Nie trzeba nikogo przekonywać, że Łukasz Borowicz jest specjalistą od zapomnianej twórczości polskiej. Nie jest mu jednak obca także mniej znana muzyka naszych sąsiadów. Dowodem jest niniejszy album, w którym sięgnął po dzieła czeskiego kompozytora Vítězslava Nováka. Twórca ten żył w latach 1870–1949, należał więc do tej samej generacji co Richard Strauss, Mieczysław Karłowicz, Eugeniusz Morawski, Siergiej Rachmaninow czy Maurice Ravel. Nie jest to kompozytor szerzej znany — nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek widział którykolwiek z jego utworów w programie polskiej filharmonii. Był uczniem m.in. Antonína Dvořáka, wykładał w praskim konserwatorium, którego przez pewien czas był także rektorem. Pisał opery, muzykę orkiestrową (w tym liczne poematy symfoniczne) oraz dzieła kameralne. Pisałem już kiedyś o albumie Libora Peška z nagraniami jego utworów orkiestrowych (link TUTAJ); teraz przyszła kolej na album Borowicza.
Otwiera go Koncert fortepianowy e-moll, dzieło wczesne, napisane w 1895 roku. Pod względem konstrukcji nie zaskakuje — składa się z trzech części. Brzmi jednak jak utwór młodego, niedoświadczonego i jeszcze niewyrobionego twórcy, który nie do końca wie, co i jak chce w swojej muzyce wyrazić. Bardzo wyraźnie pobrzmiewają tu echa Dvořáka, które paradoksalnie stanowią jedyny wyrazisty aspekt tej kompozycji. Problem z tym koncertem polega na tym, że zawiera on bardzo niewiele elementów charakterystycznych, na których można by „zawiesić ucho”. Utwór nie wyróżnia się niczym szczególnym, bywa monotonny, a mówiąc wprost — jest dość nudnawy. Wykonanie jest jednak bardzo dobre, starannie opracowane, a o interpretacji Olivera Trendla nie sposób powiedzieć złego słowa — poza tym, że nie ma tu zbyt wielu okazji do pokazania swojego kunsztu.
Dalej jest na szczęście tylko lepiej. Suita z baletu Signorina Gioventu, opartego na utworze Svatopluka Čecha, ukończonego w 1928 roku i prawykonanego rok później pod batutą Václava Talicha, znalazła się na płycie w opracowaniu Borowicza. Składa się z czterech ogniw: Pierwsza scena, Trzecia scena: Taniec mandaryna i czarownika, Czwarta scena: Tempo di Valse oraz Szósta scena: Taniec. Celem Borowicza nie było oddanie akcji baletu w pigułce, lecz pokazanie kunsztu orkiestracji Nováka poprzez wybór najbardziej charakterystycznych epizodów. Zamiar ten niewątpliwie się powiódł. Pierwsza część pełni rolę wstępu do kapitalnego Tańca mandaryna i czarownika, w którym uwagę zwraca temat oparty na dźwiękach skali pentatonicznej. Instrumentacja jest kunsztowna (dużo tu perkusji, m.in. ksylofonu), efektowna, a dopełnia ją wyrazista rytmika. To już muzyka w pełni XX-wieczna. Walc jest bardziej pastiszem, ale udanym — czarownym i eleganckim. Ostatnie ogniwo jest barwne, efektowne i stanowi znakomite dopełnienie trwającej 16 minut suity.
Wreszcie, last but not least, kolejna suita — tym razem pochodząca z baletu Nikotina z 1930 roku. Składa się z czterech ogniw (żadne nie ma tytułu), trwa 20 minut, a opracowana została przez Václava Talicha. Również tutaj inspiracją była twórczość Čecha. Humorystyczne libretto opowiada historię zakonnika uzależnionego od nikotyny. Pewnego dnia jego ulubiona substancja objawia mu się pod postacią ponętnej kobiety, z którą udaje się na przyjęcie, przeżywając tam rozmaite przygody. Chce oświadczyć się Nikotynie, lecz przeszkadzają mu w tym wredny pies i jeszcze bardziej wredna papuga. Ostatecznie budzi się ze snu przed bramą klasztoru, w towarzystwie wiernego osła. A Nikotyna (nie mam pewności, czy tylko nikotyna…) znów ląduje w pudełku. Muzyka jest lekka, dowcipna i przyjemna w odbiorze. W finale pojawia się stylizacja muzyki hiszpańskiej z cytatem z pieśni La Paloma. Po raz kolejny słychać, że pisał to kompozytor świetnie czujący orkiestrę i umiejący znakomicie wykorzystać jej możliwości.
To bardzo udana płyta — przede wszystkim dzięki obu suitom baletowym. Nie jest to muzyka głęboka ani poruszająca do szpiku kości, ale słucha się jej z dużą przyjemnością, zwłaszcza że wykonanie Janáček Philharmonic Ostrava jest pierwszorzędne. Łukasz Borowicz znakomicie przygotował zespół. Za to oraz za przypomnienie tych dzieł należą mu się szczere gratulacje i uznanie.
Vítězslav Novák
Koncert fortepianowy e-moll
Signorina Gioventu – suita
Nikotina – suita
Janáček Philharmonic Ostrava
Oliver Triendl – fortepian
Łukasz Borowicz – dyrygent
CPO
Podoba Ci się to co robię? Chcesz wesprzeć niezależną krytykę? Odwiedź mój profil w serwisie Patronie.pl i zostań mecenasem Klasycznej Płytoteki:

Z wykonaniem Symfoni d-moll op. 21 Stojowskiego przez Orkiestrę Filharmonii Poznańskiej prowadzoną przez Borowicza pan się już zapoznał? Ciekawy jestem opini, jak zawsze- przenikliwego krytyka jak pan jest. Oczywiście w pozytywnym znaczeniu.
Z pozdrowieniami w nowym roku.
Tak, słuchałem. Recenzja będzie niebawem, ale już teraz mogę napisać, że będzie pozytywna. Pozdrawiam, najlepszego w Nowym Roku!