Niniejszy album wieńczy serię poświęconą muzyce orkiestrowej Grażyny Bacewicz, którą Łukasz Borowicz realizował dla wytwórni CPO z WDR Sinfonieorchester z Kolonii. Zawarto na nim pięć kompozycji i tak się szczęśliwie składa, że pokazują one w pigułce przemiany stylistyczne, jakim ulegała twórczość kompozytorki. Mamy tu więc dwie kompozycje wczesne, neoklasyczno-folklorystyczne, jedną przejściową, neoklasyczno-sonorystyczną, oraz dwie późne – już w pełni sonorystyczne.
Krążek rozpoczyna się I Symfonią, napisaną w latach 1942–1945. Dzieło to otrzymuje tutaj swoją premierę fonograficzną. Bacewicz nie była przekonana do jakości swojej Pierwszej i nie chciała jej wydać, co jest ciekawe, biorąc pod uwagę, jak udana i interesująca jest to kompozycja. Może się ona nieco kojarzyć z muzyką filmową: jest lekka, żywa oraz pełna motoryki i emocji. Kompozytorka nie waha się też eksponować śpiewnej melodyki, za pomocą której nawiązuje do polskiego folkloru, a być może także do muzyki żydowskiej (w trzecim ogniwie). Dodajmy do tego barwną orkiestrację oraz bardzo sprawną, czytelną budowę dramaturgiczną z wyraźnie zarysowanymi spiętrzeniami emocji, a otrzymamy kompozycję nie tylko przystępną, lecz także nadzwyczaj atrakcyjną.
Ludowość jeszcze mocniej pobrzmiewa w nieco pstrokatej Uwerturze polskiej z 1954 roku. Także jej kompozytorka nie zdecydowała się wydać. Uwagę zwraca tu przede wszystkim nieregularność i kapryśność rytmiki, która nieustannie waha się między metrum dwudzielnym a trójdzielnym. Dużo do roboty mają tu obie sekcje dęte.
Partita z 1955 roku składa się z czterech ogniw: Preludium, Toccata, Intermezzo i Rondo. Pierwsze, drugie i czwarte ogniwo to jeszcze neoklasycyzm – z jego żywym rytmem i śpiewną melodyką – ale trzecia część wskazuje, że kompozytorka zaczęła już inaczej myśleć o dźwięku. Piękna melodia dętych drewnianych płynie tu ponad długo trzymanym, roziskrzonym tremolem smyczków, a Bacewicz dobarwia całość dźwiękami harf i dzwonków.
Koncert na orkiestrę powstał w 1962 roku z inspiracji Witolda Rowickiego, któremu też Bacewicz dzieło zadedykowała. Z kolei In una parte to utwór najpóźniejszy, napisany w 1967 roku. Obie kompozycje pokazują już diametralną zmianę podejścia twórczyni do materii dźwiękowej. Są to dzieła o wiele bardziej radykalne, doskonałe pod względem warsztatowym i instrumentacyjnym. Cóż z tego jednak, skoro jest to jednocześnie muzyka bardzo abstrakcyjna, w której mnogość środków artykulacyjnych i brzmieniowych balansuje na krawędzi przeładowania, a sama muzyka jawi się jako zimna, oschła i pozbawiona emocji. Nie podzielam więc entuzjazmu Borowicza wobec tych utworów, wyrażonego w dołączonej do płyty książeczce. Pomimo całego wyrafinowania pozostaną one raczej pozycjami dla koneserów. Powodzenia wśród szerokiej publiczności raczej im nie wróżę.
Pomimo tych krytycznych uwag album gorąco polecam, choć zdecydowanie więcej entuzjazmu wzbudziły we mnie pierwsze trzy kompozycje (ze szczególnym uwzględnieniem arcyciekawej I Symfonii) niż późne utwory sonorystyczne. Łukaszowi Borowiczowi należą się natomiast gorące gratulacje – jego realizacje są znakomite od strony interpretacyjnej. Jakość dźwięku również stoi na bardzo wysokim poziomie, a omówienia zawarte w książeczce (autorstwa dyrygenta) są wyczerpujące. To płyty, które dla wielbicieli twórczości Bacewicz przez długi czas będą wzorcem i punktem odniesienia.
Grażyna Bacewicz
I Symfonia
Uwertura polska
Partita na orkiestrę
Koncert na orkiestrę
In una parte
WDR Sinfonieorchester
Łukasz Borowicz – dyrygent
CPO
Podoba Ci się to co robię? Chcesz wesprzeć moją pracę? Odwiedź profil Klasycznej płytoteki w serwisie Patronie.pl
