Niedzielny poranny koncert w Konzerthausie wypełniła w całości Trzecia Gustava Mahlera. Poprowadził ją czeski dyrygent Petr Popelka (rocznik 1986), od 2024 roku szef artystyczny Wiener Symphoniker, pełniący także funkcję szefa artystycznego Prague Radio Symphony Orchestra. Z wykształcenia jest kontrabasistą (grał m.in. w Staatskapelle Dresden), para się również kompozycją. Fachu dyrygenckiego uczył się m.in. u Jaapa van Zwedena, Alana Gilberta i Neeme Järviego.
Jego interpretacja Trzeciej okazała się niezwykle zajmująca i sugestywna. A nie jest to przecież symfonia łatwa do ogarnięcia. To moloch łączący wiele stylów, rozbudowany i monumentalny. Wykonanie Popelki było znakomite z tego względu, że dyrygent bardzo dobrze rozumiał, iż dzieła Mahlera nie należy wygładzać ani traktować zbyt lirycznie. Stąd też dużo było w tym wykonaniu fragmentów rozmyślnie brzydkich i chropowatych, niezwykle ciekawych pod względem barwy. Popelka umiejętnie różnicował tempa, ale nie popadał w przesadę. Jak miało być wolno – to było, ale muzyka cały czas płynęła. To wyczucie proporcji nie jest wcale łatwe ani oczywiste, są przecież nagrania i wykonania koncertowe, gdzie ten aspekt jest położony zupełnie. Istotne było też napięcie. Było ono obecne prawie przez cały czas trwania utworu, ani na chwilę nie „siadło”, nawet pomimo niesprzyjających okoliczności (o czym za chwilę). Duże wrażenie robiło również przygotowanie techniczne orkiestry. Wiadomo, że to znakomity zespół, ale jednak, słysząc taką precyzję i barwność gry, nie sposób nie kryć uznania. Co prawda od trzeciego ogniwa blacha momentami nie stroiła, ale biorąc pod uwagę trudność i długość symfonii, a także wymagania stawiane tej sekcji, nie był to jakiś wielki mankament. Koncepcyjnie wszystko było przygotowane w punkt.
Partię solową w czwartej i piątej części wykonała mezzosopranistka Sasha Cooke. Miała lekki głos, który jednak dobrze sprawdził się w tej muzyce, tym bardziej że śpiewaczka miała świetną dykcję i śpiewała z prostotą, bez jakiejkolwiek maniery. W kolejnej części dołączyły do niej panie z Wiener Singakademie oraz chór dziecięcy Wiener Sängerknaben. Także te zespoły spisały się świetnie.
Koncert nie obył się jednak bez przeszkód. W trakcie wykonywania trzeciej części jeden ze słuchaczy siedzących w dalszych rzędach najwyraźniej wymagał pomocy medycznej. A ponieważ siedział pośrodku rzędu, powstało zamieszanie, a orkiestra na chwilę przestała grać. Ten moment wykorzystała też solistka, która weszła wówczas na estradę, co część publiczności przyjęła oklaskami. Jednym słowem – powstało zamieszanie, które potencjalnie mogło zaszkodzić koncentracji muzyków. Co zadziwiające, nic takiego się nie stało, a po wznowieniu gry wszystko ruszyło dalej gładko. Moją uwagę zwróciło też ciepło brzmienia Wiener Symphoniker. Kiedy słyszałem ich pod batutą innych dyrygentów, jak choćby Vladimira Jurowskiego czy Lahava Shaniego, ich brzmienie odbierałem jako nieco chłodne. Wydaje się, że Popelka był w stanie wydobyć z tego zespołu zupełnie inną jakość niż pozostali dyrygenci, których do tej pory słyszałem z tą orkiestrą. To dobre wróży na przyszłość!
foto. Amar Mehmedinovic
Podoba Ci się to co robię? Chcesz wesprzeć niezależną krytykę? Odwiedź mój profil w serwisie Patronie.pl i zostań mecenasem Klasycznej Płytoteki:
