Rhin w Strasburgu. Aranżacją zainteresował się Łukasz Borowicz, który doprowadził do wykonania tej wersji w Poznaniu w październiku 2025 roku. Koncert nagrano, a firma DUX wydała go właśnie w formie płyty.
Lavandier podszedł do swojego zadania z dużym wyczuciem. Wykorzystany przez niego zespół nie jest liczny. Składa się z głosów solowych, małego chóru żeńskiego (w tym nagraniu wzięło udział 10 chórzystek), 4 pierwszych i 3 drugich skrzypiec, 2 altówek, 2 wiolonczel, kontrabasu, fletu, oboju, fagotu, waltorni, trąbki, perkusji i, last but not least, fortepianu. Rezultat jest intrygujący. Z jednej strony brzmienie uzyskane przez Lavandiera pozostaje w całkowitej zgodzie ze stylem czeskiego kompozytora (zwłaszcza jeśli chodzi o dęte blaszane), z drugiej strony zaś bardzo francuskie, w sensie bardzo ostrożnego, niemal aptekarskiego dawkowania poszczególnych barw i efektów. Daje to momentami rezultaty, które nasuwają silne skojarzenia z Debussym, jak w czwartym ogniwie, które momentami brzmi niemal jak fragment pierwszego ogniwa La mer. Słucha się tego znakomicie – opracowanie jest tak naturalne, że sprawia wrażenie, jakby dzieło na ten właśnie skład było od początku pomyślane. Jedynym mankamentem nagrania jest to, że perkusja pozostaje nieco za bardzo w tle, bardzo subtelnie (momentami może nieco zbyt subtelnie) dobarwiając brzmienie. We fragmentach, w których mowa o skowronku narrację przejmuje flet, wzrost napięcia to tremolo smyczków. Niby to proste, oczywiste, a jednak działa. Jeśli chodzi o techniczną stronę wykonania i interpretację Borowicza, to wszystko tu jest w punkt.
Jeśli idzie o solistów, to zarówno Petr Nekoranec jak i Monika Jägerová robią bardzo dobre wrażenie. Są ekspresyjni, ale nie popadają w manierę. Duże wrażenie robi zwłaszcza niski rejestr w wykonaniu śpiewaczki – bardzo dźwięczny, jędrny i uwodzicielski. Całość jest piękna i poruszająca.
Szkoda, że DUX nie zdecydował się uzupełnić tego albumu jakąś inną kompozycją. Pamiętnik zaginionego zajmuje bowiem tylko 32 minuty. Na płycie CD mieści się zaś, jak wiemy, 80 (albo nawet i więcej minut), nie wykorzystano więc nawet połowy pojemności płyty. Tym bardziej szkoda, że album został wydany z dużą starannością i aż prosił się o bogatszy program. Ale nawet pomimo tego zdecydowanie zasługuje na uwagę i wysłuchanie.
Leoš Janáček
Zápisník zmizelého (orkiestracja Arthur Lavandier)
Monika Jägerová – alt
Petr Nekoranec – tenor
Tomasz Sośniak – fortepian
Poznański Chór Kameralny
Bartosz Michałowski – przygotowanie chóru
Orkiestra Filharmonii Poznańskiej
Łukasz Borowicz – dyrygent
DUX
Podoba Ci się to co robię? Chcesz wesprzeć moją pracę? Odwiedź profil Klasycznej płytoteki w serwisie Patronie.pl
